Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Irak

Pierwsze chwile w Iranie

nilek2609

24 czerwiec 2014

Wstaliśmy bladym świtem, spakowaliśmy resztę rzeczy, zjedliśmy na szybko śniadanie z hostami i byliśmy gotowi do drogi. Przemek chwilę po 7 wpakował nas do auta i zawieźli nas za miasto, a sami polecieli do pracy.

DSC_00011Tak jak myśleliśmy, po kilku machnięciach łapiemy trzy auta na raz, jakiegoś miejscowego, taksówkę i miłego gościa który specjalnie po nas cofnął i postanowił zabrać nad wodospad 80 km dalej. Po drodze zatrzymywali nas na co drugim punkcie kontrolnym, sprawdzali skrupulatnie dokumenty i puszczali dalej. Im bliżej granicy, tym częstsze kontrole, co jakiś czas mijały nas wojskowe konwoje z ciężką artylerią...

DSC_0007Kierowca wysadził nas na skrzyżowaniu prowadzącym do wodospadów na którym było od cholery policji i pojechał dalej, a my ruszyliśmy w przeciwnym kierunku i po chwili udało nam się złapać Harima. Przejechaliśmy może 2 km i zatrzymali nas na kolejnym punkcie kontrolnym, tym razem przyszedł ktoś znający angielski i zaczął nam zadawać szczegółowe pytania odnośnie miejsca gdzie jedziemy, gdzie już byliśmy i od ilu dni już tu jesteśmy. Później dostaliśmy od niego dobitne ostrzeżenie żebyśmy nie próbowali zbliżać się do granicy z częścią Iraku objętą wojną, tylko mamy wrócić tędy z powrotem.

DSC_00182Harim wysadził nas na końcu miasteczka, zaczepił kilku miejscowych i wytłumaczył im w jaki sposób podróżujemy, po czym poprosił żeby nas zabrali do samego wodospadu (ok. 4-5 km), ale po jego odjeździe od razu usłyszeliśmy że mamy zapłacić za to 20 000 Dinarów (około 63zł).

DSC_0024Nie było najmniejszego sensu żeby się z nimi kłócić, więc od razu skapitulowaliśmy i ruszyliśmy piechotą, co zajęło nam półtorej godziny, ale jakoś dotarliśmy an miejsce. Problem w tym że po drodze zgubiliśmy KASIE !!!!!

DSC_00332Znaleźliśmy ją dopiero pół godziny później popijającą czaj razem z Kurdami przy wodospadzie, jak już tam się pojawiliśmy, tak zostaliśmy na dłużej. Dostaliśmy zaproszenie na obiad, częstowali nas owocami, a oprócz tego bawiliśmy się z nimi przed cały czas. Nie ważne ile kto miał lat, każdy korzystał jak tylko mógł i wydurniał się przez cały czas robiąc kawały innym. Czasem myślę że przysłowie o tym że facet od pewnego wieku już tylko rośnie, jest prawdziwe :D

Zahaczyliśmy jeszcze o sam wodospad, który niezbyt zasługiwał na podziw, a tym bardziej robienie zdjęć, z każdej strony wiszące rury, dół okalał wysoki płot z drutem kolczastym, całość nie przyciągała za bardzo. Nie tracąc czasu, podziękowaliśmy za wspólny obiad i o 14 ruszyliśmy do miasteczka.

DSC_00532Kilka minut łapania i złapałem pick-upa który zawiózł nas nie opodal zjazdu do granicy, nie było za bardzo miejsca więc Kasia siedziała z rodzinką w kabinie, a my razem z plecakami na pace, co było dość ciekawym przeżyciem, szczególnie że kierowca pruł ponad 120.

DSC_00571Z pick-upa przesiedliśmy się do tira z kierowcą/komikiem, który przez całą drogę do granicy robił z nas sobie jaja. Wysiedliśmy 5 km przed bramkami, bo niestety musiał już pauzować, ale w kilka minut ogarnęliśmy osobówkę i po kolejnych kilku byliśmy już przy odprawie, a tam się zaczęło...

DSC_0059Pierwsza odprawa po stronie Irackiej minęła bez żadnych przeszkód, jedynie musieliśmy się wrócić do jednego z budynków po pieczątkę. Wracając zahaczyliśmy jeszcze o bezołowiówkę której odwiedzenie polecam każdemu (wagon LM 9$). Kolejny punkt i zatrzymują nas Irańczycy, jeden z celników pokazał nam gestem ręki rozstawione rzędy krzeseł, każdemu przydzielił jeden i kazał opróżnić plecaki do zera. Sprawdzili wszystkie rzeczy, pytali o pierdoły i po pół godziny dali nam spokój.

DSC_0061Kolejny punkt, tym razem utknęliśmy przy kontroli dokumentów, pierwszy raz chyba widzieli taki paszport na oczy bo o kraju chyba nawet nie słyszeli. Kompletnie nikt nie mówił po angielsku, byliśmy odprawiani ponad pół godziny, najpierw w jednym okienku, potem w kolejnym, a reszta osób była normalnie puszczana bokiem, pokazywali tylko paszporty i dalej...

DSC_00701W końcu dali nam spokój i mogliśmy opuścić granicę, zrobiliśmy małe zakupy w pierwszym napotkanym sklepie i Marcin poznał jakiegoś randomowego Irańczyka z którym wdaliśmy się w dłuższą rozmowę. Po jakimś czasie Monsur kazał nam wsiadać razem z nim do jednej z podstawionych taksówek i tak wylądowaliśmy w jego domu.

DSC_00792Pod drzwiami trafiliśmy na małą przeszkodę, nasz gospodarz chyba spędził trochę czasu w Iraku bo nie miał przy sobie kluczy, więc trochę minęło zanim ktoś je przyniósł. Na dobry początek Monsour dał Marcinowi małe zadanie, mianowicie czekało go porcjowanie świeżutkiego kurczaka, co robił pierwszy raz w żuciu, więc trochę trzeba było mu pomóc. Koniec końców, wszystko trafiło do gara, później zjedliśmy wspólną kolację i jeszcze jakiś czas rozmawialiśmy oglądając wiedźmina w polskiej telewizji :D

DSC_0521

Moloch w którym nic nie ma...

nilek2609

23 czerwiec 2014

Nad ranem obudził nas Przemek, zostawił klucze od mieszkania i dokładnie poinstruował gdzie je mamy zostawić, bo to ich jedyny komplet i gdy nas nie będzie, nie mieli by jak wejść do domu...

DSC_02141Po ich wyjściu udało nam się jeszcze dospać do 9, wziąć prysznic i koło 11 ruszyliśmy w miasto. Ponad godzinę zajęło nam żeby dojść do centrum, najkrótszą drogą przez slamsy.

DSC_02151Na początku trafiliśmy na bazar, gdzie wymieniłem część pieniędzy na Irańskie riale, dzięki czemu po raz pierwszy w życiu mogłem poczuć się jak milioner, a to za jedyne 20 euro :D

DSC_0218Kręciliśmy się dalej po okolicy, co jakiś czas robiąc małe zakupy, czy to w sklepie, czy w piekarni. Aż w końcu trafiliśmy do jednego z parków miejskich, rozłożyliśmy się w cieniu jednego z drzew i tak spędziliśmy większą część dnia, a wszystko przez to że w tym mieście kompletnie niema co zobaczyć..

DSC_0221Przed 17 wróciliśmy z powrotem do domu i czekaliśmy na powrót naszych gospodarzy, zjedliśmy mały "obiad" i kręciliśmy się po mieszkaniu przez kolejne dwie godziny, starając się czymś zająć. Po ich powrocie zjedliśmy wspólnie kolację, później my do pakowania, a oni do spania.

DSC_0224

Kolejny leniwy dzień w stolicy

nilek2609

22 czerwiec 2014

Początek jednego z bardziej lajtowych dni, więc z niczym nam się nie śpieszyło, wstaliśmy na spokojnie o dziesiątej, a Kasia jakoś godzinę po nas. Nasz host dalej się wylegiwał, nie dając żadnego znaku życia więc postanowiliśmy się jakoś odwdzięczyć na gościnę i posprzątaliśmy całą kuchnię, a potem zrobiliśmy śniadanie. 

DSC_0110Przyszedł do nas dopiero po dwóch godzinach, a to za sprawką Kasi, której w końcu udało się go obudzić. Zjedliśmy śniadanie, zabraliśmy wszystkie nasze graty i kierunek cytadela.

DSC_0113Trafiliśmy na niezbyt ciekawy okres do zwiedzania, prawie wszystkie budynki i większość muru przechodziła renowacje/rekonstrukcję, więc jedyne na co mogliśmy patrzeć to robotnicy którym ta robota cholernie szybko idzie, tak jakby się nie przejmowali panującą dookoła temperaturą.

DSC_0120Pokręciliśmy się jeszcze chwilę i w dość szybkim tempie znaleźliśmy się na miejskim bazarze, gdzie można było ukryć się przed słońcem. Stamtąd pojechaliśmy do jednego z centrów handlowych, przed wejściem wszyscy dokładnie zostaliśmy sprawdzeni wykrywaczem metalu, naszej trójce udało się wejść bez problemów, jedynie Marcin musiał oddać na przechowanie kilka nożyków które miał schowane w nerce..

DSC_01821Po zakupach Twana zawiózł nas parę kilometrów za miasto, skąd po kilku minutach złapaliśmy tira jadącego bezpośrednio do Sulejmanii. Kierowca był na tyle miły że zabrał nas po drodze na mały obiad i wielki kufel airanu z lodem :D

DSC_01931Przed wjazdem do miasta, zostaliśmy ściągnięci na pobocze przez Asaish (kurdyjski wywiad / specjalną jednostkę ochrony), sprawdzili kilka razy nasze wizy, po czym pozwolili jechać dalej.

DSC_01961Myśleliśmy że kierowca zostawi nas po prostu gdzieś w mieście, ale on jednak miał nieco inny pomysł, zjechał na jeden z parkingów, gdzie z tira przesiedliśmy się do jego terenówki, którą podwiózł nas pod sam blok. I takim oto sposobem wylądowaliśmy na prywatnym osiedlu pełnym apartamentowców, na które z początku ciężko było wjechać bo nie było nas na liście i ochrona miała z tym mały problem.

DSC_0197Dotarliśmy do mieszkania, na wejściu wita nas Parisa (nasz host), okazało się że mieszka wspólnie z mężem, który nie chciał się za bardzo przedstawiać. Rozmawiamy już jakiś czas o różnych pierdołach i w pewnym momencie Marcin wypalił bezpośrednio z pytaniem jak ma na imię, chwila ciszy i w końcu nasz gospodarz ze śmiechem odpowiedział po prostu PRZEMEK... "Myślisz że to arab, a on po prostu ma na imię Przemek" :D

DSC_0199Chwilę później zaprosili nas do stołu na przepyszną kolację, do tego piwko przy którym spędziliśmy dłuższą chwilę, po czym zaprowadzili nas do pokoju i kazali się rozgościć, a sami poszli spać bo wcześnie do pracy idą. Kasia wytrzymała niewiele dłużej, podobnie jak Marcin, jedynie ja z okazji że dorwałem szybki internet, nadrobiłem kilka odcinków Gry o Tron i poszedłem spać dopiero po czwartej.

DSC_0211

 

Stolica państwa którego oficjalnie niema...

nilek2609

21 czerwiec 2014

Dopadł nas leń totalny, wstaliśmy dopiero o 11, zanim każdy zdążył się ogarnąć minęło sporo czasu, a do tego trzeba było coś ogarnąć na śniadanie. Lodówka była zbyt pusta, więc zrobiliśmy w trójkę szybki kurs do marketu i z powrotem jeść.

DSC_04181Temperatura na zewnątrz nie zachęcała do jakiejkolwiek aktywności, poza leżeniem i gapieniem tępo w sufit, czasem przejawami rozmowy i innymi mniej ambitnymi zajęciami.

DSC_0424Odzyskaliśmy siły dopiero gdy zjedliśmy obiad, po którym nasz host rozpalił sziszę, przy której siedzieliśmy prawie do 19 rozmawiając o pierdołach. Temperatura powoli robiła się bardziej znośna i w końcu można było wyjść na miasto.

DSC_0429Najpierw ruszyliśmy do miejskiej cytadeli, która niestety była zamknięta od jakiegoś czasu, więc ruszyliśmy na wielki bazar z którego zaczęło uciekać życie, a każdy powoli zamykał swoje stoiska...

DSC_04321Szwendaliśmy się jeszcze przez jakiś czas po okolicy, chłodząc się zimnymi napojami, z których najlepsze były świeżo wyciskane soki. Traf chciał że przy jednym z takich stoisk poznaliśmy ekipę Tureckich dziennikarzy, którzy wypytywali nas o naszą podróż i dalsze plany, po czym stwierdzili że jesteśmy szaleni.

DSC_04371Kawałek dalej Kasia padła ofiarą jakiegoś dzieciaka, który bardzo chciał zrobić sobie z nią zdjęcie, więc czemu by nie. Na pożegnanie spytał jeszcze skąd jesteśmy, a gdy padło słowo Polonia, zrobił głupią minę w stylu "Gdzie to do cholery jest"..

DSC_0441Napiliśmy się jeszcze po herbacie w jednej z ulicznych "kawiarenek", później lądowaliśmy po kolei w kilku miejskich parkach, aż w końcu w jednym z ostatnich zostaliśmy na jakiś czas sami.

DSC_0450Do domu wróciliśmy jakoś przed północą, zjedliśmy szybką kolację i siedzieliśmy tak sącząc whisky i popalając sziszę do rana.

DSC_01021

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci