Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Polska

Ostatnie Przygotowania i droga na lotnisko

nilek2609

W sobotę przyszedł czas na ostatnie zakupy i sprawdzenie czy mamy wszystko co będzie nam potrzebne na kolejne pół roku. Niby nic trudnego, a jednak zabawy było sporo, co chwilę odwlekaliśmy pakowanie o kolejne minuty, a czasu nie robiło się wcale więcej. W końcu zebrałem wszystko co na tę chwilę zamierzaliśmy wziąć i rozłożyłem po środku pokoju. Później już tylko losowanie najpotrzebniejszych rzeczy i ograniczanie wagi do minimum. Tu pięćdziesiąt gram, tu kolejne sto i tak powoli robiło się tego coraz mniej, aż do całkowitego minimum które będziemy musieli nosić na plecach.

IMG_20171120_132502Cały dzień pakowania i niezbyt satysfakcjonujący wynik, więc pewnie coś po kolei będzie opuszczało nasze plecaki. Na dobry początek jedzenie i część cieplejszych ciuchów które jadą z nami na te pierwsze kilka dni, a później skończą żywot w jakimś koszu (pewnie jeszcze na lotnisku). W niedzielę po raz ostatni staraliśmy się porządnie wyspać. Później pakowanie tego co zostaje w Polsce, ostatnie porządki w mieszkaniu i mała przeprowadzka na jedną noc do innego.

IMG_20171118_153510Cały czas nie docierało do nas, to że w końcu jedziemy, tyle planowani, przekładania wyjazdu z przyczyn od nas niestety nie zależnych, aż w końcu stało się rzeczywistością. W poniedziałek nadszedł czas wyjazdu i trafiło nas na dobre, nawet stres momentami odpuszczał. Około południa zabraliśmy plecaki i ruszyliśmy w kieruku dworca autobusowego żeby wydostać się na wylotówkę z miasta. Ale przed klatką coś nas zatrzymało, wszystkie pieniądze razem z dokumentami zostały w nerce, a ta w mieszkaniu do którego klucze smacznie odpoczywały w skrzynce na listy.... Całe szczęście że Moniki mama chwilę później przyszła z zapasowym kompletem i po chwili mogliśmy w końcu ruszyć.

IMG_20171120_103541Z centrum Zabrza autobusem dojechaliśmy pod a4 w Gliwicach i z zadowolonymi minami zaczęliśmy łapać stopa. Pogoda postanowiła jednak nieco zmyć go z naszych twarzy i w piętnaście minut nasypało dwa centymetry śniegu, a my dzięki temu byliśmy cali mokrzy i przemarźnięci, więc kierowcy nie byli zbyt chętni, żeby pakować do auta dwa mokre szczury. Nie było sensu siedzieć tam dalej, więc cofnęliśmy się do centrum Gliwic, do McDonald's żeby się nieco wysuszyć i zjeść coś ciepłego, a później spróbować w innym miejscu. Puściliśmy też ogłoszenie na jednej z grup i szczęście się do as uśmiechnęło, znaleźliśmy kierowce który wstępnie miał nas podrzucić pod niemiecką granicę. Tylko tu pojawił się jeden problem, musieliśmy jak najszybciej pojawić się na jednym z parkingów na autostradzie, gdzie miał na nas czekać. Pogoda dalej nie ułatwiała, do tego robiło się coraz ciemniej, czas uciekał, a pauza kierowcy się magicznie nie wydłuży. Nie pozostało nam nic innego jak zamówić ubera. Pierwszy raz odwaliliśmy taką akcje, ale jak trzeba, to trzeba, dzięki temu zdążyliśmy na ostatnią chwilę.

IMG_20171120_135436Teraz wszystko zaczęło iść jak z płatka, z każdym kolejnym kierowcą robiliśmy przynajmniej sto kilometrów i dość szybko przemieszczaliśmy się w kieruku lotniska w Kolonii. Jechaliśmy całą noc bez zmrużenia oka co dawało o sobie znać z każdą chwilą, szczególnie że przed wyjazdem spaliśmy zaledwie 3-4 godziny bo kot urządził nam nocną serenade... Dzisiaj rano byliśmy niecałe dwieście kilometrów od lotniska i utkęliśmy na jednym z parkingów, nie było opcji łapać w deszczu więc przeczekaliśmy jakiś czas w restauracji przycinając na zmianę komara co kilka minut żeby chociaż trochę się zregenerować. Po południu zmiana na kolejne dwa parkigi i w końcu po 19 dojechaliśmy na lotnisko, sen stał się stuprocentową jawą. Jutro w południe lecimyyyyy do MEKSYKUUUU.

IMG_20171121_105622Gorąco zapraszam wszystkich do polubienia profilu Machaj aż po Nil na Facebooku, tam na bierząco będę wrzucał zdjęcia z trasy i puszczał krótkie wstawki z tego co aktualnie robimy. Dzięki temu będziecie na bieżąco.

Palm Jebel Ali i piękny hotel Atlantis

nilek2609

4-5 października 2015

Na dobry początek dnia postanowiliśmy skorzystać z kilku dobrodziejstw jakie oferował nam nocleg w tym pięknym hotelu i poszliśmy zrobić kilka rundek na basenie. Była może 10 rano, ponad trzydzieści stopni na termometrze, więc idealny moment żeby nieco się orzeźwić, popływać i poleżeć trochę w słońcu.
DSC_0267

Szczepan poznał dwie starsze tureckie nimfy wodne z którymi mógł nieco pogadać i odświeżyć nieco zardzewiały turecki, swoją drogą całkiem nieźle mu szło, same kobiety były zaskoczone ;D.

DSC_0117Po 11 dołączyła do nas Monika i wspólnie obijaliśmy się do południa, jak typowe Janusze na wakacjach, później na chwilę do pokoju i metrem na stację Union coś przekąsić w Pakistańskiej knajpce.

DSC_01192Przesiadka na zieloną linie i się okazało że nieco pobłądziliśmy, linia prowadziła "donikąd", w każdym razie nie tam gdzie zamierzaliśmy jechać. Wróciliśmy z powrotem na Union i czerwoną linią pojechaliśmy na FGB i piechotą poszliśmy zobaczyć Burj Al Arab (wieżowiec w kształcie żagla).

DSC_01301Na miejscu odbijaliśmy się jak ping pongi od każdej uliczki szukając wejścia na publiczną plażę, najpierw jakiś plac budowy, później hotel i kilka innych z których dość szybko nas wyprosili, ale w końcu się udało.

DSC_0136Trafiliśmy idealnie na zachód w tej pięknej scenerii, do tego żagiel w tle, widok jak z widokówki. Większość czasu kręciliśmy się po plaży zbierając morskie pamiątki i jak to z naszym szczęściem bywa, trafiliśmy na inną parkę Polaków, którzy podobnie jak my wpadli do Dubaju na krótki urlop.

DSC_01732Później poszliśmy na jeden z okolicznych klimatyzowanych przystanków autobusowych poszukać jakiegoś autobusu do galerii Mall of Emirates, którą jako kolejną chcieliśmy zobaczyć.

DSC_01871Środek nie robił aż tak wielkiego wrażenia jak Dubai Mall, więc spędziliśmy tam zaledwie godzinę i metrem pojechaliśmy dalej w stronę palmy. Na początku myśleliśmy że dojazd jest taki jak wszędzie czyli metro albo autobus, a tam czekała nas mała niespodzianka, z metra mieliśmy przesiadkę na TRAMWAJ O.o.

DSC_01981I tak wylądowaliśmy na ogromnym parkingu, na którego końcu była kasa biletowa do Palm Jumeriah Monorail (kolejka jednotorowa), niestety Pani w kasie powiedziała że to już ostatni kurs dzisiejszego dnia i musielibyśmy pół godziny później wracać z powrotem, więc po prostu się nie opłaca.

DSC_02155Postanowiliśmy że przyjedziemy tam rano w drodze na lotnisko. Podobną trasą jak wcześniej wróciliśmy na Union, pokręciliśmy się po okolicy szukając dobrego miejsca na kolacje i w końcu mamy, najbardziej burżujskie miejsce, w końcu była to nasza ostatnia noc w tym wielkim mieście. Po kolacji zmęczeni, ale pełni i szczęśliwi wróciliśmy do hotelu.

DSC_01481Wymeldowaliśmy się po 11 i pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku naszej ukochanej pakistańskiej knajpki żeby zjeść porządne śniadanie. Później podobnie jak wczoraj pojechaliśmy metrem na 36 stacje, tramwajem na parking i w końcu mogliśmy kupić bilety na kolejkę. 

DSC_01521Za 25 AED (cena w 2 strony) w kilka minut dojechaliśmy na sam koniec palmy i wysiadka zaledwie kilka metrów od hotelu Atlantis, który chyba znają wszyscy, którzy kiedykolwiek oglądali zdjęcia albo programy TV z Dubajem w tle. 

DSC_0244Tym razem nie byliśmy przygotowani na to wszechobecne bogactwo, poruszaliśmy się tylko kilkoma drogami, pozostałe dla nas były niedostępne z powodu grubości portfela, a do innych mieli dostęp tylko goście hotelowi, więc de facto  mogliśmy zobaczyć zaledwie kilka miejsc.

DSC_0251Spędziliśmy tam może dwie godziny i wróciliśmy do stacji metra, skąd dojechaliśmy na Ibn Batute, później 40 minut czekania na autobus F55 jadący na lotnisko. W środku przeżyliśmy chwilę strachu, któreś z nas nie przestawiło zegarka i z początku myśleliśmy że się nie wyrobimy na lot, ale okazało się że jednak mamy godzinę ekstra.

DSC_0273Miejsce odpraw po prostu rewelacja, wygodne fotele, palarnia, na ścianach zegary z roleksa, więc jak wszędzie pełen przepych. Poczekaliśmy jeszcze kilka minut i poszliśmy się odprawić. tym razem Monika miała mały problem podczas odprawy, przez moją nieuwagę zostawiłem w jej paszporcie 5 AED i wyglądało jakby dawała łapówkę :D.

DSC_0259Zahaczyliśmy jeszcze o Duty Free żeby kupić jakieś napoje na lot i bardzo miło się zaskoczyliśmy, ceny mocno odbiegały od europejskich, za butelkę wody płaciliśmy 2zł, a nie 15 jak np w Szwecji. 

DSC_0270Niecałą godzinę później byliśmy już w powietrzu, gdzie czekało nas pięć godzin lotu z cholernym Bułgarskim pilotem, który chyba po raz pierwszy siedział za sterami... Gdy zbliżaliśmy się do lotniska w Sofii, pilot zamiast zwolnić i stopniowo obniżać lot jak to zwykle bywało, pędził jak szalony, a samolotem miotało jak szatan...
DSC_03032Jakimś cudem cali i zdrowi wylądowaliśmy pod pierwszym terminalem w Sofii, jak zawsze w Bułgarii czekał na nas syf i postkomunistyczny wygląd całej okolicy. Niestety musieliśmy tu spędzić kolejne sześć godzin w oczekiwaniu na lot do Holandii, więc znaleźliśmy jedynie dwie czyste ławki i położyliśmy się spać. Później już tylko chwila czekania i z Eindhoven przylecieliśmy do Katowic.

DSCN1425

Podsumowanie:

Samolotem: 12 000 km

Stopem: 40 km

Koszt: 1500 PLN 

Kupari - kiedyś piękne uzdrowisko, dziś ruina...

nilek2609

9-10 września 2015

Po raz kolejny przebudziłem się jako pierwszy, żeby nie budzić dziewczyn, na dobry początek poszedłem przejść się nieco po okolicznej "mikro" plaży, ale to jednak nie było to, cały czas nawoływał mnie jeden z budynków, w którym wczoraj prawie utknęliśmy. 

DSC_0733Nie myślałem nad tym zbyt wiele, od razu skierowałem kroki do jednego z wejść hotelu Goricina i zniknąłem w środku. W dzień budynek wyglądał strasznie, a co dopiero wczoraj w nocy, gdy chodziliśmy korytarzami przy świetle niezbyt mocnej latarki...

DSC_06862Tym razem nie była jednak zbyt często potrzebna, bo światło wchodziło przez większość wybitych okien, jedynie w piwnicy trzeba było sobie jakoś radzić. Budynek robił ogromne wrażenie, na każdym z pięter masa pokoi pełnych zniszczonego sprzętu hotelowego, zardzewiałe windy, tynk odpadający ze ścian, łuszcząca się farba i co tylko można sobie wyobrazić.

DSC_0695Postawcie się w naszej sytuacji, lądujecie w środku nocy, gdzieś po środku tego wielkiego budynku, nie macie pojęcia gdzie jest wyjście i czego możecie się spodziewać za rogiem. Gdyby wtedy w środku był ktoś jeszcze oprócz nas i nagle pojawił się gdzieś obok, to chyba wszyscy narobiliśmy srogo w gacie.

DSC_0709Chyba zgodzicie się ze mną, że miejsce jest idealne do nakręcenia jakiegoś mocnego horroru, albo stworzenia pokoju ucieczek w ogromnej skali z masą różnych scenariuszy. Takie coś robiłoby ogromne wrażenie, szczególnie że jest tam jak w labiryncie.

DSC_0729Z dolnych pięter udało mi się dojść na poddasze do sterowni windami, a stamtąd przez jedno z okien wyszedłem na dach żeby z wysokości podziwiać ten piękny widok. Nogi niezbyt pewnie stąpały po zniszczonych dachówkach, ale nie wiele mnie to interesowało, po prostu parłem do przodu szukając nowych wrażeń.

DSC_0728W środku czas zleciał mi bardzo szybko, dopiero jak zobaczyłem na zegarku że jest po dziewiątej, doszło do mnie że spędziłem tam prawie trzy godziny. Nie przeszkadzało mi to jednak żeby po wyjściu przenieść się do nieco mniejszego budynku obok i sprawdzenia co ciekawego ten w sobie kryje.

DSC_0691Pół godziny później wróciłem do dziewczyn, zjedliśmy wspólnie śniadanie i koło jedenastej ruszyliśmy na stację benzynową obok głównej drogi. Wypiliśmy po kawie i chwilę później staliśmy na drodze polując na pierwsze auta.

DSC_07202Chorwaccy kierowcy jak zwykle nas nie zawiedli swoim podejściem, tak jak za każdym razem i teraz dało się odczuć że jesteśmy traktowani jak gorszy sort, a mówiąc dosadnie "jak gówno".

DSC_0685Tym razem staraliśmy się na to nie zwracać zbytnio uwagi i po prostu robić swoje. W końcu przyniosło to jakieś rezultaty, chwilę po 15 dziewczyny złapały terenówkę na Albańskich blachach. Z początku nie byliśmy zbyt przekonani żeby jechać z jakimkolwiek mieszkańcem tego kraju, ale jakoś trzeba było się do tego przekonać i zacisnąć wargi, szczególnie że na miejscowych nie za bardzo mogliśmy liczyć.

DSC_06962Nie spodziewaliśmy się że facet aż tak nam może pomóc w powrocie do domu, przejechaliśmy z nim całą Chorwację, kawałek Bośni, Słowenię i w końcu po północy wylądowaliśmy w Austrii, gdzie zaczął rozglądać się za jakimś noclegiem.

DSC_0690Ceny za każdym razem zwalały z nóg, nawet jego, więc mu powiedzieliśmy żeby nami się nie przejmował, my jakoś sobie damy radę, a on musi się wyspać żeby mógł jechać spokojnie dalej.

DSC_0727Takim oto sposobem zawitaliśmy w centrum Grazu, gdzie w końcu wynajął pokój, a my zabraliśmy rzeczy i zaczęliśmy się kręcić po okolicy szukając jakiegoś miejsca do spania dla siebie, ewentualnie przeczekania jakoś nocy.

DSC_0731Dworzec niestety odpadł na samym początku, bo na noc go zamykali, w metrze wielki brat miał oko na każdy najmniejszy zakamarek, z resztą i tak nie mieliśmy jak wejść przez bramki. Odpadła nawet ostatnia deska ratunku, czyli przyjazny każdemu podróżnikowi McDonald's.

DSC_0732W końcu jednak znaleźliśmy jakiś hostel, gdzie na wejściu każdy z nas dostał po kubku gorącej kawy i pozwolili nam przeczekać do rana w lobby. Gdy przyszło do płacenia, recepcjonista tylko się uśmiechnął i życzył nam spokojnej nocy. Oprócz tego dostaliśmy klucze od jednej z łazienek, gdzie mogliśmy się do porządku ogarnąć i zmienić ciuchy na coś cieplejszego bo niska temperatura coraz bardziej dawała o sobie znać, a co to dopiero będzie w Polsce.

DSC_0734Resztę czasu spędziliśmy szperając w czeluściach internetu, dopiero przed ósmą opuściliśmy hostel, żeby punktualnie zjawić się przy aucie, tak jak umawialiśmy się z kierowcą. Kilka minut czekania i lecimy w dalszą drogę, tym razem jedynie duchem bo ciała po pół godziny spały jak zabite.

DSC_0742Dojechaliśmy do Drezna, gdzie po przejechaniu wspólnie ponad półtora tysiąca kilometrów musieliśmy się pożegnać. Stąd podróż była już tylko czystą formalnością, w ciągu chwili znaleźliśmy się w kolejnym aucie, tym razem ze starszym Niemcem, który podrzucił nas na pierwszą stację benzynową po Polskiej stronie.

DSC_0755W końcu mogłem się dorwać do najlepszego jedzenia za którym zawsze tęsknie wyjeżdżając z kraju, tudzież wracając, mowa oczywiście o HOT DOGach :D. o 22 złapaliśmy kolejne auto, tym razem rodaka, który wziął nas do Bolesławca, stamtąd już tylko niewielki kawałek dzielił nas od Wrocławia. Temperatura nie zachęcała, ale na ostatniej prostej z pomocą przyszedł jeden z busów który przywiózł nas prawie pod samą autostopową przystań, a gdy tylko weszliśmy do Narni, czas stanął w miejscu..

DSC_0756Podsumowanie:

Przejechane - 5250 km

czas - 26 dni

koszt - ok 1500 zł

 

Lecimy na Bałkanyyyyy

nilek2609

16-19 sierpnia 2015

No to czas lecieć na jeden z piękniejszych kierunków w okolicy, plecaki spakowane, sprawy załatwione i po kilku dniach regeneracji mogliśmy ruszać dalej. Chyba po raz pierwszy wystartowaliśmy o tak późnej porze, ale jak zawsze pozytywnie nakręceni na nowe przygody. Koło 20 doszliśmy na jeden z MOPów przy A1, skąd mieliśmy nadzieję zaraz po zakazie zabrać się z którymś kierowcą. Niestety większość tirów leciała na zachód, albo po prostu nie mieli ochoty na nasze towarzystwo. Kręciliśmy się tak po okolicy przez kolejne kilka godzin polując na każde auto które wjechało na parking i w końcu po drugiej zabrała nas parka Czeczenów do Brna :D.

DSC_00163Na miejscu niestety zaskoczył nas deszcz, więc musieliśmy się ewakuować pod jeden z mostów, rozłożyliśmy karimaty i postanowiliśmy przespać się chociaż kilka godzin, żeby trochę się zregenerować. Mimo miejsca na jedną osobę, jakoś wkomponowaliśmy się w tą malutką wnękę żeby jakoś uchronić się przed deszczem i padliśmy jak kawki. Cztery godziny później przebudził nas spory ruch na drodze, więc postanowiliśmy ruszać dalej, z miejsca w którym siedzieliśmy trzeba było przejść 2,5 km autostradą do najbliższego parkingu, na nasze szczęście obyło się bez interwencji Czeskich  smerfów i dość szybko doszliśmy na miejsce.

DSC_0009Zdążyliśmy zahaczyć jeszcze o McD, zjedliśmy porządne śniadanie, sprawdziliśmy wiadomości i przypadkiem trafiła nam się oferta tanich lotów do Dubaju na przyszły miesiąc, więc postanowiliśmy je po prostu zamówić i zakończyć sezon z wielką pompą. Koło 11 zaczęliśmy szukać aut jadących w kierunku Węgier i jakieś dwie godziny później transport załatwiła nam parka Czechów, później szło już jak z płatka, przesiada do Polskiego tira do Rajki, chwilę później kolejna i lądujemy 50 km od granicy Słowenii. Niestety kolejny kierowca postanowił nas olać i odjechał, więc korzystając z okazji poszliśmy do jednej z knajpek na gorącą kolację, wypiliśmy po piwku na lepsze trawienie i próbowaliśmy coś jeszcze złapać. Odpuściliśmy dopiero po północy, przeszliśmy się po okolicy i postanowiliśmy rozbić namiot w sąsiednim ogrodzie.

DSC_00144Rano wróciliśmy z powrotem na parking pełni nowej energii, ale wstaliśmy zbyt późno i nie zastaliśmy już nikogo, teraz mogliśmy liczyć tylko na tych którzy będą tu przejazdem. Zamiast stać jak kołki, przeszliśmy się kilkaset metrów wzdłuż drogi i po 15 minutach złapaliśmy dwie polskie lawety jadące do Lublany. Tym razem niestety musieliśmy jechać oddzielnie, bo kierowcy  za bardzo obawiali się kontroli, ale najważniejsze że jechaliśmy dalej.

DSC_00172Chwilę przed 14 wysiedliśmy na parkingu przy autostradzie, przeszliśmy dziurą w płocie na jakieś osiedle skąd mieliśmy jedynie 2,5 km do hostelu, niecała godzina spacerkiem i byliśmy pod właściwym adresem, a tam niespodzianka, obsługa postanowiła zrobić sobie popołudniową drzemkę i teraz nikt nas nie przyjmie. Zamiast marnować czas siedząc na schodach pod drzwiami i czekać aż w końcu ktoś zechce nas obsłużyć, zmieniliśmy nieco kierunek i zabunkrowaliśmy się w sąsiednim barze.

DSC_00282O 16 w końcu trafiliśmy na otwartą recepcję, szybko ogarnęliśmy co trzeba i poszliśmy się odświeżyć. Wtedy dopiero ruszyliśmy na podbój centrum miasta, na dobry początek rozłożyliśmy się na jednym z głównych deptaków i zaczęliśmy puszczać bańki, żeby dorobić parę euro na kilka kolejnych dni. Siedzieliśmy tak do dziewiątej, później wróciliśmy na chwilę do hostelu zostawić rzeczy i plątaniną uliczek poszliśmy zwiedzać to piękne miasto. Później jeszcze porządna kolacja w jednej z knajpek nad brzegiem Lublanicy i  gdzieś po północy do spania.

DSC_00292Wstaliśmy chwilę przed południem i zaczęliśmy się zastanawiać co ze sobą dalej mamy zrobić. Miasto jest takie piękne że warto by było spędzić tu przynajmniej jeszcze jedną noc, ale niestety prognoza pogody pokrzyżowała nam nieco plany, burza którą ciągniemy za sobą od Polski postanowiła nas dogonić. W końcu doszliśmy do wniosku że jednak trzeba się zbierać i po dwóch godzinach wylądowaliśmy na tym samym parkingu gdzie zostawili nas kierowcy. Wstrzeliliśmy się z czasem po prostu idealnie, chwilę po tym jak pojawiliśmy się na miejscu zaczęło lać...

DSC_00333Przez kolejną godzinę kręciliśmy się po okolicy uciekając przed deszczem, jednocześnie próbując coś złapać i w końcu trafiliśmy na kolejnego rodaka który zabrał nas w okolice Postojnej, skąd mieliśmy już rzut beretem do jaskiń Szkocjańskich. Trochę się jednak przeliczyliśmy myśląc że po chwili będziemy na miejscu, dopiero po dwóch godzinach pomogła nam parka Francuzów podwożąc nas do centrum miasteczka.

DSC_00353Znaleźliśmy suchy kącik żeby przeczekać najsilniejszy deszcz, po czym poszliśmy do jednego z okolicznych pensjonatów napić się gorącej kawy. Pogoda dalej płatała nam figle, kilka minut deszczu, później ulewa, urwanie chmury i tak w kółko, więc nie mając za bardzo co ze sobą zrobić, zamówiliśmy jeszcze po piwie i siedzieliśmy tak przez kolejne kilka godzin. Przez jakiś czas siedział z nami nawet jeden z pracujących tam kucharzy, który przy papierosie obdzwonił połowę swoich znajomych z okolicy pytając czy by ktoś nas nie mógł przygarnąć na jedną noc. Właścicielka za to obdzwoniła wszystkie okoliczne pensjonaty i niestety wszystko w promieniu 10-15 km okazało się zajęte.

DSC_0039Nie widząc innego wyjścia, zebraliśmy się po 21 i poszliśmy z rzeczami na przystanek autobusowy przy którym wcześniej wysadzili nas Francuzi, zjedliśmy kolację, rozłożyliśmy śpiwory i poszliśmy po prostu spać, Nic więcej do szczęścia nie było nam potrzeba, wystarczył dach nad głową i kawałek suchego kąta. 

DSC_00502

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci