Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : autostopem

Od teraz wszystko kręci się w oku Puerto Escondido

nilek2609

Od czasu jak pojawiliśmy się u Damiana i Debi, wszystko fajnie zaczęło się układać. Na dobry początek chcieliśmy porządnie odpocząć po podróży, więc pierwsze dwa dni po prostu leniuchowaliśmy. Później zaczęliśmy pomagać w domu i El Polaco kebab, ponad trzy miesiące podróży potrafi stać się męczące, więc chcieliśmy posiedzieć gdzieś dłużej. 

IMG_20180317_140212

W domu w ciągu dwóch dni postawiliśmy z Damianem pokój dla wolontariuszy, nic specjalnego, jedynie trochę drewna, śrub i sklejki, ale chodziło jedynie o stworzenie takiej małej prywatnej oazy. Kilka mniejszych napraw, trochę roboty na komputerze i jakoś dni leniwie nam mijały. Czasem siedzieliśmy w knajpie pomagając obsługiwać klientów, a czasem w kuchni siekając warzywa. Prawdziwa robota zaczęła się dopiero gdy razem z Debi zdecydowali że weźmiemy udział w Reggae Festiwalu. Masa przygotowań, nieprzespane noce, ale wszystko wyszło całkiem fajnie. Każdy dostał swoją część zadań i przez dwa dni staraliśmy się żeby wszystko wyszło jak najlepiej. Dla każdego była to nowość, ale wszyscy razem jakoś daliśmy radę. 

IMG_20180317_231700

Po tym całym zamieszaniu każdy chciał jedynie odpocząć, lecz nie każdemu było to dane. Razem z Moniką przez kolejne kilka dni szwendaliśmy się po okolicy, smażyliśmy się na plaży i oczywiście pływaliśmy ile wlezie. W każdym razie ja, Monika zazwyczaj czytała książkę za książką, więc sam musiałem walczyć z falami, które co jakiś czas postanawiały mnie porządnie przemielić i sponiewieranego wywalić na brzeg. Gdy zaczynaliśmy się nudzić, wracaliśmy do "El Polaco" pomóc co nieco ale po festiwalu Damian stwierdził że mamy odpocząć do porządku i nie chce nas tam widzieć xD 

IMG_20180327_183250_HDR

Powoli również zbliżał się termin najważniejszej imprezy w życiu Debi i Damiana, mowa oczywiście o ich weselu, więc każdego czekało sporo pracy. Mimo wszystko musiał też znaleźć się czas na odpoczynek i ostatnie imprezy przed tą ważną chwilą. Cały czas coś się działo, ostatnie przymiarki, ogarnięcie plaży i knajpki obok której miało wszystko się wydarzyć. 

20180324_181200

Stopniowo zaczynaliśmy się też bawić, dziewczyny zdążyły zaliczyć trzy wieczory panieńskie, a my jakoś nie mogliśmy się zebrać. Dopiero trzy dni przed weselem jakoś tak wyszło że w kilka osób siedliśmy na spokojnie przy flaszce i toczyliśmy wielką dyskusję. Wszystko jednak rozkręciło się w ostatni dzień wolności Damiana. Zebraliśmy się w kilka osób w domu, później dojechali jeszcze znajomi i po kilku butelkach ruszyliśmy w miasto, a co było dalej to wiemy tylko my i wujek Google.

G0050152

Poranek był ciężki chyba dla każdego, nie wyspani, brak siły i chęci do czegokolwiek, a wesele zaledwie za kilka godzin. Kilka rzeczy jeszcze trzeba było ogarnąć i chociaż trochę się przespać. Ale wszystko się udało i po 17 zaczęła się zabawa, a niecałą godzinę później młoda para podpisała cyrograf na resztę życia. Po tej całej papirologii wszyscy zaczęli składać życzenia i zaczęliśmy się bawić. Pierwsze tańce, przekąski, boskie rybne taco i tak do wczesnych godzin rannych.

GOPR0407

Kolejne dni spędziliśmy dość aktywnie zwiedzając okolicę i biesiadując na plaży. Na dobry początek klify w okolicach lotniska, skąd rozciąga się piękny widok na całe Puerto i okolicę, a zachód słońca jest po prostu bajeczny. Można tam również zobaczyć krokodyle, niestety tym razem nie były zbyt chętne żeby pokazywać się ludziom, albo było już zbyt późno. Kiedyś i tak tu wrócimy więc może uda się kolejnym razem.   

IMG_20180328_064103

Jakiś czas później była nocna wycieczka za miasto na Lagunę Manialtepec. Jest to jedno z trzech miejsc na ziemi, gdzie można zobaczyć fluorescencyjny plankton. Myśleliśmy już wcześniej żeby tam wyskoczyć, ale jakoś nie było chęci i baliśmy się że możemy nic nie zobaczyć, jednak pojechaliśmy i faktycznie było warto. Na miejscu dostliśmy kapoki i motorówką ruszyliśmy na poszukiwania przez jezioro. Kapitan c jakiś czas robił dziwne manewry łodzią, zatrzymywł się i świecił latarą po krzakach, aż w końcu znalazł to co chciał. Kilka minut rozmów i razem z Damianem i Łukaszem wskoczyliśmy do nieco stęchłej wody. Księżyc świecił zbyt mocno, więc z początku niewiele było widać. Gdy jednak podpływaliśmy bliżej brzegu, gdzie było kompletnie ciemno, z każdym naszym ruchem rąk woda zaczynała świecić, jakby ktoś włączył światło. Bajeczne uczucie i fajna ciekawostka.IMG_20180328_075351_BURST4

Ostatnim miejscem, akurat na pozytywne zakończenie, był wypad łodzią na otwarty ocean żeby zobaczyć delfiny. Ciężko było wstać tak bladym świtem, ale jakoś po piątej wygramoliliśmy się z łóżka i godzinę późniejj siedzieliśmy radośnie w pick upie jadąc do przystani. Chwila przygotowań, po czym wpakowali nas do łodzi i wypłynęliśmy na otwarte wody. Pierwszą godzinę kręciliśmy się po okolicy wypatrując śladu wielkich rybek (no dobra ssaków), aż w końcu się udało. W pewnym momencie z nikąd pojawiła się całą rodzinka delfinów, które bawiły się przed naszą łodzią wyskakując co rusz z wody.

GOPR0420

Jednak nie delfiny były największą atrakcją tego dnia, był nią samotnie pływający Humbak (wieloryb), który kilka razy postanowił się pokazać na powierzchni. Oprócz niego trafiło się jeszcze kilka żółwi morskich i tak po trzech godzinach zakończyliśmy przygodę kilka kilometrów od brzegu. Rano nikt nie zdążył zjeść śniadania, więc po "wyokrętowaniu" przenieśliśmy się całą ferajną do knajpki na plaży i zamówiliśmy nieco frykasów. Na początek na stół wjechały wielkie Langustynki, pyszne skorupiaki, ale za dużo z nimi zabawy żeby dobrać się do mięska. Jako danie główne wjechało kilka rybek, których nazwy nikt nie znał, ważne jednak że były dobre. Później kilka godzin snu i mały wypad na plażę z siostrą Damiana, po jakimś czasie dołączył jeszcze Kamil i tak de facto zakończyliśmy dzień.

IMG_20180328_102345_HDR

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci