Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Belgia

Morderstwo pod wierzą Eiffela...

nilek2609

17 lipiec 2015

Konrad z Michałem opuścili nas koło 4:30 i poszli do kierowcy z którym umówili się dzień wcześniej, a my przespaliśmy się jeszcze dwie godzinki, ogarnęliśmy prysznic i po 7 również zaczęliśmy łapać. Godzinę później dołączyła do nas kolejna podróżnicza duszyczka tym razem stopik z Niemiec, z którym spędziliśmy chwilę czas, szukając mu przy okazji transportu do domu.

DSC_04182

Dopiero kilka  minut przed 10 złapaliśmy coś dla siebie, zabrała nas ze sobą starsza Belgijka  do samego celu, 300 km spokojnej i mroźnej jazdy. Kobieta chyba za bardzo tęskniła za zimowym klimatem i skręciła klimatyzację maksymalnie jak się tylko dało, a my telepaliśmy się jak osiki "modląc się" o jakiś postój, żeby chociaż chwilę ogrzać się w promieniach słońca. Nic takiego jednak nie nastąpiło, przejechaliśmy cięgiem całą drogę, dopiero gdy Monika "przykryła się" własną nogą, Pani się zreflektowała i dała o jeden stopień w górę.

DSC_0422

Koło 14 wysiadamy z auta, od razu pierwsze kroki kierujemy do pobliskiego sklepu zaopatrzyć się w coś na obiad i urządzamy małą sieste na pobliskiej ławce. Przez dłuższy czas rozglądamy się po okolicy i targają nami negatywne emocje, Paryż okazał się jednym wielkim śmietnikiem, wszędzie syf, żule załatwiający swoje potrzeby gdzie tylko im pasowało i nie mówię tu tylko o "Panach". Widać, że nikt tego nie pilnuje, a co dopiero dba o jakikolwiek dobry wygląd ulicy, nawet sprzątacze opróżniający kosze potrafią jedynie wziąć co ich, a całą resztę kopnąć w jedno miejsce nie przejmując się niczym.

DSC_0428

Stamtąd ruszyliśmy pod McDonalda skorzystać chociaż chwilę z internetu, po czym wsiedliśmy do metra i pojechaliśmy w okolice Pól Elizejskich, które też okazały się totalną porażką, nie rozumiem ludzi którzy kochają to miasto i opowiadają o nim w samych superlatywach, zejdźcie czasem z turystycznej ścieżki, wtedy przejrzycie na oczy...

DSC_04291

Zapaliliśmy jeszcze papierosa i lecimy zobaczyć najbardziej znany symbol miasta, czyli wieżę Eiffela, posiedzieliśmy chwilę, zrobiliśmy kilka zdjęć i rozmyślaliśmy nad tym co robić dalej. Doszliśmy do wniosku że można spróbować co nieco podreperować budżet, przeszliśmy się kawałek po okolicy i rozłożyliśmy się ze sprzętem do baniek jakieś 200 m od wierzy na Polach Marsowych. Z początku nic specjalnego, ale cały czas jakieś drobne wpadały do kapelusza, więc postanowiliśmy robić dalej i tak do 22 uzbierało się dobre 37 euro, więc rekordowa kwota tej trasy.

DSC_04323

W międzyczasie gdy robiliśmy jedno z ostatnich wiader, poznaliśmy Polskiego punka Krzyśka, który ucieszony podleciał do nas słysząc Polską mowę, pogadał chwilę i zniknął w jednym z okolicznych sklepików, po czym wrócił z piwem i wszystko jakoś się zaczęło, więc stwierdziliśmy że tu dzisiaj zostajemy. Rozłożyliśmy się na środku Pul Marsowych, postawiliśmy maszt z Polską flagą oficjalnie zajmując teren i zaczęliśmy balangę :D

DSC_0435

Co jakiś czas wpadali do nas ludzie bawiący się w okolicy, niektórzy na chwilę, inni tacy jak Matiu z Chorwacji zostawali na dłużej robiąc sobie ze wszystkiego jaja. Oprócz nich zjawiało się mnóstwo hindusów sprzedających różne pierdoły z kilkukrotną przebitką jak pamiątki czy alkohol, jeden nawet został chwilę dłużej i postanowił się z nami napić.
DSC_04392

Koło trzeciej, gdy zamierzaliśmy powoli iść spać wydarzyło się coś co najmniej dziwnego, obok nas przebiegł jak strzała jakiś francuz (chyba), za nim poleciał jeden z hindusów, rozglądając się gorączkowo po okolicy wydał krótki gwizd i po chwili za nimi wbiegło kolejnych dziesięciu w krzaki. Z początku nic złego w tym nie widzieliśmy, więc spokojnie położyliśmy się spać, dopiero rano wszystko się wyjaśniło...

DSC_0443

Wstaliśmy chwilę przed ósmą i zacząłem budzić Monikę, okazało się że zaraz za naszymi plecami, dosłownie 100 m dalej, stoi kilkanaście radiowozów policji i karetka, znaleźli TRUPA... Zobaczyliśmy jedynie typowy worek ze zwłokami, jak na amerykańskich filmach, wyciągali go dokładnie z miejsca gdzie wczoraj zniknął ten biały gościu i hindusi, facet musiał im nieźle podpaść skoro postanowili się go pozbyć, ale najdziwniejsze było to że nie usłyszeliśmy najmniejszego pisku, ani wołania o pomoc... 

G0102006

Ogarnęliśmy się i siedzieliśmy tak do dziesiątej obserwując całą sytuacje, ale w końcu trzeba było się zbierać, teraz tym bardziej nie chcieliśmy mieć z tym miejscem nic wspólnego, dziwne też było to że policja do nas w ogóle nie podeszła, dobrze widzieli że spaliśmy obok całą noc, widocznie wiedzą dokładnie kto to zrobił i jak to bywa w naszej w pełni poprawnej europie nic winnym się nie stanie. 

DSC_0461

Krzysiek postanowił przejechać się z nami kilka stacji metra żeby nas nieco "odprowadzić" i wysiadł gdzieś w połowie, a my ruszyliśmy dalej na drugi koniec miasta do Porte de la Chapelle, gdzie zaczynała się autostrada. Koło południa zaczęliśmy powoli łapać, okolica niezbyt szczególna, sami imigranci, w każdej bramie typ z pod ciemnej gwiazdy z miną jak by chciał Ci coś zrobić, nie polecam pojawiać się tam w nocy, my nabraliśmy większego respektu po tym zabójstwie....

DSC_04801

Przeszliśmy kawałek i poznaliśmy parkę autostopowiczy z USA, zamieniliśmy kilka słów i poszliśmy kawałek dalej żeby nie przeszkadzać im w łapaniu, w końcu byli tu pierwsi. Stanęliśmy pod wiaduktem obok kilkorga cyganów myjących ludziom okna na siłę w czasie postoju na światłach, oczywiście za sowite wynagrodzenie, bo gdy ktoś nie chciał dać nic, podbiegało dwoje starszych mężczyzn i grozili wybiciem szyb, urwaniem lusterka i innymi uszkodzeniami... Po jakiejś godzinie Amerykanom w końcu udało się coś złapać, kierowca mimo malutkiego auta podjechał i po nas, pytając od razu czy nas czasem nie popieprzyło że przebywamy w tej dzielnicy...

DSC_0484

I tak wylądowaliśmy w Belgii, na jakiejś stacji benzynowej 80 km od Brukseli i puki co utknęliśmy w martwym punkcie, przez dobre dwie godziny nawet nie próbowaliśmy łapać, chcąc być w porządku do tamtej dwójki, ale za to rozerwaliśmy się trochę z Polskimi busiarzami. W końcu pojechali chwilę po 17 i mogliśmy zająć ich miejsce, a jakoś 15 minut później jechaliśmy do Brukseli z parką młodych Belgów, tam znowu podobna sytuacja i lądujemy w Antwerpii.

DSC_0489

Na tym parkingu też nie zagrzaliśmy zbyt dużo czasu, zaledwie po 5 minutach złapaliśmy Turka jadącego do Hagi, więc zabraliśmy się razem z nim, droga trochę na około ale zawsze to bliżej do celu niż czekać Bóg wie ile na kolejne auto które by nas miało zabrać. Jak tylko przekroczyliśmy granicę Holandii dał nam w prezencie ziołowe specjały, zatrzymaliśmy się jeszcze na mały postój w Rotterdamie bo kierowca chciał się spotkać ze swoim przyjacielem którego nie widział od ponad roku, a właśnie wrócił z Syrii..... W Hadze byliśmy przed 21 i próbowaliśmy jeszcze coś złapać z kiepskim skutkiem, więc po godzinie zdecydowaliśmy że pojedziemy pociągiem do Haarlemu odwiedzić mojego przyjaciela Michała i wspólnie wyskoczyć nad morze do Zandvoort  napić się piwka i przespać na plaży. 

DSC_0491

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci