Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : serbia

Autostrado prowadź nas....

nilek2609

5 maj 2014

Zafundowaliśmy sobie wczesną pobudkę o 6, szybka kawa na pobudzenie do tego pożywna zupka chińska i poszliśmy się pakować. Bośniak próbował nas namówić przed wyjściem żebyśmy się z nim jeszcze piwa napili, ale jak to mówią "Dżentelmen nie pije przed 12" więc zrezygnowaliśmy z zaproszenia.

DSC_0546Wszystkie rzeczy zostały w hostelu a my wraz z mapą którą dostaliśmy ruszyliśmy na podbój miasta. Wszystko co było warte zwiedzenia, znajdowało się stosunkowo niedaleko centrum , więc zajęło nam to raptem kilka godzin. Na koniec udaliśmy się jeszcze do parku z którego mieliśmy dobry widok na miasto gdzie chcieliśmy odpocząć przed dalszą drogą.

DSC_0594W hostelu pożegnaliśmy się z wczorajszą ekipą i szukaliśmy sposobu na wydostanie z miasta, padło na komunikacje miejską z której tutaj nie wiedzieliśmy jak za bardzo skorzystać. Jeździliśmy trochę na oślep do czasu gdy zaczepił nas Milan i zaoferował swoją pomoc, dzięki niemu trafiliśmy na autostradę skąd nie było już żadnych problemów. 

Minęło może kilka sekund i trafiliśmy na auto do Novego Sadu, kierowca wysadził nas na autostradzie skąd jak wcześniej szybko ruszyliśmy dalej. Trafił nam się bus z Serbami jadącymi do pracy w Wiedniu, gdzie nas chcieli ze sobą zabrać co nie było głupim pomysłem na początku, ale z tej opcji postanowiliśmy zrezygnować i dogadaliśmy się na Bukareszt. Cała droga minęła nam w dobrych humorach i grze na Ukulele, dzięki czemu czas nam szybko minął, Monice trafił się nawet adorator.

Koniec końców musieliśmy się pożegnać, My zostaliśmy na M0 a oni ruszyli w dalszą drogę do Austrii. Jeszcze przez jakiś czas staraliśmy się coś złapać, ale nasze starania skończyły się tak:

DSC_0611Przeskoczyliśmy przez barierki i postanowiliśmy tam spędzić noc, lepszego miejsca nie byliśmy w stanie znaleźć, szczególnie że przez XXX km było ogrodzenie. Przed snem jeszcze kolacja po królewsku - bułka z pasztetem i do śpiworów.

Granica

nilek2609

4 maj 2014

Nie spaliśmy prawie całą noc, jeszcze pogoda nie zachęcała do niczego, cały czas tylko lało. Dopiero przed 12 było na tyle dobrze że mogliśmy spakować wszystkie nasze rzeczy i przede wszystkim złożyć namiot. Jedyne czego chcieliśmy to wydostać się stamtąd tak szybko jak tylko się da w kierunku słońca i lepszej pogody, po 10 minutach zostaliśmy wysłuchani i siedzieliśmy w cieplutkim aucie kierując się do granicy. Kierowca był na tyle miły że nadrobił kilka kilometrów tylko po to żeby nas wysadzić pod samą bramą wjazdową, gdzie chwile później zostaliśmy zatrzymani przez celnika który kazał nam czekać pod bramą i się stamtąd nie ruszać...

DSC_0502Nie wiedzieliśmy za bardzo o co chodzi więc skorzystaliśmy z szansy i wymieniliśmy ostatnie nasze leje na Serbskie dinary. Chwile później wróciliśmy do celnika pytając co mamy robić, sprawdził nam dokumenty i zaprowadził do reszty celników, jeszcze jedna kontrola i wbili nam pieczątki. Po chwili kazali wsiadać do serbskiej terenówki którą mieliśmy przejechać przez most graniczny, o dziwo w Drobecie nie można przejść granicy pieszo. Zaraz za mostem kazali nam wysiąść i odjechali w przeciwnym kierunku zostawiając nas po środku niczego.

DSC_0514My nie widząc innej opcji na transport zaczęliśmy powoli iść, dopiero po dwóch kilometrach zabrała nas rodzinka z malutkim dzieckiem do pierwszego "miasta" Tekia. Chcieliśmy tu uzupełnić nasze zapasy, ale jedyny sklepik był zamknięty, w okolicy ani żywego ducha więc wróciliśmy do marszu i dalszego łapania. Nie trwało to zbyt długo i udało nam się wybłagać Serba w zdezelowanej ładzie żeby nas zabrał ze sobą, dzięki któremu wylądowaliśmy po raz kolejny pośrodku niczego.

DSC_0529Zjedliśmy nasze ostatnie dwie bułki i wróciliśmy do "błagania" o podwiezienie chociaż kilka kilometrów. Po którymś z kolei aucie, mamy transport na 20 km które przerodziły się w 150, kolejną niespodzianką była zmiana czasu, dzięki której zyskaliśmy godzinę extra. Kierowca wysadził nas przy wyjeździe na autostradę w niemiłosierna ulewę, z której po pół godziny uratowała nas Raika. Miła starsza Pani zabrała nas do samego Belgradu, po drodze raczyć nas opowieściami o rodzinie i podróżach po świeci. Raika wysadziła nas w samym centrum miasta, pod drzwiami do hostelu w którym przez pogodę postanowiliśmy zostać na noc. Cena za nocleg to tylko 6 euro a do dyspozycji mieliśmy wszystko, łącznie z dobrym internetem.

DSC_0545Trafiliśmy do pokoju razem z Bośniackim kierowcą tira (ten po prawej) i Dobryvojem z Kosova (po lewej) z którymi spędziliśmy miło resztę wieczora przy piwie :)

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci