Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Szwajcaria

Włochy - czarna dziura autostopowa?

nilek2609

11-12 lipiec 2015

Markus obudził nas chwilę przed dziewiątą, wczorajsze obawy od razu się rozwiały, jednak pamiętał wszystko co wczoraj dla nas zrobił i nie wziął nas rano za intruzów, po czym powiedział że gdzieś musi szybko wyjść i mamy na niego czekać w domu. Godzinę później wrócił razem z jakimś kolegą, który chwilę później zawiózł nas z powrotem do miejsca wyjścia, czyli na stację benzynową.

GOPR1847W ciągu godziny znaleźliśmy transport w stronę południowej granicy z przemiłym starszym małżeństwem Szwajcarów i dzięki temu przenieśliśmy się 150 km dalej. Tam już było trochę gorzej, ale za to mieliśmy miłe towarzystwo Polskich kierowców, nawet dostaliśmy obiad i trochę prowiantu na drogę. :)

DSC_01532Niestety, przez kolejne pięć godzin nie mogliśmy kompletnie nic złapać, z resztą nie tylko my, w podobnej sytuacji była inna parka z Polski, która spędziła tam o wiele więcej czasu, ale koniec końców im się udało.

DSC_0158Nam dopiero przed 18 udało się złapać jakiegoś Włocha, który był na tyle miły, że wywiózł nas specjalnie na drugi koniec Milanu, skąd mieliśmy o wiele łatwiej żeby wydostać się na Genove. Przez dwie godziny kręciliśmy się po okolicy marudząc wszystkim że chcemy się stąd wydostać, aż w końcu zatrzymał nas Tunezyjczyk i zabrał do miasta.

DSC_0174Po 10 dojechaliśmy na miejsce, a że nie planowaliśmy wcale zostawać tu na dłużej, znaleźliśmy jakąś stację i próbujemy dla odmiany łapać na Włoskiej ziemi. Początkowo myśleliśmy że będzie całkiem spoko, więc zrobiliśmy małą przerwę na na zjedzenie przysłowiowej kolacji i z uśmiechami od ucha do ucha wyszliśmy łapać...

DSC_01932Według hithwiki ta stacja jest totalną porażką i mamy nikłe szanse żeby się stąd wydostać, postaliśmy jeszcze do pierwszej w nocy i kapitulacja, idziemy szukać jakiegoś miejsca do spania. okolica mocno średnia, cały teren zielony był przy autostradzie, gdzie w żaden sposób nie mieliśmy szansy się dostać, więc poszliśmy dalej w stronę obrzeży miasta.

DSC_02002W końcu mamy jedno trafienie, gdzie nikt nam by nie przeszkadzał, a co najważniejsze, nie było by nas widać z drogi, problem polegał jednak na tym że miejsce wyglądało jak z typowego horroru... Nie chcieliśmy już dalej krążyć, więc nie zastanawiając się nad tym zbyt mocno, przeszliśmy przez murek oddzielający drogę od czyjejś posesji i po prostu rozłożyliśmy się na karimatach zaraz za nim. Miejsce po prostu idealne i wygodne, z widokiem na okna komendy policji :D

DSC_02342Mieliśmy wstać skoro świt żeby nie robić sobie zbytnio problemów, ale tak dobrze się leżało, więc podnieśliśmy się dopiero po ósmej. Właściciele posesji już zdążyli zauważyć nieproszonych gości na swoim terenie, ale nawet nie zamierzali nic z tym faktem robić, więc spokojnie zabraliśmy rzeczy i poszliśmy szukać śniadania.

DSC_0235Trafiliśmy po drodze do jeszcze zamkniętego lidla, ale warto było trochę poczekać do otwarcia dla pełnego koszyka jedzenia, napełniliśmy brzuchy do pełna i z nową energia wróciliśmy na tą beznadziejną stację próbować szczęścia za dnia. Kilka godzin bezowocnego siedzenia, chyba po raz pierwszy postanowiliśmy całkowicie się poddać i pojechać pociągiem.

DSC_0238Ta opcja od początku nie chciała wypalić, nie szło nigdzie kupić biletów, nic nie jechało tam gdzie byśmy tego chcieli, ale postanowiliśmy wsiąść do pierwszego lepszego składu, który tylko podjedzie. Przejechaliśmy zaledwie jedną stacje i wylądowaliśmy w jeszcze większej dupie...

DSC_0243Pojechaliśmy w przeciwnym kierunku, więc polowaliśmy na kolejne, które zatrzymywały się na tej stacji i jakieś pół godziny później w końcu przyjechał ten właściwy, z którego będziemy mogli się przesiąść na pociąg do samej Ventimiglii, a ja głupi zostawiłem tyczki do baniek po które musiałem wrócić na drugą stronę stacji, na szczęście pociąg chwilę na nas zaczekał z odjazdem.

DSC_02542Po dłuższym namyśle stwierdziliśmy, że nie było potrzeby kupować biletów na stacji, zapłaciliśmy niepotrzebnie po 13 euro, a przez ponad trzy godziny nie widzieliśmy ani razu konduktora. Przed 19 dojechaliśmy do miasta i od razu zaczęliśmy ogarniać na szybko pierwsze lepsze pole namiotowe, dzisiaj trochę cywilizacji nam nie zaszkodzi.

DSC_0257Trafiliśmy w dość nieszczególne i drogie miejsce, zapłaciliśmy po 7 euro od głowy, za namiot kolejne 8 i w sumie nie dostaliśmy za to niczego poza miejscem do rozbicia namiotu. Później się okazało że za skorzystanie z prądu żeby naładować telefon trzeba było płacić ekstra kolejne 1,5 euro, ale żeby tego było mało, wyobraźcie sobie moją minę jak chciałem wziąć prysznic, a tam automat na monety... Za każde 4 minuty kąpieli trzeba było wrzucić 50 centów, podobnie jak za wodę w kranach, dobrze że chociaż za skorzystanie z WC nie musieliśmy nic płacić...

DSC_02581Ogarnęliśmy się ze wszystkim do 22, wzięliśmy dużą butelkę lemoncino i ruszyliśmy na podbój miasta żeby się odchamić po dzisiejszym dniu. Godzinka na plaży, cytrynówka poprawiła nam nieco humor zaburzając przy okazji zmysł równowagi, czego chyba było trzeba. Wieczór natomiast zakończyliśmy z wielką pompą w postaci przepysznej włoskiej pizzy i dobrego, chłodnego wina...

Jezioro Bodeńskie

nilek2609

9-10 lipiec 2015

W Monachium byliśmy przed ósmą, niestety wylądowaliśmy w samym centrum, ale nie było co się złościć, żadnego dobrego miejsca w okolicy nie było, ważne że jakoś dojechaliśmy.

GOPR1827"Monika i I raz w Niemczech"

Siedzimy na jakiejś kładce drogowej i od taka sytuacja:

N: O... Typowe dla Niemiec (patrzyłem na przechodzącą obok osobę)

M: Ale co? Typowy Niemiec?

N: No własnie, to była Niemka.. :D

DSC_00681Chwilę później ogarnęliśmy w okolicy jakąś małą knajpkę, zjedliśmy obowiązkowo po "WURSZCIE" i lecimy w stronę wylotówki, po raz kolejny mieliśmy ładne kilka kilometrów do przejścia. W końcu jednak wylądowaliśmy na jakiejś stacji, która wcześniej na mapie wyglądała dość zachęcająco, nie mieliśmy już siły żeby iść dalej.

DSC_00804Zjedliśmy coś jeszcze na dobry początek, w międzyczasie złapała nas ulewa, całe szczęście, że szybko odpuściła, bo byśmy tu utknęli na dobre. Spędziliśmy tam jednak ponad dwie godziny, po czy, zabrał nas jeden z Niemców na sporą stację przy zjeździe na A96, skąd mieliśmy bezpośrednią drogę do Szwajcarii.

DSC_0083Tam jakoś kolejna godzina zleciała, trafiliśmy kolejną osobówkę i podwózkę 50 km dalej na jeszcze większy parking typowo dla tirów, nadzieje mieliśmy duże, więc od razu zaczęliśmy latać jak pajace od tira do tira wypytując każdego z kierowców po kolei. Niestety mało było Polaków, a jeśli już było to albo w podwójnej obstawie, albo po prostu nie mieli ochoty brać kogokolwiek w dalszą drogę.

DSC_00861Siedzieliśmy tak do 19, wtedy zatrzymał się o dziwo sportowy mercedes i zabrał nas do Bregens w Austrii, gdzieś niedaleko granicy ze Szwajcarią. Na miejscu skorzystaliśmy z okazji robiąc małą przerwę na szybkie zakupy w Tureckim markecie, dalej mogło być już wszystko zamknięte, a bez prowiantu mieli byśmy dość ciężko, szczególnie że jestem głodomorem :D.

DSC_0101Chwilę później wróciliśmy na jedną ze stacji za krzyżówką i zaczęliśmy łapać dalej, było już dość późno co za bardzo nie motywowało, a do tego w 90 % aut nie było ani jednego rodowitego Austriaka, tylko przybysze z XXX (wiecie dobrze o jakich ludzi mi chodzi) w całkiem dobrych autach, na które mnie długo by nie było stać.

DSC_00971Jednak nie musieliśmy długo się zastanawiać co mamy ze sobą zrobić, pół godziny później zatrzymały się dwie młode Austriaczki i podwiozły nas na samą granicę, gdzie przeszliśmy na drugą stronę, a tam po podobnym czasie siedzieliśmy w aucie jakiegoś śmiesznego Szwajcara. Na początku pojechaliśmy do ST. Gallen, gdzie odebraliśmy jego dziewczynę z dworca i wróciliśmy się z powrotem do Goldach, które wcześniej minęliśmy i postanowiliśmy spędzić tam dzisiejszą noc w okolicy jeziora Bodeńskiego.

DSC_01092Niestety nie udało nam się obudzić na tyle wcześnie żeby zobaczyć wschód słońca, ale za to mogliśmy się porządnie wyspać, dopiero po 10 słońce postanowiło nas obudzić. Na spokojnie zjedliśmy śniadanie i zabraliśmy wszystkie manatki z "łąki", która po późniejszych oględzinach okazała się pastwiskiem, sądząc po tym co znaleźliśmy pod namiotem.

DSC_01122Pierwsze kroki skierowaliśmy nad jezioro bodeńskie żeby się trochę odświeżyć i przy okazji popływać, znaleźliśmy małą zatoczkę gdzieś przy jednym z ośrodków, przebraliśmy się w Toi Toiu i chlup do wody. Chwilę później wyszło na to, że musimy pływać na zmianę i jedno z nas zawsze musiało siedzieć gdzieś na brzegu z powodu "MIEJSCOWEGO" ciemniejszego towarzystwa, które przez cały czas zasadzało się na zawartość naszych plecaków.

DSC_01131Koło 13 ruszyliśmy dalej w kierunku Zurychu i półtorej godziny później udało nam się dojechać na miejsce z fajną dziewczyną służącą w okolicznej jednostce wojskowej. Stolica okazała się cholernie droga, byle pierdoła potrafiła kosztować fortunę i niema w niej nic ciekawego co warto by było zobaczyć, więc kupiłem tylko pamiątkowy magnes za "jedyne" 40zł i postanowiliśmy jechać dalej.

DSC_0115Jeszcze chwilę pokrzątaliśmy się po okolicy i po 17 staliśmy już przed wjazdem na autostradę, skąd chcieliśmy się kierować w stronę Milanu. Zaledwie dwadzieścia minut później zgarnęło nas dwóch Włochów, z którymi mieliśmy jechać dalej, tylko problem polegał na tym, że jechali w trochę inna część niż by nam to odpowiadało, ale i tak postanowiliśmy jechać z nimi.

DSC_0124Godzina drogi, sprawdzamy na GPSie gdzie w ogóle jesteśmy i tu niespodzianka... LIECHTENSTEIN O.o... Jak my się tu ku**a znaleźliśmy, przecież przysnęliśmy tylko na chwilę. Szybka ocena sytuacji i decydujemy się wysiąść i szukać czegoś dalej, niby straciliśmy czas, ale za to kolejny kraj na liście można "odhaczyć", niby mikroskopijny, ale zawsze.

DSC_01041Przeszliśmy dosłownie pół kraju pieszo i tak koło 21:30 udało nam się łapnąć jakiegoś młodego chłopaka, który podwiózł nas 20-30 km dalej na jedną ze stacji benzynowych gdzieś w Szwajcarii, gdzie musieliśmy zrobić dłuższą pauzę, żeby podładować telefony.

DSC_01392Godzinę później nawiedziły nas jakieś dwie dziwne dziewczyny, zaraz po nich przyszedł jeszcze właściciel bistra i zaczął coś marudzić, że właścicielowi stacji nie pasuje nasza obecność pod toaletami i musimy opuścić to miejsce. A chwilę później zaprosił nas do siebie do baru i dał po piwie, WHAT THE FUCK :D

Szwajcaria jednak nie jest taka zła.

DSC_01402Koniec, końców, skończyło się na tym, że przed północą przyjechała po nas taksówka i razem z Marko pojechaliśmy do jego malutkiego domku, gdzie mieliśmy spędzić dzisiejszą noc. Markus mówił, że mieszka dość skromnie i jakoś się wszyscy pomieścimy, na miejscu jednak okazało się że mieszka pod lasem w dość sporym domu, nawet dostaliśmy po własnym pokoju... Po prostu dzień pełen niespodzianek, nawet w europie coś takiego może się trafić :D

DSC_0142

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci