Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : gruzja

Lunapark

nilek2609

25 maj 2014

Cały poranek spędziłem ślęcząc jak maniak na telefonie i usiłując znaleźć jakiś nocleg na CSie, co tylko obiło się echem w sieci bez jakiegokolwiek odzewu. Nie byliśmy pewni gdzie będziemy dzisiaj nocować więc spakowaliśmy graty, właściciela poprosiliśmy o ich przechowanie do naszego powrotu i nie marnując dalej czasu ruszyliśmy w miasto.

DSC_0480

Pierwszym naszym celem była mała lokalna restauracja, gdzie wylądowaliśmy na dość obfitym "śniadaniu", tak żeby się najeść na większą część dnia. Tym razem zero fast-foodów i innych wymyślnych świństw, przyszedł czas na coś regionalnego.

DSC_0481Wczoraj udało nam się zaliczyć jedno wzgórze z matką Gruzji, dzisiaj przyszedł czas na kolejne, tym razem to z parkiem rozrywki. Trochę burżuazji nikomu jeszcze nie zaszkodziło, więc kupiliśmy kartę (podobną jak do metra) dzięki której mieliśmy dostęp do wszystkich atrakcji, ale głównie zależało nam na jednej, która była jak wisienką na torcie. Mowa tu o kole widokowym, wczoraj zachwalałem widoki ze wzgórza, jednak te powalają je na kolana.

DSC_0535

Żeby zaliczyć tą małą atrakcję, musieliśmy poświęcić większą część dnia, ale czego nie robi się dla takich widoków. 

DSC_0542

Kolejny dzień zbliżał się do końca, deszcz dawał o sobie przypomnieć a my kierowaliśmy się w znanym kierunku. Plany jednak szybko się zmieniły, umówiliśmy się z poznanymi wczoraj Polakami Sebastianem, Kamilem i Alice. I tak całą paczką ruszyliśmy posmakować nocnego, barowego życia stolicy.

 

PS: więcej zdjęć z podróży znajdziecie na Facebook-owym fan-page. Co kilka dni staram się dorzucać coś nowego.

Pierwsze kroki w Tblisi

nilek2609

24 maj 2014

Od razu po pobudce sprawdziłem gdzie my u licha jesteśmy, szybka orientacja w terenie i już wiedzieliśmy jak wydostać się do centrum, Koło 11 wymeldowaliśmy się z hotelu i ruszyliśmy do metra, kupiliśmy w kasie karty przejazdowe za dwa lari (3,60zł) + kilka extra na przejazdy (jeden 0,5 lari).

DSC_0341Przejechaliśmy tak kilka stacji i wysiadka, sprawdziłem szybko GPS i mamy problem, wysiedliśmy nie na tej stacji co trzeba. Jednak z pomocą przyszedł nam młody Gruzin, który zaczepił nas przy wejściu i zaoferował pomoc, miłym zaskoczeniem było to że znał Polski. Nasz nowy znajomy kazał nam wrócić do metra, przejechać dwie kolejne stacje i wtedy będziemy w centrum.

DSC_0313Przy jednej z ulic znaleźliśmy informacje turystyczną, gdzie udało nam się podkraść połowę map i przewodników, od Pani dostaliśmy również listę najtańszych hosteli w mieście i tak trafiliśmy do BHM Hostel :D. Cena za nockę tylko 15 lari, pokój kilkuosobowy, rodzinna atmosfera i przede wszystkim super ludzie.

DSC_0394Duże plecaki zamieniliśmy na malutkie i ruszyliśmy w miasto, pierwsze na naszym celowniku było stare miasto i obiad, ale tym razem taki z prawdziwego zdarzenia....

DSC_0463Później pełni siły trafiliśmy pod pomnij matki Gruzji, który w całości zrobiony jest z aluminium, gdy tak na niego patrzyłem, przypominała mi się Polska i typowy pan Miecio złomiarz któremu na sam widok oczy by się zaświeciły.

DSC_0327Schodząc ze wzgórza wpadliśmy na chwilę do starego kościółka poniżej, w którym akurat odbywało się jakieś "nabożeństwo", głośne "śpiewy" w ichniejszym języku, jakimś cudem mimo braku stosownego stroju (długie spodnie ect.) zostaliśmy zaproszeni do środka.

DSC_0329

Stamtąd udaliśmy się do fortecy Narikala, gdzie podczas zwiedzania trafiliśmy małą ekipę naszych rodaków na urlopie, którzy tak jak my zwiedzali miasto. Z fortecy macie jeden z najlepszych widoków na panoramę miasta, przy okazji można odpocząć od tego zgiełku który panuje cały czas na dole. 

DSC_0376Wracając, zabrakło nam pomysłów na kolejny kierunek, więc po prostu szwendaliśmy się po całym mieście bez celu i tak zahaczyliśmy o słynny most pokoju, przy którym znalazłem małą ciekawostkę dla siebie, mianowicie ściankę wspinaczkową, którą musiałem zaliczyć mimo pozwolenia i jakiegokolwiek zabezpieczenia.. Jednakże zanim zdążyłem dojść na szczyt zgoniła mnie z niej policja, na szczęście obyło się bez mandatu, jedynie ostrzeżeniem.

DSC_0436Powoli kierowaliśmy się w stronę hostelu, co było dobrym wyjściem, bo chwilę później zaczął padać deszcz. Na miejscu spokojnie ogarnęliśmy pranie, staraliśmy się zaplanować kolejny dzień i kierunek na kolejne, co zapewne jak zawsze wyjdzie inaczej..

DSC_0471Koło 23 dołączyliśmy do reszty mieszkańców w salonie, gdzie była mała imprezka integracyjna, kilku polaków, Ukrainka, master Lee i właściciel, który raczył nasz Czaczą domowej roboty. Koniec dnia po prostu idealny..

Na skróty przez cały kraj

nilek2609

23 maj 2014

Od rana czekało na nas nieuniknione suszenie przemoczonego namiotu, dopiero wtedy mogliśmy ruszyć z miejsca, w międzyczasie mogliśmy spokojnie zjeść śniadanie i przygotować plecaki do drogi. Słońce nieśmiało wyglądało zza chmur grzejąc coraz mocniej, więc zamiast w drogę skierowaliśmy się po raz kolejny w kierunku morza, tym razem nawet Kasia postanowiła popływać. Koło 14 powoli trzeba było się zbierać, jako pierwszy cel obraliśmy sklep, niestety każdy który mijaliśmy po drodze był zamknięty, zniszczony, albo po prostu pusty, wszystko czekało na rozpoczęcie sezonu turystycznego.

DSC_0237

Nie znajdując żadnego, zaczęliśmy łapać na Kutaisi, do którego trafił nam się bezpośredni transport z młodym Gruzinem. Jechaliśmy tak przez kilka godzin rozmawiając o różnicach w życiu tutaj i w europie, dobrze nam się trafiło bo kierowca robił na wyspach i znał dobrze angielski. Mogliśmy się czegoś konkretnego dowiedzieć od osoby która tu mieszka, zamiast tego telewizyjnego chłamu.

DSC_0250Jakiś czas później Michael i Nugot postanowił zrobić mały postój przed Kutaisi i zaprosili nas na obiad. Jeśli ktoś z was będzie w okolicy, polecam barbecue z sosem themali, do tego lodowate piwko i będziecie w raju. Podczas obiadu Michael zastanawiał się po co w ogóle jedziemy do  tego miasta, przecież nic tam niema, jeśli chcecie możecie jechać ze mną do stolicy. 

DSC_0269Przejechaliśmy z nimi prawie cały kraj, ale jeszcze na sam koniec chcieli nam zrobić małą niespodziankę i zboczyliśmy z trasy żeby zwiedzić jedno z pierwszych miast Gruzji, Mcchetę. Było już późno i prawie wszystko pozamykane, ale się udało i co nieco mogliśmy zobaczyć. Godzinę później byliśmy już w Tbilisi, gdzie pojawił się mały problem , nie pomyśleliśmy o noclegu...

Kierowca niestety nie miał nam jak pomóc,  więc postanowiliśmy obdzwonić "Domy Polskie" i inne instytucje, wszystkie niestety pełnia tylko funkcję biur i nie mają miejsca ani sposobności żeby nas przenocować. Skończyło się na tym że jeździliśmy po mieście szukając hostelu/hotelu, innego wyjścia nie było. Dopiero o 23 trafiliśmy na pierwszy tani hotelik, godzina późna, Michael musiał już jechać do siebie, więc nie mając wyboru postanowiliśmy już tam zostać, nie było już sensu szwendać się po mieście.

Kobuleti

nilek2609

22 maj 2014

Miny ludzi czekających na poranny autobus były bezcenne, gdy zobaczyli jak śpimy na tym przystanku, więc nie było sensu siedzieć tam dłużej. Przespaliśmy raptem dwie godziny, spakowaliśmy śpiwory i ruszyliśmy na poszukiwania stacji benzynowej  gdzie będziemy mogli się chociaż trochę odświeżyć, naładować baterie i coś zjeść. Pogoda zaczęła dopisywać, w sieci pisali że kolejne kilka dni ma być słoneczne i dość ciepło, nie tracąc czasu zdecydowaliśmy się opuścić to śmieszne miasto i u udać się do mniej znanego ale spokojnego, urokliwego Kobuleti.

DSC_0196Sprawdziliśmy mapy i ruszamy na wylotówkę szukać pierwszego auta, nagle złapały nas jakieś trzy młode dziewczyny, na oko może 16-17 lat, chciały nam pomóc szukać, ale chyba nie do końca zrozumiały o co nam chodziło i zatrzymały jedną z marszrutek. Jedna z nich powiedziała coś do kierowcy, a reszta wpakowała nas do środka, po czym zapłaciły za bilet i dały resztę, byliśmy tak nie wyspani że z pierwszej chwili nie wiedzieliśmy co się do końca dzieje, jednak gdy to do nas doszło, chcieliśmy wysiąść i oddać pieniądze, jednak jedyne co mogliśmy zrobić to tylko podziękować przez okienko i się pożegnać.

DSC_0233Marszrutką dojechaliśmy za miasto i znaleźliśmy miejsce idealne, wysepka, spory ruch więc łapiemy, niestety większość ludzi wywęszyła interes i chcą robić za taxi, jednak łatwo udawało się ich pozbyć. Szybko zmieniliśmy miejsca, kilkaset metrów od razu złapaliśmy normalnego busika i to bezpośrednio do Kobuleti, pod samiutką plażę. 

DSC_0209Słońce pięknie świeci, rozłożyliśmy się przy samej wodzie, szybka kontrola temperatury i na tą chwilę udało się pomoczyć tylko nogi, jest za zimna. Byliśmy prawie sami na ogromnej plaży, jedynie kilku wędkarzy i dzieciaków rozsianych po okolicy, więc spokojnie mogliśmy uciąć sobie kolejną drzemkę.

DSC_0219jakiś czas później coś nas jednak budzi, odwiedzili nas goście których tutaj bym się kompletnie nie spodziewał, a mianowicie starsze, chyba małżeństwo, które zaczęło nas zagadywać po rosyjsku, chwilę później stałem już z jakąś książeczką w ręce i mnie oświeciło, JEHOWI dorwali mnie nawet tutaj, kilka tysięcy kilometrów od domu. Lekko zdenerwowany starałem się szybko ich pogonić i wróciliśmy do drzemki.

DSC_02241
Spędziliśmy tam kilka kolejnych godzin, piliśmy piw z miejscowymi i staraliśmy się dobrze bawić, alkohol zaczął działać jak translator, łamany pod słyszany rosyjski, trochę angielskiego, polskiego i jakoś się dogadywaliśmy. Przyszła nawet odwaga na kąpiel w zimnej wodzie. Dzień mijał w najlepsze, do pewnego niemiłego incydentu po którym w pośpiechu opuściliśmy plażę. Szybko sprawdziliśmy mapy i znaleźliśmy idealne miejsce na namiot w jakimś lasku, przeszliśmy tak trzy kilometry i kompletnie nic, do tego pogoda zaczęła płatać figle. Nie było już sensu iść dalej, rozejrzeliśmy się tylko po okolicy za wolnym skrawkiem trawy i w deszczu rozłożyliśmy się pod jakimś domem.

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci