Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Hiszpania

Hiszpańska Panda...

nilek2609

15 maj 2015

Z hostelu wyszliśmy bez śniadania, w sumie to zapłaciliśmy tylko za łóżka, bo nie skorzystamy z kolacji i śniadania, nawet z powitalnego drinka na dachu...

GOPR0905Chwilę po 10 już nas tam nie było, zostały jedynie plecaki, a my skierowaliśmy się w stronę wielkiego targowiska ze smakołykami.

GOPR0881Niestety tam nasz świat zwolnił, wczorajsza pizza chyba nie była tak smakowita jak sądziliśmy i nam zaszkodziła, a szczególnie Monice.

DSC_0825Chodziła jak cień między uliczkami, więc nie miało to najmniejszego sensu żeby tam dalej siedzieć, kupiliśmy jedynie śniadanie i metrem pojechaliśmy do Barcelonetty na plażę.

GOPR0884Pierwsze wrażenia całkiem spoko, "centrum miasta", wiele dziewczyn leżących toples :D, czego kilka z nich niestety nie powinno tego robić... taki obrazek może narobić spustoszeń w głowie, a pozbyć się go jest dość ciężko.

GOPR0896W pół godziny padliśmy jak martwi i spaliśmy chyba do 17, co dla mnie skończyło się cała spaloną twarzą z czego Monika miała niezłą frajde, bo bez okularów wyglądałem jak typowa PANDA...

GOPR0897Zaczęło dość ostro wiać (taka mała burza piaskowa), więc z plaży skoczyliśmy cyknąć kilka fotek pod Sagrade Familie, później przekąsić co nieco w McDonalds i po rzeczy do hostelu.

GOPR0908Nie mogliśmy zostać tam na kolejną noc, nie było już dla nas wolnych miejsc, więc musieliśmy szukać nowego lokum na dzisiejszą noc.
DSC_0830

Kilka kursów metrem i wylądowaliśmy w bliżej nieznanym nam hostelu po drugiej stronie miasta, kolejne 20 jurków za łóżko, ale za to miałem pokój z samymi dziewczynami :D

GOPR0879Posiedzieliśmy trochę z ludźmi, zjedliśmy kolejną pizze w hostelowej knajpce z Sangrią na deser i poszliśmy spać.

GOPR0925

 

Barcelona i Barcelonetta

nilek2609

14 maj 2015

Niestety dzisiaj nie było czasu na sielankę, pobudka o 5:45, od razu szybka kąpiel i przeorganizowanie plecaków przed lotem.

11254773_976820139029525_1197668187_oPostanowiliśmy karimaty zostawić dla potomnych (komuś może bardziej się przydały) i koło 8 poszliśmy na szybkie śniadanie, żeby się tylko wyrobić w niecałą godzinę...

DSC_0796Jeszcze ostatnie zakupy, olejek arganowy, kryształ eukaliptusa, trochę berberyjskiej whisky i wróciliśmy pędem do hotelu czekać na grand taxi...

DSC_0799Jakieś 10-15 minut później przyjechał nasz kierowca, zaprowadził nas do starego zdezelowanego mercedesa i niecałe 30 minut później byliśmy na lotnisku.

DSC_08001Jeszcze szybka fajeczka przed odlotem, sprawdziliśmy bagaże i poszliśmy się odprawić, na co straciliśmy niepotrzebnie sporo czasu, wszystko przez jakąś głupią pieczątkę od rayanair po którą trzeba było się cofnąć i po raz kolejny ta sama kolejka i kolejne pół godziny stania.

DSC_0801Podczas kontroli, podobnie jak ostatnio musieli się oczywiście przyczepić do mojego plecaka, tym razem do pakuneczków z dywanem, kawą i kilku innych pierdół, ale za to nic a nic nie powiedzieli na kilka gram białego proszku (kryształ eukaliptusa) który mógł równie dobrze być narkotykami,,,

DSC_0802Wylot punktualnie o 13 i jakoś o 17 byliśmy już na stacji, skąd mieliśmy mieć bezpośredni pociąg do miasta.

DSC_0805Od razu postanowiliśmy kupić ogólną kartę na całą komunikację "miejską" w Barcelonie za 10 euro (10 przejazdów).

DSC_0807Kilka stacji, jedna przesiadka + dłuższy spacer i wylądowaliśmy w KABULU, najbardziej odjazdowym hostelu w centrum miasta.

DSC_0813Zostawiliśmy plecaki, po czym poszliśmy spotkać się z Denisem i jego pociesznym psiakiem Peryklesem gdzieś na plaży, których Monika poznała jakiś czas wcześniej.

DSC_0817Najpierw dwie godziny popijaliśmy piwko, później zaopatrzyliśmy się w kilka dodatkowych butelek i poszliśmy w gości do mieszkania balować dalej.

DSC_0820I tak reszta dnia zleciała przy najlepszych piosenkach ubiegłego wieku, piwku i wiecznie dokazującym psie.

GOPR0864

No i jesteśmy w Maroku

nilek2609

4 maj 2015

Według tego co pisali w internetach, ponoć na lotnisku w Gironie nie ma żadnej opcji noclegu ani na podłodze, ani na krzesłach, nam jednak się udało. Kompletnie nikt nie zwracał na nas uwagi, nawet obsługa lotniska która myła podłogi, po prostu nas "objeżdżali". 

DSC_00123Ruch na lotnisku robił się coraz większy, kasy już czynne, podobnie jak restauracje, wszechobecny gwar wybił nas ze snu, więc przed 6 spakowaliśmy śpiwory i poszliśmy na spokojnie się umyć. Jeszcze tylko zmiana na jakieś cieplejsze ciuchy i koło 8 ruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego z którego jeździły tanie autobusy do miasta.

DSC_00192Wychodząc z autobusu, trafiliśmy na innego polaka o imieniu Irek z którym przez kilka kolejnych godzin szwendaliśmy się po starym mieście zwiedzając okoliczne zabytki. Niestety po 13 trzeba było złapać jakikolwiek autobus i wrócić na lotnisko.

DSC_00241Koło 15 poszliśmy na odprawę bagaży, tym razem nic nie znaleźli ciekawego w mojej torbie, więc obyło się bez problemów. Później czekało nas 40 minut zajadania się w McDonald's i kolejna kolejka do odprawy, tym razem nieco krótsza, więc w miarę szybko udało nam się zająć swoje miejsca w samolocie.

DSC_00261Jakimś cudem samolot złapał opóźnienie, załoga latała od dzioba po ogon w małym amoku, ale po godzinie jakoś wystartowaliśmy. Przez kolejne dwie śmialiśmy się cały czas z tego co się dookoła działo, kupiliśmy po piwku i czekaliśmy aż samolot wyląduje albo rozpadnie się na części od tego telepania.

DSC_0032Szybko wypełniliśmy papiery migracyjne i poszliśmy szukać jakiegoś transportu do miasta, tutaj to wyglądało trochę gorzej niż w Gironie. Na placu czekały same taksówki, zero turystów, na pokładzie było z resztą podobnie...

DSC_0050Po chwili kierowcy ruszyli do ataku, zaczęli pokazywać ceny za przejazd na konkretnej trasie, nam akurat trafiło się 200 dirhamów za podwiezienie do medyny w Rabacie. Jakiś czas staraliśmy się zbić cenę, po kilku minutach zeszli do 150, a my tylko grzecznie podziękowaliśmy i poszliśmy pieszo.

DSC_00803Tak jak planowałem, zdążyliśmy przejść 100 metrów, może kawałek dalej i podjeżdża do nas taxi, a kierowca wyskakuje z propozycją że zabierze nas za 120 dirhamów, co w jego ustach zabrzmiało trochę dziwnie (po prostu był zły), ale niema sensu iść pieszo kilku kilometrów, szczególnie że musimy znaleźć jakiś nocleg na dzisiaj.

DSC_00932Wylądowaliśmy w całkiem innym świecie, dziwnie się czujemy, lekka nuta strachu, masa ciekawości i chęć poznania wszystkiego dookoła. Od razu skierowaliśmy się do medyny (stare miasto) i zaczęliśmy rozglądać się za tanim noclegiem w okolicy.

DSC_00941Co kawałek trafiał nam się jakiś hotel, czasem hostel z którego rezygnowaliśmy z powodu mocno turystycznej ceny, aż w końcu trafiliśmy do hotelu D'alger, gdzie warunki były znośne podobnie jak cena, po 60 dirhamów na głowę i to w samym centrum medyny.

DSC_0096W końcu mogliśmy zostawić gdzieś plecaki nie martwiąc się, że ktoś nam coś zwinie ze środka i poszliśmy poszukać czegoś dobrego do jedzenia w okolicy. Po raz kolejny próbowaliśmy negocjować i jakoś się udało, zostawiając kilka dirhamów więcej w portfelu.

DSC_0098I koniec końców po królewsku zakończyliśmy nasz pierwszy dzień w Maroku, wracając po kilku godzinach w pełni najedzeni i szczęśliwi do pokoju.

DSC_01022

Mój pierwszy lot samolotem...

nilek2609

3 maj 2015

Przed samym wyjazdem udało mi się zahaczyć o małe rodzinne święto, moja bratanica ma dzisiaj pierwszą komunię, więc nie mogło mnie na niej zabraknąć, całe szczęście że wszystko jakoś się zgrało w czasie.. Plecak spakowany od wczoraj, czekał gdzieś w aucie na zakończenie ceremonii, jeszcze tylko obiad i przed trzecią brat zawiózł mnie do opola na pociąg. Na szybko kupiłem bilet do Wrocławia, kasjerka od razu mi powiedziała, że nawet nie mam co marzyć o miejscu siedzącym, więc całą drogę przesiedziałem w najmniej strategicznym punkcie wagonu (czyt. kibelkiem), a czterdzieści minut później byłem już na dworcu centralnym i szukałem jakiegoś transportu na lotnisko.

DSC_00061Ktoś mi dał znać że z okolicy jedzie jakiś tramwaj na lotnisko, chwilę później gdy pytałem ludzi o takowy, wyszedłem na kompletnego idiote, chodziło o autobus 406 jadący z pod samego dworca. W końcu wsiadłem gdzie trzeba, zdążyłem ujechać jeden przystanek, drzwi się otwierają i wchodzi blondynka "150 cm w kapeluszu", taszcząc za sobą wielki plecak, właśnie z nią miałem się spotkać godzinę później na lotnisku, a tu taka niespodzianka.

DSC_00072Z Moniką nie widzieliśmy się od ubiegłorocznej majówki, więc możemy świętować małą "rocznicę". W niecałą godzinę dojechaliśmy do lotniska, rozłożyliśmy wszystkie nasze graty na jednej z ławek pod wejściem i zaczęło się wielkie przepakowywanie plecaków, byle tylko zmieściły się w samolocie i nie trzeba było dopłacać. Część rzeczy od razu spotkał kruchy los i musiały wylądować w śmietniku, a resztę jakoś skompresowaliśmy :D

DSC_00081O 19 weszliśmy w końcu do środka, zrobiliśmy jeszcze małą pauzę na tosty w jednej z knajpek lotniskowych (nie polecam, grube hajsy), szybkie pozbycie się noża w jednym ze sklepików gdzie pani obiecała mi go przechować. A chwilę później staliśmy w gigantycznej kolejce do odprawy, wszystko powyciągane, Monika przeszła bez żadnego problemu, a mnie jak zawsze czekała jakaś niespodzianka. Mały plecak z namiotem od razu na szczegółową kontrolę, gdzie powoli pozbywałem się żelu pod prysznic, wszystkich śledzi z namiotu i kilku innych pierdół których ponoć nie mogłem mieć...

DSC_00101Kolejna godzina siedzenia i ruszamy na ostatnią odprawę przed wejściem na pokład samolotu. Lekko zdenerwowany, a może po prostu ciekawy, wszedłem pierwszy raz w życiu na pokład i poczułem się jak w komunikacji miejskiej :D. Kilka minut po starcie, stewardessy otworzyły swój mały kramik z jedzeniem i innymi pierdołami rodem ze sklepu wszystko po 2 złote, aż przypomniały mi się babuszki z Armenii, które sprzedawały podobne pierdoły w autobusach.

DSC_00112Czas mijał dość wolno, przysnąć nie było za bardzo jak bo niewygodnie (marudze, wiem), ale jakoś dotrwałem do wpół do dwunastej i mogłem rozprostować kości na lotnisku w Hiszpańskiej Gironie. Kolejny samolot jutro po południu, więc znaleźliśmy wygodny kąt na podłodze i poszliśmy spać. 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci