Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : podroze-po-meksyku

Oaxaca - Królestwo czekolady.

nilek2609

Dzień po sylwestrze w końcu zaczęliśmy się zbierać z Puerto Escondido, nie powiem że było lekko, ale smutno było wyjeżdżać z tego miejsca. Po dziesiątej byliśmy gotowi do wymarszu z Buena Ondy, jeszcze tylko chwila na sprawdzenie plecaków i poszliśmy po raz ostatni (w każdym razie teraz) na śniadanie do Damiana. Ciężko było się zebrać,ale w końcu dostaliśmy się na główną i nawet dość szybko poszło, po kilku minutach jechaliśmy w stronę miasta Oaxaca. Na dwa auta dojechaliśmy do Pochutli i na jakiś czas zapowiadał się koniec jazdy. Przynajmniej mieliśmy fajne miejsce przy krzyżówce, gdzie czas umilali nam artyści uliczni. Rozsiedliśmy się niedaleko oxxo (sklep) i czekaliśmy na okazję. Po jakimś czasie wyskoczyłem kupić coś do picia, nie zdążyłem nawet otworzyć lodówki i słyszę telefon. Okazało się że niedaleko nas stanęło jakieś auto i Monikę zagadało jakieś dziecko, że ktoś na nią czeka w środku. I faktycznie, małżeństwo które się zatrzymało, chciało nas zabrać do Oaxaci.

IMG_20180105_121544

Od razu na wejściu dostaliśmy po zimnej puszce piwa i w drogę. Damian ostrzegał nas że czeka nas ciężki przejazd, ale nie sądziłem że aż tak. Przez kolejne 250 kilometrów czekały nas w 99% same serpentyny, istny rollercoaster przez całą drogę, do tego piwo piliśmy na równi z kierowcą i jego żoną, a przepaści coraz większe. Całość zajęła nam ponad sześć godzin. W okolicy Oaxaci byliśmy dopiero po 22, więc postanowiliśmy wysiąść w jednym z miasteczek (przedmieścia) kilka kilometrów przed celem, żeby nie pakować się na noc do centrum, skoro mieliśmy jeszcze sporo czasu na dojazd. Zjedliśmy po hot-dogu kilka metrów dalej i poszliśmy się rozbić na polu za stacją benzynową.

IMG_20180104_144309

A z samego rana w drogę, wstaliśmy już o czwartej, było tak zimno że nie dało się dłużej, ale na dobre wyszło. Jakąś godzinę później złożyliśmy ociekający wodą namiot i przenieśliśmy się na stacje napić się gorącej kawy, przy okazji przeczekać do wschodu słońca w ciepełku. I na spokojnie o 7 ruszyliśmy z miejsca, standardowo próbowała nas zabrać setka taksówek, autobusy z początku odmawiały współpracy, ale po kilku minutach jeden jednak postanowił się wyłamać. Bilety po siedem peso, komfortowe warunki jazdy i tak wylądowaliśmy na starym mieście. Od pierwszej chwili uderzył nas piękny zapach, knajpki zamknięte, stoisk jeszcze brak o tej porze, ale wszędzie unosi się zapach czekolady.

IMG_20180105_121444

Zaledwie dwie uliczki dalej rozsiedliśmy się obok żywej szopki, zjedliśmy po tamale, obowiązkowo po kubku gorącej czekolady i siedzieliśmy tak na ławce obserwując co się dzieje w okolicy. Dopiero po 10 ruszyliśmy się z miejsca i powędrowaliśmy pod adres do Judy, u której mieliśmy robić remont mieszkania na workawayu. Faktycznie tak jak pisała, dostaliśmy prywatny pokój i dostęp do całej reszty mieszkania, więc elegancko. Chwilę posiedzieliśmy z Judy, po czym oboje padliśmy jak kłody,dopiero po trzech godzinach jakoś udało nam się zwlec z łóżka i czekała nas miła, ciepła niespodzianka - obiadek. Później przydało się zacząć coś robić, więc poszliśmy do sklepu po jeszcze jeden wałek i powoli zaczynaliśmy szykować pokój na jutro do malowania. Nie było co się śpieszyć z robotą, szczególnie że mamy na to kilka dni (robota według zaleceń ma być jak na odpierdziel)  i tylko dwa pokoje, a dalej czujemy się średnio.

IMG_20180105_161933_HDR

Rano od ósmej zaczęliśmy zabawę z pierwszym pokojem, w życiu nie sądziłem że moja robota będzie tak kiedykolwiek wyglądała, czyli jak dla mnie lekka fuszerka. W tym pokoju miało być jedynie pomalowane, proponowałem żeby to zrobić nieco lepiej od podstaw, ale jeśli mieszkanie jest wynajęte i to tylko na rok, to w sumie się nie dziwie że nie chce w to ładować kasy. Uwinęliśmy się do 14 z całą pracą i poszliśmy się przejść po mieście w poszukiwaniu lekarza mówiącego po angielsku, tak jak nam zalecił ubezpieczyciel. Chcieliśmy zobaczyć jeszcze co nieco po drodze, ale jedyne co się udało, to zjeść po kanapce w Subwayu i padliśmy, szybka nawrotka do pokoju i o 19 już spaliśmy.

IMG_20180106_172128

Kolejny dzień  był nieco lepszy, rano wstaliśmy jak na kacu z mocno obniżoną temperaturą, ale za to z większą chęcią do życia. Może to zasługa 13 godzin snu? Zeszliśmy na dół z myślą o ciepłym śniadaniu, a tu już wszystko gotowe, czekały na nas naleśniki i gorąca kawa. Po śniadaniu dogadaliśmy się co dalej mamy robić, domalowaliśmy ostatnią warstwę na jednej ze ścian i resztę dnia mieliśmy wolną. Więc jeszcze szybki prysznic i do lekarza na badania. Wizyta de facto potwierdziła tylko nasze przypuszczenia. Lekarz po wywiadzie i badaniu od razu powiedział że dopadła nas Denga... Tak to jest ze statystykami, prawdopodobieństwo zachorowania na denge w tym regionie było prawie zerowe, a my trafiliśmy tak "fajnie", że dopadło nas oboje. I niech teraz ktoś powie że nie warto się szczepić i dmuchać na zimne, mimo repelentów i tak nas złapało. Dobrze przynajmniej, że nie trafiła nam się Zica, bo przez pół roku byśmy chodzili kompletnie bez życia, niczym chodzące trupy.

IMG_20180106_171014

Dostaliśmy rozkaz żeby jeść i pić w dużej ilości, więc po wizycie w aptece wyskoczyliśmy na obiad do Domino's. Tak jak kazał lekarz, zjedliśmy jeszcze po dwie tabletki i po godzinie wróciliśmy do życia, nawet nie wiecie jak zajebiście czuje się zdrowy człowiek po takiej chorobie. Najedzeni i pełni energii ruszyliśmy przed siebie, po drodze wpadliśmy na mrożone kakao do Mayordomo, później targ Benito Juarez. Kolejne miejsce warte odwiedzenia, oprócz comedorów i wszelkiej maści warzyw, można tu dostać około setki rodzajów Mezcalu, nawet takie z wężem, skorpionem, czy ptasznikami. Każdy znajdzie coś dla siebie.

IMG_20180105_162927_HDR

Śmiało można powiedzieć że Oaxaca spływa najlepszym kakao, które jak już wcześniej pisałem, czuć wszędzie. W każdym rogu stoi gdzieś na półce mezcal, a dla tych odważniejszych prażone robaki, które są tutejszą przekąską. Kręciliśmy się tak po okolicy, aż wróciliśmy na główny plac. Siedzieliśmy tak może z pół godziny, a gdy już mieliśmy się zbierać do "domu", ktoś zaczął grać, więc postanowiliśmy jeszcze chwilę zostać. Wszystko się jednak zmieniło po kilku minutach, przysiadł się do nas starszy Amerykanin i zaczęliśmy rozmawiać. W końcu mieliśmy na tyle sił i chęci na cokolwiek, że spędziliśmy z nim resztę dnia. Nawet nie zauważyliśmy kiedy wybiła 22, dopiero wtedy postanowiliśmy się zebrać.

IMG_20180105_161858_HDR

W sobotę dzień zaczęliśmy po raz kolejny na pełnym luzie, z nową energią o dziesiątej zaczęliśmy pracę i zaledwie po dwóch godzinach z kawałkiem wszystko było gotowe. Judi pozwoliła nam zostać do poniedziałku, więc po obiedzie ruszyliśmy dalej eksplorować miasto. Próbowaliśmy znaleźć naszego amerykańskiego psychologa z którym umówiliśmy się wczoraj na Zocalo, ale mimo że kręciliśmy się po okolicy dwie godziny, nie udało się go namierzyć, więc poszliśmy się przejść sami. Nie mieliśmy żadnego celu, więc szliśmy po prostu przed siebie, aż trafiliśmy na obrzeża miasta, a że nie było tam nic do roboty, to wróciliśmy do punktu wyjścia. 

IMG_20180107_173750_HDR

Naszego ostatniego dnia u Judy, zaczęliśmy gorączkowo planować dalszą podróż, szczególnie że wczoraj udało nam się dorwać tanie bilety powrotne do europy na koniec kwietnia. Teraz trzeba było wszystko ogarnąć jakoś logistycznie, szczególnie że lot powrotny mamy z Meksyku, niestety im niżej tym były droższe. Później żeby nie było, pomogliśmy jeszcze co nieco Judy w domu, wysłaliśmy ciuchy do pralni i do południa leniuchowaliśmy na tarasie. Pod wieczór spotkaliśmy się z kilkoma znajomymi naszej pracodawczyni, zjedliśmy wspólnie obiad, później świąteczne (na trzech króli) ciasto z niespodzianką. W środku były ukryte plastikowe ludziki, jeśli ktoś w swoim kawałku trafi na jeden z nich, wtedy według zwyczaju "płaci" za tamale. I na koniec dnia ostatni spacer po Zocalo, później już trzeba było zacząć się pakować.

 

Jeśli chcesz być na bierząco, zapraszam do śledzenia naszych poczynań na facebooku - LINK u góry strony:)

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci