Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Rumunia

Jeszcze tylko parę kilometrów i będę w domu :D

nilek2609

5-7 lipiec 2014

Stałem na drodze jak kołek, mimo dość późnej (a może i wczesnej) pory, ruch spory, ale kierowcy niezbyt chętni, zdążyło mi uciec sprzed nosa kilkanaście tirów, trafił się nawet jeden z Polski, no ale cóż, nie można mieć od razu wszystkiego. Jednak po tych dwóch godzinach trafił się dość sympatyczny Turek, z którym przejechałem jakąś połowę drogi do granicy, niestety dalej nie było możliwości bo odbijał gdzieś w innym kierunku, więc wysadził mnie na autostradzie. Jakiś czas później zgarnął mnie kolejny Turecki kierowca z którym w końcu dojechałem na przejście, a tam stanęliśmy w 2 kilometrowym korku do odprawy celnej... Kierowca zaproponował, ze zabierze mnie dalej w kierunku Austrii, więc dość blisko domu, ale nic nie zwiastowało że kolejka szybko ruszy z miejsca.

DSC_00111Nie tracąc czasu, postanowiłem się pożegnać i ruszyć na poszukiwania Polskich kierowców gdzieś w tym długim korku. Kilkaset metrów przed przejściem, udało mi się trafić na kilku i ugadać, że jeśli mnie nikt przed nimi nie zabierze to oni mnie zgarną. Czasu było dość dużo, odprawa szła w dość ślimaczym tempie, więc na spokojnie poszedłem odprawić się u Turków, później skorzystać trochę z internetu na bezcłowej, aż w końcu wylądowałem w Bułgarii, gdzie czekałem na któregoś z nich.

DSC_00044Jeszcze po stronie tureckiej, udało mi się trafić kilku Irańskich kierowców u których po dłuższych negocjacjach wymieniłem ostatnie riale które mi zostały na euro i mogłem kupić porządne śniadanie. Odprawa nabierała powili tempa, zaczęły wyjeżdżać pierwsze polskie auta, jednak ich kierowcy nie okazywali chęci do zabrania mnie gdziekolwiek. Ale w końcu, po trzech godzinach zgarnął mnie Marek jadący prościutko do Polski, więc jak dobrze pójdzie to za trzy dni dojadę do domu.

DSC_00122Nawet nie wiem kiedy, ale jakimś cudem udało nam się przejechać całą Bułgarię i wylądowaliśmy w Rumuni, gdzie czekała nas 11 godzinna pauza. W końcu, po kilku dniach konkretnej jazdy (czyt. wyścig szczurów) mogłem wziąć gorący prysznic i porządnie się wyspać, co jeszcze bardziej poprawiało mi humor.

DSC_0833
O 9 ruszyliśmy w dalszą drogę, praktycznie nie zwracałem uwagi na to co było za oknem, bo w sumie nie oglądaliśmy nic oprócz asfaltu na autostradzie i marnej zieleni , co powoli robiło się monotonne. Koło 13 zatrzymaliśmy się pod Lugojem, na krótką pauzę obiadową i w końcu mogłem skorzystać z szybkiego internetu...

DSC_00191I dalej w drogę, jeszcze dzisiaj trzeba przejechać granicę i ogarnąć jakoś dalszą drogę, bo coraz więcej ludzi wypytuje kiedy w końcu zawinę do portu. Więc doszedłem do wniosku, że na Węgrzech, zamiast siedzieć całą długa pauzę z Markiem, poszukam jakiegoś transportu na noc żeby rano zajechać już do Polski. Wszystko wyszło po mojej myśli, zdążyłem jeszcze zjeść kolację i dwie godziny później jechałem w kierunku domu, czeka mnie już tylko szybki szpil po A4 i będę na miejscu.

Asia_Trip_2014Podsumowując AsiaTrip 2014

Ilość dni = 77

Odwiedzonych krajów = 13

Przejechanych kilometrów = 23 150

Przebytych pieszo = wolę nie wiedzieć

Pozytywnych wspomnień = MILIONY

Budżet = 500  €

Wielka dziura zwana Bułgarią.

nilek2609

10 maj 2014

Budzik znienacka obudził nas o 6, więc niechętnie wszyscy musieliśmy wstać, szybkie poszukiwania łazienki i Polski konwój wyruszył na dalsze podboje.

DSC_0744Droga mijała dość spokojnie, pogoda dopisywała a kolejne pokonane kilometry przybliżały nas do kolejnego celu. Koło 12 musieliśmy wykręcić pauzę, więc korzystając z okazji staraliśmy się pobudzić kawą i kanapkami, które przypodobały się naszemu nowemu towarzyszowi.

DSC_0740

W międzyczasie planowaliśmy jak przekroczymy tym razem granicę, bez zbędnego wymyślania i spacerów, bowiem Bułgarzy lubią doczepić się najdrobniejszej błahostki, którą oczywiście mogą odpuścić, ale dopiero gdy dostaną drobny "euro" prezent. Skończyło się na tym, że Kasia została z Marcinem w jego szoferce, natomiast ja przesiadłem się do Kazika z którym miałem przejść odprawę celną. 

Przed wyruszeniem w ta podróż, o Bułgarii słyszałem wiele dobrego, że wszystko jest piękne i w ogóle cuda, wianki. Były to wypowiedzi znajomych, którzy spędzili tu swoje wakacje, szkoda tylko, że oni przebywali tylko na pięknej riwierze, nad którą piecze trzyma mafia. Reszta kraju jest szara, bura i taka postsowiecka w której człowiek cofał się jakby w czasie. Wszechobecne zniszczone budynki, nadające się jedynie do rozbiórki w których nadal mieszkali ludzie, których nie stać było na lepsze warunki.

DSC_0806

Kilka godzin później czekał nas kolejny postój na "Lotnisku/Letnisku", miejscu gdzie większość kierowców staje na krótkie pauzy, przed dalszą drogą w głąb tego dzikiego kraju. Ci odważniejsi jednak, spędzają tam noc, czego większość poznanych przez nas kierowców osobiście nie poleca, wszystko przez naprzykrzające się "Panie" praktykujące najstarszy zawód świata...

DSC_0800Na szczęście dla nas, spędziliśmy tam tylko chwilę, czego nie dało się tak odczuć. Po wyjeździe z letniska, Marcinowi pozostało niewiele z dzisiejszego czasu pracy, więc zajechaliśmy tylko w okolice Sofii, gdzie mieliśmy nocować. 

Światełko w tunelu...

nilek2609

9 maj 2014

O 5 obudziły nas halogeny wycelowane prosto w nasze oczy i coraz to większa liczba klientów więc za dobrze nam się nie udało pospać, raptem 3,5 godziny.

DSC_0696Dwie godziny później złapaliśmy pierwszego tureckiego tira, który wyratował nas z tego pechowego miejsca i przewiózł kilkadziesiąt kilometrów dalej na kolejny parking, potem kolejny i jeszcze jeden, aż wylądowaliśmy pod Szegedem. Szybki zwiad po okolicy w poszukiwaniu Polskich tablic...

DSC_0699I mamy trafienie, na środku parkingu stał polski bus do którego dolecieliśmy żeby porozmawiać z kierowcą. Piotrek zadowolony z tego że będzie miał towarzystwo, od razu zaproponował nam posiłek i częstował wszystkim co miał, podładował również telefony.

Spędziliśmy z nim cały dzień rozmawiając o przysłowiowej "dupie Maryni", pogoda dopisywała, jedynie marny ruch psuł całość odwlekając szansę dalszej drogi. Więc bez zastanowienia zacząłem robić gruntowne pranie, kto wie kiedy nadarzyła by się kolejna okazja. Po 18 zobaczyliśmy światełko w tunelu, w postaci Marcina, kolejnego polskiego kierowcy który wynagrodził nam wszystko obiecując długą trasę, więc długo się nie zastanawiając podziękowaliśmy za wszystko Piotrkowi i ruszyliśmy w dalszą drogę. Pod wieczór wylądowaliśmy na granicy Węgiersko-Rumuńskiej, gdzie cały dobytek został w tirze, a my ruszyliśmy pieszo do bramek mając jedynie "nerki" ze sobą. 

Rozmowa na Granicy: 

C: Jak tu dotarliście? Autem? Autobusem?

M: Nie, przyszliśmy pieszo

C: Gdzie macie wasze bagaże, plecaki?

M: Nie mamy, nie były nam potrzebne

C: A gdzie idziecie

M: Do Rumuni

C: Na piechotę ?

M: Dajcie mi swoje dokumenty

Gdy tylko zobaczył że jesteśmy z polski, nie pytał już o nic więcej, oddał nam paszporty i kazał iść dalej. Po drugiej stronie zabrał nas Marcin i ruszyliśmy na parking kilkadziesiąt kilometrów dalej, gdzie mieliśmy kręcić pauzę. Na miejscu zamierzaliśmy poszukać dobrego miejsca na rozbicie namiotu, jednak skończyło się na odwiedzinach w okolicznym barze, gdzie czekali już na nas pozostali dwaj kierowcy z Polski, z którymi Marcin jeździ w konwoju do Turcji. Kilka piw później wróciliśmy do tira, kierowca oznajmił że wcześnie ruszamy więc możemy spać na dolnej koi... A rano Kierunek Sofia.

Granica

nilek2609

4 maj 2014

Nie spaliśmy prawie całą noc, jeszcze pogoda nie zachęcała do niczego, cały czas tylko lało. Dopiero przed 12 było na tyle dobrze że mogliśmy spakować wszystkie nasze rzeczy i przede wszystkim złożyć namiot. Jedyne czego chcieliśmy to wydostać się stamtąd tak szybko jak tylko się da w kierunku słońca i lepszej pogody, po 10 minutach zostaliśmy wysłuchani i siedzieliśmy w cieplutkim aucie kierując się do granicy. Kierowca był na tyle miły że nadrobił kilka kilometrów tylko po to żeby nas wysadzić pod samą bramą wjazdową, gdzie chwile później zostaliśmy zatrzymani przez celnika który kazał nam czekać pod bramą i się stamtąd nie ruszać...

DSC_0502Nie wiedzieliśmy za bardzo o co chodzi więc skorzystaliśmy z szansy i wymieniliśmy ostatnie nasze leje na Serbskie dinary. Chwile później wróciliśmy do celnika pytając co mamy robić, sprawdził nam dokumenty i zaprowadził do reszty celników, jeszcze jedna kontrola i wbili nam pieczątki. Po chwili kazali wsiadać do serbskiej terenówki którą mieliśmy przejechać przez most graniczny, o dziwo w Drobecie nie można przejść granicy pieszo. Zaraz za mostem kazali nam wysiąść i odjechali w przeciwnym kierunku zostawiając nas po środku niczego.

DSC_0514My nie widząc innej opcji na transport zaczęliśmy powoli iść, dopiero po dwóch kilometrach zabrała nas rodzinka z malutkim dzieckiem do pierwszego "miasta" Tekia. Chcieliśmy tu uzupełnić nasze zapasy, ale jedyny sklepik był zamknięty, w okolicy ani żywego ducha więc wróciliśmy do marszu i dalszego łapania. Nie trwało to zbyt długo i udało nam się wybłagać Serba w zdezelowanej ładzie żeby nas zabrał ze sobą, dzięki któremu wylądowaliśmy po raz kolejny pośrodku niczego.

DSC_0529Zjedliśmy nasze ostatnie dwie bułki i wróciliśmy do "błagania" o podwiezienie chociaż kilka kilometrów. Po którymś z kolei aucie, mamy transport na 20 km które przerodziły się w 150, kolejną niespodzianką była zmiana czasu, dzięki której zyskaliśmy godzinę extra. Kierowca wysadził nas przy wyjeździe na autostradę w niemiłosierna ulewę, z której po pół godziny uratowała nas Raika. Miła starsza Pani zabrała nas do samego Belgradu, po drodze raczyć nas opowieściami o rodzinie i podróżach po świeci. Raika wysadziła nas w samym centrum miasta, pod drzwiami do hostelu w którym przez pogodę postanowiliśmy zostać na noc. Cena za nocleg to tylko 6 euro a do dyspozycji mieliśmy wszystko, łącznie z dobrym internetem.

DSC_0545Trafiliśmy do pokoju razem z Bośniackim kierowcą tira (ten po prawej) i Dobryvojem z Kosova (po lewej) z którymi spędziliśmy miło resztę wieczora przy piwie :)

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci