Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : piramidy

Teotihuacan

nilek2609

Dzień zaczęliśmy od ciepłego prysznica, nie wiadomo kiedy będzie kolejna okazja, standardowo wyskoczyliśmy na Tacos w okolice Hidalgo i trzeba było się zbierać. Metrem dojechaliśmy na stacje Autobuses del Norte, a stamtąd za 50 peso autokarem na Teotihuakan. Na każdym przystanku ktoś wpadał do środka zjedzeniem i lodami, a połowę trasy drogę umilał nam miejscowy grajek z gitarą. W ciągu godziny dojechaliśmy na miejsce, na bramie kupiliśmy bilety za 70 peso i w drogę. Czytaliśmy że trzeba płacić standardowo za zdjęcia 45 peso, ale nam się upiekło,kasjer powiedział że telefony i mały sprzęt są za darmo. Minusem był brak przechowalni bagażu, ale coś pokombinowaliśmy i udało się zostawić plecaki w jednym ze sklepików z pamiątkami.

IMG_20171214_130518_HDR

Pierwsze kroki skierowaliśmy do świątyni pierzastego węża, później przez cytadelę i drogą śmierci w kierunku piramidy słońca. Po drodze daliśmy się namówić starszemu Panu na pamiątki, wszystko przez to, że jako jedyny w Meksyku rozpoznał skąd jesteśmy. Brali nas już za Niemców setki razy, Francuzów i Amerykanów, ale nigdy Polaków. Więc postanowiliśmy coś kupić, padło na obsydianowego bożka, trochę targowania i za 200 peso udało się kupić. Senior był na tyle miły, że w gratisie dostaliśmy jeszcze dwa gwizdki z bogiem kukurydzy i wody, więc każdy był wygrany.

G0020569

Idąc dalej drogą śmierci, trafiliśmy na plac, gdzie podobno odbywały się festiwale związane z rolnictwem i wodą. Większość informacji o tym miejscu, to tylko domysły, na terenie cały czas odbywają się wykopaliska, które tak naprawdę nie wiele wnoszą do historii Teotihuakan. Ale jedno jest pewne, ktoś tu mieszkał przed Aztekami i nikt nie wie kto, lud ten najprawdopodobniej nie używał języka pisanego, albo wszystko z jakiegoś powodu zostało zniszczone. Tego możemy się tylko domyślać.

IMG_20171214_130455_HDR

Cały kompleks drogi śmierci robił ogromne wrażenie, w głowie kotłowały się setki myśli, zwłaszcza że szliśmy drogą, tak jak ludzie prowadzeni na śmierć setki lat temu. W końcu doszliśmy do kresu, gdzie wszyscy kończyli swój żywot na szczycie piramidy słońca i podobnie jak my teraz, musieli się na nią wdrapać. Widok z góry zapierał dech, ta cała mistyczna otoczka przesycona magią tego miejsca, zostawiała wielki ślad w głowie..

IMG_20171214_133215_HDR

Przychodząc tutaj zapomnieliśmy tylko o jednym, chodzimy sobie w pełnym słońcu, a nie zabraliśmy najważniejszej rzeczy, wody. Mogliśmy kupić ją po drodze w sklepach, ale nikt o tym nie pomyślał. Więc chodziliśmy od sprzedawcy do sprzedawcy w poszukiwaniach, w końcu jakiś dziadek nas zaprowadził do kolejnego i za 20 peso kupiliśmy 0,5 litra... Więc polecam zaopatrzyć się wcześniej. 

IMG_20171214_134955_HDR

Pokonanie 265 schodów na tej wysokości było nie lada wyzwaniem, więc trochę czasu spędziliśmy u góry, ale było warto. Z tego co czytaliśmy na jednej z tablic, pod piramidą słońca jest ogromna jaskinia, gdzie według wcześniejszych wierzeń powstało całe życie we wszechświecie. Później ruszyliśmy dalej drogą dawnych procesji, aż do piramidy księżyca. Na tą już nie mieliśmy siły wchodzić, jedynie zrobiliśmy kilka zdjęć i poszliśmy dalej.

IMG_20171214_141402

Przy drugim wejściu zachaczyliśmy o dwa patia, jedno o nazwie Los Pitales, a drugie Los Jaguares. Są to dwa niewielkie kompleksy budynków, w których zachowało się kilka dawnych murali. Po takiej wycieczce należały nam się pożądne lody, w jednym ze sklepików udało nam się kupić mrożoną marakuję za całe 15 peso i wodę w normalnej cenie.

IMG_20171214_144141

Wracając powoli do naszego wyjścia, gdzie zostawiliśmy plecaki trafiliśmy na bawiące się pieski preriowe, kilka sporej wielkości jaszczurek, a nawet wycieczkę Polaków. Teraz czekało nas największe wyzwanie, jakoś trzeba było się stąd wydostać. Niby nic trudnego, ale nawet colectivo nie jechało w naszą stronę, wszyscy wracali do miasta Meksyk. Od 16 czatowaliśmy na jakieś auto, pół godziy późnie podeszła do nas amerykanka i poradziła wrócić się do Meksyku, bo stąd na Leon jedzie mało kto. Mimo to próbowaliśmy dalej i się opłaciło, lodziarz który stał za nami, podżucił nas do centrum Ecatepec, obok wjazdu na autopiste. Śmiesznie to trochę wyglądało, Monika mnie wysłała do przodu, a sama jechała w lodówce..

IMG_20171214_145045_HDR

To co działo się dalej, to istna szopka, po wyjściu z Walmarta poszliśmy na wjazd i mimo późnej pory zaczęliśmy łapać. Cholera wie co się tam stało, ale po paru minutach zrobił się ogromny korek i auta zaczęły odstawiać dziwną operetkę na drodze. Mimo że była to autostrada, nikt się tym za secjalnie nie przejmował, zawracali, jeździli pod prąd, cofali jeden na drugiego. Istny cyrk na kółkach, nawet federalna miała na to kompletnie gdzieś. Ale najlepszy był gościu, który latał między autami i sprzedawał świecące balony, to była w tym momencie wisieńka na torcie.

IMG_20171214_155737_HDR

Witamy w kraju, gdzie przepisy są umowne, a znaki drogowe nie mają żadnego znaczenia. Wcześiej jakoś tego nie widziałem, poprzednie miasta miały swojego rodzaju kulturę jazdy, a tu istny dziki zachód. Do tego wszystkiego jeszcze fajerwerki w oddali, normalnie bajka. Siedzieliśmy tam do około ósmej, odpuściliśmy dopiero po rozmowie z jakąś kobietą. Dość przejęcie radziła nam się z tamtąd zebrać jak najszybciej, bo tu może to być nasza ostatnia noc. To przelało czarę goryczy, szczególnie że chwilę wcześniej w krzakach obok Monika trafiła na bandę naćpanych meksykanów. Nie było wyjścia, trzeba było się jak najszybciej zbierać i szukać miejsca na nocleg, znalazłem nawet jakiś hotel na mapie. Ale w połowie drogi, na ślimaku znaleźliśmy kilka drzew i postanowiliśmy rozłożyć się przy jednym z nich na karimatach. Namiot byłby zbyt widoczny, a tak to przynajmniej był spokój. Trochę na przypale jak zwykle, ale trzeba sobie radzić.

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci