Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Iran

Darmowe TAXI - czemu nie? a może autokar dla VIPów?

nilek2609

2 lipiec 2014

Do centrum Teheranu zostało nam jedyne 170 km, przejechaliśmy z nim jeszcze 120 i musieliśmy się pożegnać na obrzeżach miasta bo odbijał w swoją stronę, a my łapaliśmy dalej. W międzyczasie sprawdziłem trasę jaką mam jeszcze do przejechania i okazało się że mam zaledwie dwa kilometry do zjazdu na Qazvin, którym mogę ominąć miasto, więc stwierdziłem że trzeba będzie się rozdzielić. Kilka minut później Marcin złapał auto do którego wsiedliśmy całą trójką, kierowca wysadził mnie na zjeździe, a z nimi pojechał dalej w kierunku centrum. 

DSC_00301Kilka minut, kilkanaście odprawionych aut i w końcu udało mi się złapać darmowe Taxi (czemu by nie:)). Przejechaliśmy wspólnie 20 km, w czasie których chwilę mogłem porozmawiać z kierowcą i opowiedzieć mu trochę o trasie co poskutkowało tym, że zawiózł mnie do innej taksówki za którą zapłacił i dał mi jeszcze 30 000 riali na dalszą drogę...

DSC_00311Kolejne dwadzieścia kilometrów i ląduje na jednej z pętli pod samą autostradą, o dziwo nie musiałem z nikim się kłócić, po prostu zgarnęło mnie po chwili pierwsze lepsze auto. bariera językowa w tym przypadku była dość znacząca i nie szło się za bardzo dogadać z kierowcą, ale przewiózł mnie kilka kilometrów dalej na dworzec autobusowy i wtedy zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo dał mi mały prezent w postaci biletu na Vipowski autokar do Qazvin (wart 40 tys riali :D).

DSC_00352Po około 200 km przed bramkami kazali mi wysiadać i pokazali na inny autobus który ma mnie zabrać w dalszą drogę, więc poszedłem do kolejnego, pokazałem bilet ale kierowcy coś najwyraźniej nie odpowiadało, więc postanowiłem przenieść się za bramki i tam spróbować łapać osobówki.

DSC_00483Jednak zanim zacząłem, odwiedziłem okoliczne "autostradowe sklepiki" wyglądające jak budy na naszych targowiskach, kupiłem co nieco do przegryzienia i odszedłem kawałek od drogi żeby móc spokojnie zjeść. Po kilku godzinach bez jedzenia (nie było okazji do zakupów) myśl o lawaszu z pasztetem wprawiała w świetny nastrój, ale niestety owy pasztet okazał się TUŃCZYKIEM którego wręcz nienawidzę, zdołałem wziąć jedynie kilka kęsów i musiałem się poddać.

DSC_00401Chwilę później wróciłem z powrotem na autostradę, zacząłem łapać i niespodzianka, miejscowa policja postanowiła złożyć mi wizytę. Chwila rozmowy, nie robili żadnych problemów względem łapania na autostradzie, doradzili jedynie żebym zaczął zatrzymywać ciężarówki to szybciej dojadę, życzyli powodzenia i pojechali dalej:D

DSC_00511

Jeszcze dobrze nie zdążyli zniknąć jak zatrzymał się Safer i zaoferował mi podwózkę do Zanjan. Podobnie jak jeden z wcześniejszych kierowców miał problem z dogadaniem, ale bardzo szybko rozwiązał problem i rozmawialiśmy przez jego znajomych. Dowiózł mnie za kolejne bramki przed samym miastem i nieśmiało poprosił o kilka polskich monet na pamiątkę, których już niestety nie miałem, ale z euro centów też był zadowolony :D

DSC_0060Na kolejnych straganach zrobiłem zapasy na później i wróciłem do łapania. Podobnie jak wcześniej, w ciągu chwili złapałem osobówkę i propozycję jazdy do Hashrud, ale chwilę później Shaho razem z przyjacielem który jechał w sąsiednim aucie, zmienili zdanie i postanowili nadłożyć drugie tyle drogi żebym tylko wylądował bliżej Tabriz. Po drodze próbował jeszcze załatwić mi dalszy transport zatrzymując auta na tamtejszych tablicach, ale niestety nie wyszło, więc wysadzili mnie na jednym ze zjazdów.

DSC_00561Kolejny był Sadża, miejscowy miłośnik zielonych liści dających spokój ducha, którymi oczywiście raczyliśmy się podczas drogi. Zaproponował również że zawiezie mnie o wiele dalej tylko inną trasą, dzięki czemu oszczędzę sporo kilometrów w drodze do Turcji, więc od razu uhahany się zgodziłem.

DSC_0063W Tabriz zabraliśmy jeszcze jego zwariowanego kolegę Saliego i pojechaliśmy dalej w kierunku Urmiyeh, po drodze gastrofaza skłoniła nas do postoju w jednym z miasteczek, gdzie gorączkowo poszukiwaliśmy jakiegoś kebaba, z czym było dość ciężko przez ramadan... Później zahaczyliśmy o największe słone jezioro w Iranie (Urmia), gdzie obowiązkowo musieliśmy zrobić małą przerwę i z Salim polecieć na "plażę", a tam po kostki skąpaliśmy się w solnisku.

DSC_00591Przed 20 jakimś cudem zajechaliśmy do miasta i po wspólnych 400 km trzeba było się pożegnać, wysadzili mnie przy głównej drodze do granicy i odjechali, a ja łapałem dalej. Tym razem nie było już tak szybko, prawie godzinę szukałem kolejnego transportu, ale za to do Sero pod samą granicę Turecką.

DSC_0064Nawet na tak krótkiej trasie (jedyne 50 km) musiała trafić się jakaś ciekawostka, kilka kilometrów przed miastem zatrzymała nas SEPA (coś w stylu irańskich służb specjalnych) razem z żandarmerią do kontroli. Ten z SEPY od razu zabrał mi telefon, przejrzał wszystkie zdjęcia co do joty i wypytywał dokładnie o każdą osobę. Kierowca był na tyle miły, że poczekał na mnie aż zrobi swoje i odwiózł mnie na samo przejście.

DSC_0069Wszystkie kontrole udało mi się przejść w rekordowym tępię, 13 minut z zegarkiem w ręku, nie jak ostatnio, nawet na Xrayu się niczym nie przejęli i po chwili byłem już w Turcji. Z początku zdawało mi się, że wylądowałem znowu w jakiejś dziurze pośród gór, jednak po kilkuset metrach była cywilizacja. Od razu z pierwszego domu/sklepu ludzie zapraszają mnie na czaj i sziszę, tak bardzo mi tego brakowało, szkoda tylko, że niema ruchu...

DSC_0067Postanowiłem się jednak jakoś stąd wydostać, więc nie przejmując się niczym przeszedłem kilka kilometrów i udało mi się złapać kolejne TAXI, najpierw zostałem wyśmiany przez kierowce, a chwilę później wiózł mnie 40 km dalej do Yuksekova, gdzie znowu trafiłem na herbatkę z sziszą. Posiedziałem kilka minut i stwierdziłem, że jeszcze niema co szukać noclegu i trzeba łapać dalej, a trzeba jakoś do niedzieli dojechać do domu.

DSC_0073Dziesięć minut po północy niewiadomego czasu udało mi się złapać tira jadącego do Van. Trzy godziny później dojechaliśmy na miejsce, a Sinat dał mi do zrozumienia, że mam po prostu spadać i znaleźć sobie jakiś nocleg (rano ruszają dalej do Istambułu, ale najwyraźniej nie mieli ochoty mnie zabrać).

DSC_00802Nie mając nic do stracenia, szwendałem się po mieście w poszukiwaniu czegokolwiek byle bym tam mógł naładować telefon i tak trafiłem do kawiarni w której pracował Engin i Ardżan. Chciałem tylko podłączyć telefon gdzieś na zewnątrz i chwile odpocząć, a oni zabrali mnie do środka, dali świeże ciastka, gorącą herbatę, później Ardżan pokazał mi jak to wszystko u nich się robi i zaproponował żebym został u nich kilka godzin i przespał się w pomieszczeniu socjalnym, ale podziękowałem i przed piątą ruszyłem dalej w drogę.

Zegar tyka, a czasu coraz mniej

nilek2609

1 lipiec 2014

Kilka minut po szóstej, słońce postanowiło ewakuować nas z namiotu, więc godzinę później już nas w parku nie było. Gdzieś w połowie drogi na wylotówkę musieliśmy się na jakiś czas schować i zjedliśmy śniadanie tak żeby się nie rzucać za bardzo w oczy.

DSC_0353Kilka minut na głównej drodze i jedziemy w okolice persepolis, więc jak na dobry początek, to nie jest źle. W kolejnym aucie nie było już tak ciekawie, kierowca obiecał zabrać nas 70 km dalej, ale cały czas marudził czemu niby miał by nas tak daleko wieźć za darmo, jakim cudem nie mamy pieniędzy na transport i w ogóle jak można tak podróżować...

DSC_0348Marcin rozmawiał kilka razy przez telefon z jego znajomymi i jakoś wyszło na prostą, ale tylko chwilowo bo po kilku minutach próbował wywieźć nas do jakiegokolwiek banku (chciał po prostu pieniędzy). w Końcu stwierdziliśmy że dalsza droga niema sensu, podziękowaliśmy mu za te kilkanaście kilometrów i kazaliśmy się wysadzić gdziekolwiek.

DSC_0008Tym razem po kilku minutach trafiliśmy naprawdę rewelacyjnie, mamy kurs do samego Teheranu, a tak to nie wiadomo gdzie byśmy dzisiaj wylądowali.

DSC_0357Chwilę po 14 zrobiliśmy mały postój na obiad gdzieś pod "lasem", później soczysty arbuz i szisza której oczywiście nie mogło zabraknąć, po prostu żyć nie umierać, niestety to już ostatnie chwile przed wyścigiem szczurów który mnie czeka.

DSC_0360Trasa leciała na spokojnie, częste wybuchy śmiechu, kilka postojów, masa owoców - raj dla Kasi. Chwilę po 22 zrobiliśmy dłuższą przerwę na wspólną kolację z kilkoma innymi znajomymi naszego kierowcy. Po posiłku mi przyszło czynić honory przy rozpalaniu sziszy, posiedzieliśmy jeszcze trochę i przed północą dalej w drogę.

DSC_0359Przejechaliśmy zaledwie 50 km i kierowca zarządził postój na noc, Kasia dostała do dyspozycji szoferkę, a my w trójkę przenieśliśmy się na pakę i poszliśmy spać.

DSC_00162

Początek drogi powrotnej...

nilek2609

30 czerwiec 2014

Całą noc dokuczała nam ponad 30 stopniowa temperatura, normalnie człowiek by się cieszył, ale przebywając w niej cały czas mieliśmy powoli dość. Rano jak wstaliśmy, wszystko było wilgotne, ciuchy które wcześniej zostały wyprane, wyglądały tak jak je zostawiłem kilka godzin temu... Powoli zacząłem tęsknić za kroplami deszczu którego nie widziałem od czasu  pobytu w kraterze wulkanu.

DSC_03221Mimo tego, że poszedłem spać zaledwie kilka godzin przed świtem, wstałem chwilę po 6, wszystko przez temperaturę. Korzystając z tego, że robiło się cieplej i powietrze zrobiło się trochę mniej wilgotne, wystawiłem na kamieniach wszystkie rzeczy żeby chociaż trochę zmieniły swój stan.

DSC_03001Niecałe dwie godziny po mnie wstała reszta, nawet Kasia miała istny piekarnik w namiocie. My z Marcinem mieliśmy trochę lepiej, mogliśmy spać na karimatach przed namiotem bez żadnego ryzyka i koszulek przez co było "trochę" chłodniej.

DSC_0303Jakoś godzinę później złożyliśmy cały nasz kramik i skierowaliśmy się ku głównej drodze, do wylotówki jedyne 12 km, a nam na samym starcie wszystkiego się odechciało. Jednak chwilę później spadła "gwiazdka z nieba" i Marcin zatrzymał pierwsze lepsze auto.

DSC_03052Kilka minut rozmowy i mamy darmowe zwiedzanie miasta z anglojęzycznym "przewodnikiem", ale najpierw zostaliśmy zaproszeni do jego domu, żeby poznać rodzinę i przy okazji trochę się ochłodzić przy powiewach klimatyzacji. Koniec końców po dwóch godzinach wywiózł nas kilka kilometrów za miasto, chociaż chciał żebyśmy zjedli z jego rodziną kolację i zostali do jutra (z powodu ramadanu nie mogli zjeść nic wcześniej).

DSC_0309Tam złapaliśmy kolejne auto z dwójką nastolatków, którzy mieli nas zabrać gdzieś w stronę Shiraz, a skończyło się na krótkiej, kilku godzinnej wizycie w ich domu. Na początek dostaliśmy obiad, co nas dość mocno zdziwiło zważywszy na to, że był ramadan, ale im i ich przyjaciołom to najwyraźniej nie przeszkadzało bo zjedli z nami (co ciekawe, podczas ramadanu w Iranie praktycznie nie kupicie żadnego jedzenia w restauracji, w ciągu dnia).

DSC_00043Myśleliśmy że utkniemy tu na dobre, bo zjechaliśmy z głównej drogi, ale nasz 20-sto letni gospodarz nas uspokajał i mówił, że o 24 przyjedzie po nas auto którym się dostaniemy do Shiraz, a tam załatwią kolejne do samego Teheranu, gdzie mamy być niby do południa.

DSC_03301Podeszliśmy do tego na totalnym luzie zdając się na nich i zdając się na nich siedzieliśmy popalając wspólnie sziszę, w końcu mogliśmy się porządnie wykąpać, później graliśmy, znowu paliliśmy i tak do osiemnastej. Wtedy zabrali nas kawałek za miasto żeby nam pokazać jedną z okolicznych perełek (kilkusetletnie rzeźby skalne wykute gdzieś w górach), oprócz tego małe miejscowe zakupy i wróciliśmy z powrotem.  

DSC_03361Na miejscu okazało się że auto którym mieliśmy jechać do Shiraz się zepsuło i jesteśmy w czarnej dupie... Przynajmniej kuzyn Aliego zawiózł nas poza centrum miasta, gdzie mogliśmy zacząć próbować swoich sił. Chwila moment i dookoła zaroiło się od kierowców, gdy tylko słyszeli pull nodorim (bez pieniędzy) wi większości wybuchali śmiechem, ale kombinowali dalej. W końcu wkurzeni musieliśmy zmienić miejsce.

DSC_03331Po którymś z kolei płatnym aucie, postanowił zabrać nas starszy dziadek i mimo tego, że jechał tylko kawałek drogi, to po krótkiej rozmowie stwierdził że jest już bardzo późno i ciemno, więc zabierze nas do samego Shiraz,

DSC_0335Do centrum miasta dojechaliśmy gdzieś po 23, pożegnaliśmy kierowcę i zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg. Według mapy mamy do przejścia około 3,5 km do jednego z parków miejskich, więc powoli szliśmy w tamtym kierunku. Po niecałym kilometrze zatrzymała nas na chodniku policja i zaczęła wypytywać o to co tu robimy o tak późnej porze i czemu nie jesteśmy w hotelu... Dość szybko im wytłumaczyliśmy o co chodzi, a oni tak jak by to było dla nich normalne, zapakowali nas do zatrzymanej chwilę wcześniej taksówki i odeskortowali do parku.

DSC_0339Chwilę później zaprowadzili pod standardowy przypadkowy posterunek policji, dali tym w środku kilka instrukcji i odjechali. Mieliśmy być po prostu przez całą noc pilnowani, żeby nam się nic nie stało, więc na spokojnie rozłożyliśmy obok namioty, zjedliśmy szybką kolację i spać.

Zatoka Perska

nilek2609

29 czerwiec 2014

Wstaliśmy spokojnie o 8, Kasia z Marcinem ogarnęli śniadanie, ja w tym czasie skorzystałem z uprzejmości miejscowych strażników prawa i poszedłem podładować u nich telefon, bo ledwo już dyszał.

DSC_0114Chwilę po 9 ruszyliśmy w stronę głównego centrum, po drodze wchodziliśmy co chwilę do hoteli pytając o możliwość zostawienia plecaków, ale nawet w informacji turystycznej nie chcieli nam pomóc. W końcu zaszliśmy do zamku Arg of Karim Khan i kupiliśmy wejściówki, dzięki czemu mogliśmy zostawić u nich nasze rzeczy.

DSC_0132W pół godziny obskoczyliśmy cały teren, później przez przypadek trafiliśmy na gniazdka rozsiane po całym parku, więc zrobiliśmy tu dłuższy postój, reszta też miała co nieco do naładowania.

DSC_01231Godzinę później byliśmy już w meczecie Vakil, słynącym ze swoich 48 kolumn, tutaj również trzeba było zapłacić ale nie zabolało nas to tak mocno jak w różnych innych miejscach, jedyne 50 000 riali (ok 6zł).

DSC_0162Stamtąd poszliśmy na wielki bazar noszący taką samą nazwę, gdzie kupiliśmy spora ilość przypraw za śmieszne pieniądze. Pokręciliśmy się jeszcze po okolicy i wróciliśmy do zamku zabrać nasze rzeczy. Tam też postanowiliśmy opuścić miasto, myśleliśmy że zobaczymy coś więcej, ale zostały jedynie muzea i ogrody, więc nie było zbyt wielkiego sensu tracić cenny czas. 

DSC_0163Kilka minut po tym jak ruszyliśmy, zaczepił nas jeden z mieszkańców i zaproponował swoją pomoc w wydostaniu się z miasta, ale niestety nie miał auta, więc zamiast tego ogarnął nam autobusy, później napisał krótką wiadomość dla kierowcy, oraz wskazał wszystkie najtańsze (za całość trasy i przesiadki zapłaciliśmy jedyne 7000 riali).

DSC_01861Jakąś godzinę później byliśmy już na ostatnim przystanku, z którego musieliśmy przejść jedyne 2 km żeby złapać coś dalej. Na miejscu poszło jak po maśle, kilka minut i mamy pierwsze auto, na krótką trasę bo krótką, ale 40 km zawsze spoko.

DSC_0189Sytuacja powtarzała się kilkukrotnie, dzisiaj mamy najwidoczniej szczęście do podróży na żabi skok, cały czas po kawałku ale w kierunku celu. jedyne co mnie tylko denerwowało to mój czas który zaczął się powoli kurczyć....

DSC_01922Większość drogi była górzysta, same skały, czasem pojawiły się pojedyncze drzewa, ale za to piękne widoki przez całą trasę. Kierowca który trafił się nam jako trzeci, okazał się być taksówkarzem, nie dość, że nie chciał od nas pieniędzy i wiózł nas za darmo, to jeszcze kupił cała siatkę owoców, ale oprócz tego chciał nam dać pieniądze na dalszą podróż do Zatoki Perskiej.

DSC_02152Monsour zamiast przewieźć nas jedynie wcześniej umówiony kawałek trasy, postanowił zawieźć nas do samego Busher, a to tylko dlatego że nas bardzo polubił i miał w końcu okazję z kimś porozmawiać po angielsku, który bardzo kochał.

DSC_02201Podobnie jak my, chciał zacząć podróżować, ale najchętniej wyjechał by z Iranu do jakiegoś bardziej europejskiego kraju, znalazł żonę i został tam na stałe.

DSC_02211Gdzieś w połowie drogi do Busher zrobiliśmy "nieplanowany" postój w sąsiedztwie policji, a tam po chwili przyjechał jego brat z mamą których musieliśmy poznać. Porozmawialiśmy chwilę i ruszyliśmy dalej, chociaż chcieli żebyśmy zostali na noc w ich domu.

DSC_02242Do miasta dojechaliśmy koło 22, Monsour kręcił się przez dobrą godzinę po całej okolicy, a wszystko tylko dlatego że chciał nam znaleźć plażę idealna na namiot. Niestety musiał odpuścić i tak wylądowaliśmy w jednym z parków, gdzie zostaliśmy na kolację.

DSC_02341Co jakiś czas otrzymywaliśmy propozycje względem noclegu z sąsiedniej budowy, ale tylko dla naszej dwójki, Kasia nie mogła tam z nami spać więc grzecznie podziękowaliśmy.

DSC_02391Koło godziny pierwszej w nocy Monsour się z nami pożegnał i wrócił do rodziny, a my przenieśliśmy się w kierunku zatoki, gdzie rozłożyliśmy dla Kasi namiot pod jednym z nieczynnych sklepików.

DSC_0283Zostawiliśmy wszystkie rzeczy i poszliśmy pływać, a Kasia niestety musiała zostać na brzegu (kobiety mogą się kąpać tylko w wyznaczonych miejscach). Mimo 2 w nocy, temperatura około 35 stopni, woda niewiele chłodniejsza o konsystencji mocno przesolonej zupy, ale z braku laku trzeba było się chociaż delikatnie ochłodzić.

DSC_0289Przed trzecią skorzystaliśmy z jednej propozycji chłopaków i poszliśmy wziąć prysznic po kąpieli w zatoce. Na koniec dostaliśmy jeszcze butelki z zimną wodą i poszliśmy spać.

DSC_02991

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci