Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Azerbejdzan

W drodze do Erywania

nilek2609

4 czerwiec 2014

Nieprzerwanie od 5 rano cały czas lało za oknem, dzień zaczął się niezbyt ciekawie, wręcz nudno, a w taką pogodę nie było nawet sensu ruszać się z miejsca. Dopiero koło 13 ulewa zmieniła się w niewinną mżawkę, więc pożegnaliśmy się z dziewczynami i dalej w drogę.

DSC_0004Pół godziny później pierwszy transport i lądujemy kilka kilometrów dalej przy milicji, kolejne auto i jedziemy z dwójką milczących jak głazy mężczyzn, nie przeszkadzało nam to aż tak bardzo, przynajmniej dowieźli nas do Goris.

DSC_0017W mieście zrobiliśmy małą przerwę na zakupy i jakiś mały posiłek, po czym szukamy czegoś na Yerevan.

DSC_0031Chwila, moment i zatrzymało się trzech kumpli (Sajan, Artur i kolejny Armen) jadących do Sisian, zawsze to kawałek drogi, jak to mawiają "małymi kroczkami do celu". Przez ten krótki epizod dowiedzieliśmy się chyba wszystkiego o rodzinie Sajana, zakończony pokazem fotek jego dzieł malarskich...

DSC_0042Wysiedliśmy tam gdzie ostatnio mieliśmy pauzę jadąc Kamazem i zaczęliśmy się z Kasią licytować o to kiedy dojedziemy do celu, co prawda drogi jeszcze sporo, a jadąc takim tempem nie zapowiadało się na szybki finisz, ale jak zawsze starałem się być dobrej myśli i chwilę później siedzieliśmy już w aucie u Sako, który dziwnym trafem jechał właśnie tam gdzie my.

DSC_0066Po drodze zatrzymywaliśmy się co jakiś czas w ciekawych miejscach, cykaliśmy zdjęcia, aż w końcu o 20 dojechaliśmy do samego centrum Yerevanu. teraz czekał nas kolejny problem, środek miasta, dość późna godzin, a my nie mamy noclegu. Skoczyliśmy do pierwszej lepszej knajpki na pizzę, odpaliłem od razu wifi i zacząłem szybkie poszukiwania hosta.  Po trzech wiadomościach nie spodziewaliśmy się za wiele, ale trzeba było czekać.

DSC_0072Pół godziny później mamy odpowiedź od Irina, od razu pojawiły się nam uśmiechy na twarzach, a na telefonie ostatnie kreski baterii :D. Musieliśmy jak najszybciej dostać się do Columet Pub w którym umówił się z nami host, skąd mieliśmy iść do niego, skończyło się jednak trochę inaczej. 

DSC_0074Trafiliśmy do raju, Pub tak urządzony, że każdy czuł się jak u siebie, dookoła sami podróżnicy, ludzie z CSa, piwo i muzyka na żywo. Za późno się zorientowaliśmy że mamy końcówkę miejscowej waluty, a nie wypadało tak siedzieć o suchym pysku, więc zamówiliśmy po piwie, na które brakło nam części kwoty, co kelnerka skwitowała krótkim "witajcie w Armeni" i podała nam szklanki. 

DSC_0076Chwilę później udało nam się wymienić część euro, więc impreza za szybko nie dobiegła dla nas końca. Kolejne piwa, kolejni pozytywnie zakręconych ludzi. Po północy wróciliśmy z Irinem do domu, wypiliśmy jeszcze po szklance Whisky, czym skończyliśmy ten zakręcony dzień.

"Zielony" Karabach

nilek2609

3 czerwiec 2014

Pierwszym naszym dzisiejszym punktem były ruiny zamku (albo czegoś podobnego) w Askeran, do których mieliśmy okazję dojechać z Majorem armii Karabachu. Na początku Armen nie był zbyt chętny by nas gdziekolwiek zabrać, "śpieszyło" mu się so jednostki, ale koniec końców zawiózł nas do samego celu.

DSC_0015Jako kolejna osoba, przybliżył nam trochę konflikt o Karabach. Gdy się dowiedział że jesteśmy z Lehastanu, od razu zaczął mówić o naszej waleczności podczas wojen, nigdy się nie poddawaliśmy i wygrywaliśmy bitwy z okupantami, teraz przyszła pora na nich i ich niezależność. 

DSC_0099

Na pożegnanie dostaliśmy jeszcze jego numer, gdyby cokolwiek się działo mamy od razu dzwonić i do nas przyjedzie.

Nie mieliśmy zbyt wiele do oglądania, obejście całej okolicy zajęło nam nie więcej niż godzinę, wszystko to do czasu gdy mój nos poczuł dziwnie znajomy zapach, kilka metrów dalej znalazłem too :D

DSC_00281Wracając trafiliśmy na konwój ponad dwudziestu ciężarówek wypełnionych wojskiem, no i oczywiście nie ma co tracić okazji, łapiemy. Niestety popełniłem najgłupszy błąd jaki się tylko dało, pomyliłem kartki i łapaliśmy w przeciwnym kierunku, kto wie, może by nas zabrali gdyby nie to. Jednak chwilę później złapaliśmy betoniarkę do Tigranaker, kierowca wyprzedził całą kolumnę wojska, a z każdej ciężarówki machali do nas wojskowi widząc że jednak jedziemy :D

DSC_0036Wyskoczyliśmy kawałek przed miastem i lecimy do kolejnego celu, muzeum archeologii, szczerze mówiąc nic nadzwyczajnego, spora część wystawionych tam rzeczy wyglądała trochę zbyt świeżo jak na "pamiątki" z przed kilkuset lat. Trudno się mówi, bilety zapłacone więc obejrzeliśmy już całość.

DSC_00481Stamtąd do cerkwi na górującym nad całą okolicą wzgórzu, niestety się przeliczyliśmy, w ciągu godziny nie dotarliśmy nawet do połowy, wiec nie było najmniejszego sensu się tam dalej pchać, szczególnie że ruch tutaj jest niewielki, a trzeba jakoś się dostać z powrotem do Stepanakert.

DSC_0084W ciągu godziny przejechało zaledwie pięć aut, niestety nie w naszym kierunku... Los jednak zaczął się uśmiechać, kolejne było już dla nas i wróciliśmy do Askeran. Tam przez przypadek trafiłem na fryzjera (to był chyba jakiś znak), więc postanowiłem że dam się skusić, w końcu 7zł to nie majątek.

DSC_0102Wychodząc złapaliśmy kolejny transport i tym razem wylądowaliśmy pod samymi drzwiami hostelu. Godzina odpoczynku, mały wypad do pizzerii, a co tam zaszalejemy, od śniadania nie było takiej okazji.

Republika Górskiego Karabachu

nilek2609

2 czerwiec 2014

Hotel opuściliśmy koło południa, pierwszy cel na dzisiaj: Spożywczak :D, nie było sensu latać po całej okolicy w dwójkę z tymi ciężkimi plecakami, więc Kasię zostawiłem pod jednostką wojskową w dobrych rękach, a sam zacząłem poszukiwania.

DSC_0170W końcu udało się namierzyć jakiś sklepik, zrobiłem szybkie zakupy i powrót do Kasi. Przyszedł też czas na wydostanie się z miasta, tym razem nie musieliśmy iść nie wiadomo ile kilometrów, po pięciu minutach mamy miejsce idealne. 

DSC_01722Nie zanosiło się jednak na szybkie opuszczenie tego miasteczka, większość tutejszych aut należało do wojska i kursowało tylko po okolicy. Kilku miejscowych doradziło nam żeby się przenieść dalej poza miasto i mieli rację, może 10 minut później siedzieliśmy w aucie do Stepanakert.

DSC_0175Godzinę później byliśmy już na granicy Górskiego Karabachu, odprawa wyglądała jednak nieco inaczej niż to sobie wyobrażaliśmy, zostały spisane jedynie nasze dane i otrzymaliśmy wizytówkę z adresem Ministerstwa Spraw Zagranicznych NGR, gdzie mamy się zarejestrować.

DSC_0193Jadąc dalej Gare, Osep i Aram opowiadali nam trochę o tym co ty się działo, z resztą po drodze widzieliśmy pozostałości tego konfliktu, np. grube stalowe liny rozciągnięte (co kilka kilometrów) między wzgórzami, przewiązane kolejnymi na wzór grabi, miało to służyć jako zabezpieczenie przed samolotami Azerskiej armii, które chciały by przelecieć niepostrzeżenie poniżej linii radaru (sposób działania był prosty, liny wplątywały się w wirniki, niszcząc jednostkę).

DSC_0214Kilka kilometrów przed samym Stepanakert zatrzymaliśmy się jeszcze w cerkwi Shoushi, zapaliliśmy po świeczce poległym, cyknąć parę fotek pod pierwszym czołgiem który zaatakował Karabach i ruszyliśmy do miasta.

DSC_0222Osep był na tyle miły, że jeździli z nami jeszcze po całym mieście pokazując najciekawsze miejsca, oraz postanowili pomóc nam dostać się do MSZ. Tam musieliśmy wypełnić jakiś papierek, podać adresy miejsc gdzie jedziemy, gdzie mamy noclegi i ile dni zamierzamy zostać, oprócz tego czekały nas jeszcze płatności za wizę po 3000 Dram od łebka... (24zł :D)

DSC_00131Z MSZ ruszyliśmy dalej w miasto, trym razem na poszukiwania naszego hostelu, po pół godziny ganiania za własnym ogonem wróciliśmy jednak w to samo miejsce, okazało się ze hostel jest dosłownie obok ministerstwa... Nasi nowi przyjaciele odprowadzili nas do samej recepcji żeby upewnić się że wszystko jest ok i oznajmili że o 19:30 zabierają nas do siebie, a my w tym czasie mamy się ogarnąć.

DSC_0229Jak obiecali, tak słowa dotrzymali, mimo że na zewnątrz lało, przyszedł po nas Gere i zabrał do auta. Po małych zakupach, przyjechaliśmy do ich małego domku przy jakiejś budowie, jak się później okazało są kamieniarzami i od kilku lat we czwórkę budują tu cerkiew. Na nasze pytania kiedy skończą, odpowiedzieli tylko że za dwa, a może za 15 lat, nigdzie im się nie śpieszy, zresztą podobnie jak nam w podróży :D

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci