Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : plaza

Puerto Escondido - Miejsce gdzie zmieniło się wszystko...

nilek2609

W końcu jednak dotarliśmy na miejsce. Mieliśmy jedynie znaleźć nocleg i ruszyć na plażę do Abrahama i jego rodziny napić się nieco piwa, w każdym razie ja, bo Monika dalej miała coś nie tak z żołądkiem. Ale niestety nie wyszło. Znaleźliśmy najtańszy hostel w okolicy i padliśmy na dziób, nawet nie zdążyliśmy wziąć prysznica. Łóżko miało dzisiaj takie przyciąganie, że po kilku minutach oboje już spaliśmy.

IMG_20171230_175426

Kolejnego dnia rano czekała nas niemiła niespodzianka, okazało się że nie ma bieżącej wody i jesteśmy w ciemnej... Czekaliśmy do południa w nadziei, że coś się zmieni,ale niestety nie wyszło. Na szczęście właściciel zrozumiał ten problem i oddał nam połowę pieniędzy, więc za pokój wyszły nas grosze. Później ruszyliśmy na poszukiwania czegoś lepszego, w każdym razie jeśli chodzi o cenę. I tak trafiliśmy do Damiana, Polaka który za drugim końcu świata otworzył bar z kebabem "El Polaco kebab". Gorąco polecamy to miejsce, ceny są naprawdę fajne i nigdzie w okolicy nie zjecie takiej ilości porządnego jedzenia tak tanio.
GOPR0036

Kawałek dalej znaleźliśmy dość fajny camping Buena Onda, prowadzony przez dwójkę Francuzów przy samej plaży. Cena była dość spora, ale wszystko czego nam było trzeba, mieliśmy w zasięgu ręki. Więc miejsce było dobre na kilka kolejnych dni. Przez pierwsze dwa po prostu się obijaliśmy, walcząc z falami oceanu (nie) spokojnego, opalać się nie było sensu, słońce łapało wystarczająco podczas samego spaceru. Po pierwszym dniu zrezygnowałem nawet z koszuli, temperatura nie spadała poniżej 25 stopni, nawet w nocy, lekkie piekło, szczególnie że tu też jest teraz zima, ale w końcu tropiki.

IMG_20171222_163735

W dzień wigilii wypadło trochę po świętować, więc na bogato zaczęliśmy dzień. Mimo problemów z tutejszym gazem, Monice jakoś udało się upichcić spaghetti na śniadanie. Później życzenia świąteczne i rozmowy z rodzinką na facebookach. Przez różnicę w czasie wychodziło tak, że oni siadali do kolacji, a my na dobre nie zdążyliśmy się dobudzić. Śniadanie może nie było zbyt świąteczne, wypadało zjeść jakąś rybkę, żeby jakoś utrzymać chodź trochę tradycji nawet tutaj. Lecz pech chciał, że akurat dzisiaj buda z grillowaną rybą była zamknięta, więc padło na burgery.

IMG_20171228_180028_HDR

Z początku nie mieliśmy żadnych planów na wieczór, a że na campingu nie za bardzo się kleiło, więc musieliśmy znaleźć sobie jakieś zajęcie. W końcu jednak umówiliśmy się z jednym z poznanych w mieście Polaków. Kamil przyszedł po nas gdzieś po 20 i powoli zaczynaliśmy rozkręcać wspólnie małą imprezę. Na początku spokojnie, a później za sprawą Havana Club znaleźliśmy się w centrum miasta z ekipą od nas z campingu i zabawa trwała do białego rana we Flayu (w każdym razie tak twierdzi wujek Google).

IMG_20171228_181046

Rano (po spaniu) było już nieco ciężej, trochę nam zajęło dojście do siebie, ale chłodne piwo każdego postawi na nogi. Później nieco walki z falami przy zachodzie słońca i kolejny dzień świętowania. Jakoś trzeba było spędzić te święta, więc kolejna impreza była kwestią chwili i bardzo dobrą opcją. I tak praktycznie dzień w dzień, Puerto to miejsce na typowy chillout i ładowanie akumulatorów. Większość dnia była bardzo podobna, leń nas ogarnął, mieliśmy zmienić camping na nieco tańszy, ale jest tak fajnie, że nie potrafimy odejść.

IMG_20171224_160934_HDR

Dopiero dwa dni po świętach postanowiliśmy coś ze sobą zrobić i ruszyć nieco z miejsca, ale tak na spokojnie. Po południu jednym z busików pojechaliśmy do centrum na zakupy do chedraui, a później na targ po świerze warzywa na obiad. Z początku miał być makaron, ale że jesteśmy nad oceanem i wszędzie sprzedają piękne świeże ryby, to padło na Lucjana z patelni.

IMG_20171226_120454

Powoli zatracaliśmy się w tym miejscu, dni mijały, nikt nie wie kiedy, każdy niby podobny do drugiego, ale w jakiś sposób inny. Zwiedziliśmy okolicę, imprezowaliśmy, krążyliśmy od plaży do plaży, byliśmy przeszukiwani przez policję, ale koniec końców większość czasu spędzaliśmy bycząc się hamaku. Takie lenistwo jest piękne.

GOPR0038

W sylwestra chcieliśmy dać z siebie sto procent, ale od początku coś było nie tak, w każdym razie ze mną. Od rana czułem się jak śnięta ryba, kręciłem się jedynie między plażą, a campingiem i narzekałem na wszystko dookoła. Byłem gorący jak bojler (Monika twierdziła że aż parzę), myślałem, że słońce bardziej mnie przypiekło, ale to nie było to. Dopiero wieczorem sprawdziłem temperaturę i się okazało, że mam ponad 39 stopni...

IMG_20171223_101853

Wszystko jednak się ułożyło za sprawą cudownych tabletek Ibupromu i zimnego prysznica. Nie chciałem odpuścić tego dnia, szczególnie że o północy planowałem zrobić coś specjalnego. W końcu po dwudziestej zebraliśmy się z namiotu, po drodze zgarnęliśmy jeszcze Kamila i razem poszliśmy do El Polaco. Damiana niestety tam nie było, ale jakoś się odnaleźliśmy u Pepe Taco. Tam poznaliśmy jeszcze Polsko-Włoską ekipę podróżującą po Ameryce Północnej i impreza powoli zaczęła się rozkręcać.

IMG_20171230_174224_HDR

W którymś momencie przenieśliśmy się do mieszkania Debi i Damiana, gdzie dwójka Włochów odpadła, więc ich zostawiliśmy i taksówką zebraliśmy się na Zicatelę, poszukać tam nieco szczęścia. Imprezy może nie znaleźliśmy, ale wyszło tak jak powinno. Jakoś przed północą pojawiliśmy się na plaży i wtedy dokonałem chyba najważniejszej decyzji w moim życiu. W chwili gdy wybiła północ OŚWIADCZYŁEM się Monice, myślałem nad wieloma innymi miejscami, ale to była dobra decyzja. Powiedziała TAK. :) :)

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci