Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Maroko

Barcelona i Barcelonetta

nilek2609

14 maj 2015

Niestety dzisiaj nie było czasu na sielankę, pobudka o 5:45, od razu szybka kąpiel i przeorganizowanie plecaków przed lotem.

11254773_976820139029525_1197668187_oPostanowiliśmy karimaty zostawić dla potomnych (komuś może bardziej się przydały) i koło 8 poszliśmy na szybkie śniadanie, żeby się tylko wyrobić w niecałą godzinę...

DSC_0796Jeszcze ostatnie zakupy, olejek arganowy, kryształ eukaliptusa, trochę berberyjskiej whisky i wróciliśmy pędem do hotelu czekać na grand taxi...

DSC_0799Jakieś 10-15 minut później przyjechał nasz kierowca, zaprowadził nas do starego zdezelowanego mercedesa i niecałe 30 minut później byliśmy na lotnisku.

DSC_08001Jeszcze szybka fajeczka przed odlotem, sprawdziliśmy bagaże i poszliśmy się odprawić, na co straciliśmy niepotrzebnie sporo czasu, wszystko przez jakąś głupią pieczątkę od rayanair po którą trzeba było się cofnąć i po raz kolejny ta sama kolejka i kolejne pół godziny stania.

DSC_0801Podczas kontroli, podobnie jak ostatnio musieli się oczywiście przyczepić do mojego plecaka, tym razem do pakuneczków z dywanem, kawą i kilku innych pierdół, ale za to nic a nic nie powiedzieli na kilka gram białego proszku (kryształ eukaliptusa) który mógł równie dobrze być narkotykami,,,

DSC_0802Wylot punktualnie o 13 i jakoś o 17 byliśmy już na stacji, skąd mieliśmy mieć bezpośredni pociąg do miasta.

DSC_0805Od razu postanowiliśmy kupić ogólną kartę na całą komunikację "miejską" w Barcelonie za 10 euro (10 przejazdów).

DSC_0807Kilka stacji, jedna przesiadka + dłuższy spacer i wylądowaliśmy w KABULU, najbardziej odjazdowym hostelu w centrum miasta.

DSC_0813Zostawiliśmy plecaki, po czym poszliśmy spotkać się z Denisem i jego pociesznym psiakiem Peryklesem gdzieś na plaży, których Monika poznała jakiś czas wcześniej.

DSC_0817Najpierw dwie godziny popijaliśmy piwko, później zaopatrzyliśmy się w kilka dodatkowych butelek i poszliśmy w gości do mieszkania balować dalej.

DSC_0820I tak reszta dnia zleciała przy najlepszych piosenkach ubiegłego wieku, piwku i wiecznie dokazującym psie.

GOPR0864

Kot Hitlera i ostatnie chwile w Maroku.

nilek2609

13 maj 2015

Chwilę po 7 termometr wskazywał ponad 20 stopni, a z okolicznych uliczek dochodził coraz większy gwar...

11288439_976819655696240_548411553_oNie było zbyt dużego sensu iść spać dalej, więc spokojnie jak co rano poszliśmy się ogarnąć i poszukać czegoś dobrego na śniadanie.

DSC_0749Zdjęcie za zdjęciem, berberyjska kawa w jednej z mniej uczęszczanych uliczek za niecałą złotówkę i znowu znikamy za którymś zakrętem...

DSC_0750Nawet udało nam się kupić jedną ze śmieszniejszych, dzierganych czapek dla Mateusza :D

DSC_0754Szukając bankomatu przypadkiem poznaliśmy Mohammeda, który zabrał nas na małe zwiedzanie miasta, pokazywał wszystko co się da, opowiadał wiele historii związanych z miastem i konkretnymi budynkami.

DSC_0768A zaczęło się niepozornie od zaproszenia na herbate do restauracji jego kolegi...

DSC_0775Stamtąd poszliśmy przejść się po Suku, robiąc przy okazji małe zakupy, a chwilę później wylądowaliśmy na obiedzie w domu Mohammeda.

DSC_0782Poznaliśmy całą rodzinę, później dokazywaliśmy przez długi czas z dwójką jego małych berbeci, co skończyło się godzinną siestą i relaksującą haszową fajką, nie ważne na którym końcu świata człowiek się znajdzie, zabawa z dziećmi zawsze wypompuje całą energię...

DSC_0785Później dalej w miasto, tym razem całkowicie opuściliśmy medyne i ruszyliśmy poznawać miejsca gdzie zwykle normalny turysta nie chodzi, tam gdzie mieszkają zwykli ludzie w "ciemnych" blokowiskach.

DSC_0789Tam też Mohammed postanowił zostawić nas na "chwilę" samych i poszedł załatwiać swoje "interesy", a okoliczni ludzie obserwowali nas z każdego możliwego zakamarka.

G0330790Normalnie nikt tu się nie zapuszcza, szczególnie jak jest biały, a myśmy byli jedyni w okolicy, z resztą nie widzieliśmy żadnego innego od dobrych 2-3 godzin...

GOPR0766Koło 20 złapaliśmy petit taxi do medyny (5,5 zł za kilka kilometrów), płacąc normalną tutejszą cenę, a nie tą drugą turystyczną. Teraz śmiało mogę powiedzieć że zaliczyliśmy każdy rodzaj transportu po Maroku, od wielbłąda po pociągi.

GOPR0780Jeszcze chwilę poszwendaliśmy się po medynie, pożegnaliśmy nowego kolege i wróciliśmy do hotelu.

GOPR0784Chwila odpoczynku i poszliśmy zjeść ostatni Tajine w Maroku, niestety to już ostatnie nasze godziny tutaj... Ale w Hiszpanii też jest ciepło :D

GOPR0832

 

Nocleg rodem z Harrego Pottera

nilek2609

12 maj 2015

Budzik zadzwonił punktualnie o szóstej, nie chce się wstawać ni cholery, ale w końcu trzeba było się podnieść.

DSC_0710Monika była o wiele bardziej oporna, gdy ja o 7 byłem już w pełni gotowy, ona jeszcze leżała w śpiworze.

DSC_0711Godzinę później staliśmy już zwarci na drodze kilka metrów dalej i polowaliśmy na pierwsze auta, jedząc przy okazji śniadanie.

DSC_0714Do Chefchauen dojechaliśmy w niecałą godzinkę na dwa auta i od razu miasto przywitało nas otwartymi rękami.

DSC_0715Przypadkowo spotkany starszy jegomość kupił nam po placku, poczęstował papierosem i wspólnie poszliśmy do jednego z berberyjskich domów na małe zakupy.

DSC_0716W końcu mogłem kupić porządny mały dywan z kaktusa, którego cena nie odstraszała na wejściu.

DSC_0719Wypiliśmy jeszcze po herbacie i ruszyliśmy zwiedzać "błękitne miasto". Niestety nie miało już takiego klimatu jak te wcześniej, uliczki przygotowane typowo pod turystów, których z resztą wszędzie było pełno...

DSC_0720Zwiedziliśmy najładniejsze zakątki, od czasu do czasu zaglądając w ciekawszą boczną uliczkę, a chwilę po południu ruszyliśmy na stację CTM i o 13 opuściliśmy miasto kierując się do Fezu.

DSC_0721Po drodze zaliczyliśmy jeszcze smaczny obiadek na którymś z przystanków i po pięciu godzinach jazdy wylądowaliśmy w centrum miasta.

DSC_0722Pod stacją oczywiście obowiązkowo po soku i śmigamy w głąb starego miasta. Od razu skorzystaliśmy z "pomocy" pierwszego dzieciaka z brzegu, który zaprowadził nas do rodzinnego hostelu.

DSC_0723Najbardziej nas zdziwiło to, że nie chciał od nas ani grosza za pomoc, co niezbyt często się tutaj zdarza.

DSC_0730Chwilę później poznaliśmy resztę dzieciaków i od razu postanowiliśmy że zostajemy dwie noce, szczególnie że mamy pokój rodem z Harrego Pottera. 

DSC_0731Na dachu czekała na nas typowa "komórka pod schodami" i to dosłownie, mała klitka, zaledwie kilka metrów kwadratowych, ale za to z własnym prysznicem :D i to w cenie hamburgera z McDonalda.

DSC_0735Po 20 wyszliśmy zobaczyć okolicę i w końcu mogliśmy rzucić się w mały wir zakupów, upolowaliśmy kilka prezentów dla znajomych i poszliśmy coś zjeść.

DSC_0736Gdziekolwiek byśmy się nie pojawili, na każdym kroku ktoś chciał nam sprzedać hasz, "good quality", weźcie do siebie do kraju, sprzedacie drożej...

DSC_07301Dopiero po 22 w pełni najedzeni wróciliśmy do naszej komórki, rozłożyliśmy się na jednym z łóżek znajdujących się na dachu i zaczęliśmy sieste.

DSC_0747 

W oparach haszowej fajki

nilek2609

11 maj 2015

Po raz kolejny wstaliśmy dość wcześnie i polecieliśmy przekąsić małe co nieco w zaciszu medyny, świeży sok z pomarańczy (mógłbym pić go litrami..), do tego jakieś słodkości, a to wszystko za śmieszne grosze.

11262116_976820792362793_1126952577_oPóźniej najlepsza miętowa herbata w rozpadającej się knajpce na uboczu, gdzie można poczuć prawdziwy klimat Maroka, a widok "turysty" wywołuje niemałe zaskoczenie na twarzach miejscowych ludzi.

DSC_0689Do hotelu wróciliśmy przed 11 ogarnąć plecaki i wziąć na szybko prysznic, niestety ktoś zamknął nam drzwi przed nosem, więc została nam tylko mała pokojowa umywalka, ale zawsze to coś.

DSC_06931Jakby tego było mało, 15 minut przed południem przyszła sprzątaczka i starała się dość mocno dać nam do zrozumienia, że mamy już sobie iść bo chciała by posprzątać...

DSC_0705Dzień zapowiadał się dość dziwnie, z hotelu poszliśmy jeszcze na szybką kanapkę i ekspresem na wylotówkę. Nasz pierwszy transport skończył się obiadem w jednym z okolicznych domów i dwugodzinnym posiedzeniem z poznaną chwilę wcześniej rodzinom.

11267577_976820145696191_378956165_oZ domu ruszyliśmy na kolejny dość długi spacer, do najbliższej głównej drogi mieliśmy niestety kilka kilometrów... Po drodze wrażeń i "towarzystwa" dostarczało nam kilkoro okolicznych dzieciaków, którzy z nudy zaczęli nas śledzić...

DSC_06961Na początku, gdy było ich nie więcej niż czterech, nie było się czym przejmować, ale gdy w ciągu chwili zrobiło się ich 15, mieliśmy niemałe obawy, szczególnie że chwilami zaczynali za nami biec...

GOPR0617W końcu ktoś z okolicy się tym zainteresował i postanowił przegonić całą bande, a chwilę później zgarnęła nas pierwsza jadąca ciężarówka, godzinka jazdy, przesiadka do jakiejś osobówki i tak wylądowaliśmy 30 km przed Szawszawan.

DSC_0707Niestety było już zbyt ciemno i nic nie chciało nas zabrać z drogi, więc postanowiliśmy zostać gdzieś w okolicy i rozbić się z namiotem.

DSC_0708Właściciel restauracji pod którą próbowaliśmy coś jeszcze złapać zaprosił nas do siebie, poczęstował berber whisky i tak spędziliśmy resztę wieczoru razem z jego znajomymi w oparach haszowej fajki. Jakiś czas później zaprowadził nas w miejsce gdzie spokojnie mogliśmy się rozbić i poszliśmy spać.

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci