Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : gruzja

Wielki powrót do Turcji na mega farcie...

nilek2609

9 marca 2014

Mimo że rozłożyliśmy namiot pod wielkim drzewem to i tak czekało na nas wielkie suszenie od rana, dopiero o 10 byliśmy spakowani i gotowi do drogi.

DSC_0213Zaraz po opuszczeniu parku zaczęliśmy polować w pobliskich sklepikach na coś dobrego na śniadanie. Chwilę później ruszaliśmy już dalej, tym razem już bez Marcina, z którym zobaczymy się dopiero za jakiś tydzień gdzieś w Turcji, w w tym czasie zwiedzi kawałek Gruzji, a my musimy za ten czas odwiedzić ambasadę Iranu. 

DSC_0212na wylotówce nie zapowiadało się zbyt kolorowo, większość aut jechała do miasta, ale po 15 minutach trafiła na m się mała niespodzianka. Obok naszych plecaków zatrzymała się marszrutka której chcieliśmy się pozbyć, kierowca jednak nie dawał za wygraną i kazał wrzucać plecaki na dach, a my mieliśmy pakować się do środka.

DSC_0220Niecałą godzinę później wysiedliśmy w Akhaltsikhe, niespełna 20 km od granicy, kolejny raz mieliśmy szczęście i trafił nam się taki transport.

DSC_0227Zrobiliśmy jeszcze mały przystanek w okolicznym muzeum, niestety miejscowe fundusze nie pozwoliły nam na bilety, więc musieliśmy się obejść smakiem i ruszyliśmy na poszukiwania gniazdka na stacji benzynowej żeby podratować moją baterie w telefonie. I tak po raz kolejny pojawiliśmy się w odpowiednim miejscu i czasie.

DSC_0241Zaczepił nas jeden z pracowników i z uśmiechem na twarzy wypytuje co tu robimy, gdzie zmierzamy i w ogóle. A chwilę później mówi że zaraz nam załatwi transport (w tym czasie na stacji tankowały dwa Tureckie tiry) i tak jak powiedział tak zrobił. 

DSC_0245Kilka minut później siedzieliśmy już w jednym z owych tirów kierując się ku Turcji i najpiękniejszej górskiej trasie w tej części kraju. O 15 przekroczyliśmy granicę, której nikt nam nie polecał, jest najmniej uczęszczana z wszystkich trzech i rzeczywiście, ruch zerowy, ale nam to akurat nie przeszkadzało, my mieliśmy czym jechać :D

DSC_0272Po kilku kilometrach zrobiliśmy małą pauzę na Czaj żeby dogonił nas drugi truck i dalej w drogę, Cały czas towarzyszyła nam ciągle zmieniająca się pogoda, 5 km deszczu, 5 km gorącego słońca, dalej nas zwiewa z drogi, temperatura zmieniała się równie szybko, między niektórymi odcinkami było 20 stopni różnicy (na +2000/2500m npm. to chyba normalne).

DSC_0287Godzinę później w końcu trafiliśmy na pogodę idealną, nie za zimno, nie za ciepło, więc nasi kierowcy postanowili zrobić mała pauze obiadową w okolicy Savsat. Lepszego miejsca chyba nie mogli na to wybrać :)

DSC_0299Jeśli chodzi o pyszny obiad to na Turka zawsze można liczyć, nie ważne gdzie się aktualnie znajduje, zawsze gotuje jak w domu... Po takiej uczcie czułem się jak stu procentowy leniwiec i nawet nie wiem kiedy zasnąłem w szoferce.

DSC_03011Nawet nie wiem kiedy, ale przejechaliśmy prawie całą trasę i wylądowaliśmy nas morzem czarnym. Kolejna pauza na herbatę i o 2 byliśmy już w Trabzonie. Gdyby nie ta stacja na której znaleźliśmy się przypadkiem, kto wie gdzie teraz byśmy dojechali, zapewne jeszcze bylibyśmy gdzieś w Gruzji, a tak szwendamy się szwendaliśmy si w okolicy lotniska szukając miejsca na namiot. Kolo 3 z braku jakichkolwiek chęci padło na park w okolicy jednej z większych galerii handlowych, ale to już się nie liczyło, chcieliśmy iść tylko spać.

DSC_0315

Wszystko kręci się dookoła IT

nilek2609

8 czerwca 2014

Od rana staraliśmy się jakoś dosuszyć nasze pranie i dopiero o 11 udało nam się opuścić hostel. Podobnie jak wczoraj, wszystkie klamoty zostawiliśmy w informacji turystycznej i ruszyliśmy na podbój miasta.

DSC_0131Pierwszym celem był pałac Romanowów, dość spory kawałek do przejścia, ale ponoć warto, niestety mieliśmy pecha i przyszło nam pocałować jedynie klamkę. Ochrona stwierdziła że nie może nas wpuścić bo jest remont, nic nie dały nasze prośby i opowiadania skąd jesteśmy i jak tu dotarliśmy. Nie pozwolili nawet wejść za bramę żeby zrobić zdjęcie. 

DSC_0137Lekko zdenerwowani wróciliśmy się do miasta, kolejny cel to ruiny okolicznej twierdzy do której dostaliśmy się z "przewodnikiem", sympatyczny starszym Panem, który jak się okazało jest ojcem Artura z IT gdzie zostawiliśmy rzeczy.

DSC_01381Pod twierdzą zrobiliśmy małą przerwę i zamiast wracać, stwierdziliśmy że idziemy dalej, na wzgórze górujące nad miastem. Po przejściu połowy drogi zaczęły się niemałe "schodki", podejście pod kątem 45 stopni, więc Kasia stwierdziła że poczeka na nas razem z plecakami.

DSC_01401Pół godziny później jakoś dotarliśmy na szczyt, widok na całą okolice po prostu zajebisty :D więc zrobiliśmy kilka fotek, małą pauzę i wracamy.

DSC_0144Jak się później okazało wejście było bajkowo łatwe w porównaniu z zejściem. Postanowiliśmy wrócić inną drogą i wylądowaliśmy Bóg jeden wie gdzie, Ścieżka skończyła się po stu metrach, dalej czekały już tylko chaszcze, które trzeba było jakoś przejść.

DSC_0148Dalej już tylko z górki i to dosłownie, zejście było prawie pionowe, więc cały czas trzeba było się czegoś trzymać (jeśli było czego) szczególnie że mieliśmy sandały...

DSC_0156Co jakiś czas sprawdzaliśmy na GPS czy idziemy w dobrym kierunku i tu kolejna niespodzianka, według mapy na dole czekała na nas kąpiel w rzece :D

DSC_0169jednak udało nam się w całości wrócić do centrum, gdzie czekała na nas wkurzona Kasia, zejście zajęło nam trzy razy tyle czasu co wspinaczka. Chwilę później zabraliśmy rzeczy i wróciliśmy do parku, tym razem chcieliśmy postawić na swoim i rozstawiliśmy namiot.

DSC_0191Końcówka dnia to już tylko sam relaks, pyszna jajecznica zrobiona przez dwójkę moich towarzyszy z małym dodatkiem okolicznych grzybów i butelka finlandii którą dostaliśmy od Karena, jeszcze w Armenii :)

Borjomi

nilek2609

7 czerwiec 2014

Kasia obudziła mnie o 6:30, ktoś telepał jak oszalały w drzwi do mieszkania, więc musiałem ruszyć swoją ociężałą d**ę z miejsca i iść otworzyć. Okazało się że to Banja z właścicielem przyszli chwilę pogadać, po czym stwierdzili że idą po jakieś śniadanie do sklepu. Kilka minut później byli z powrotem, z pełną reklamówką w której oprócz jedzenia przynieśli WÓDKĘ, a nie było nawet 7...

DSC_0068Przekąsiliśmy co nieco, wódki nie chcieliśmy ruszać, ale niestety tylko Kasi to się udało, my musieliśmy wypić przynajmniej po tym jednym kieliszku żeby ich nie obrazić i przed ósmą ruszyliśmy dalej.

DSC_0070Jednak długo to nie trwało, szybko trzeba było się gdzieś schować z powodu ulewy, tak trafiliśmy do jednej z kawiarenek, gdzie obudziliśmy cały personel śpiący na ławach, zamówiliśmy po herbacie i koczowaliśmy tak z nimi do 11 póki się nie przejaśniło.

DSC_0077Zatrzymaliśmy się jeszcze przy zamku, żeby zjeść drugie śniadanie w towarzystwie stalowych rycerzy, po czym wróciliśmy na drogę z której zabrała nas kolejna już darmowa taksówka, której kierowca wywiózł nas na drugi koniec miasta pod autostradę, wskazał jeszcze gdzie mamy się kierować i odjechał.

DSC_0085Żeby dostać się do drogi musieliśmy wdrapać się na wiadukt, a tam małe zdziwienie, nie tylko my chcieliśmy się gdzieś dostać okazją, czekało tam kilkanaście osób, w tym nawet wojskowi i facet który sprzedawał LODY O.o... Z czasem robiło się nas coraz mniej, jedynie kilka osób, w tym ostatni z wojaków, który chyba nas polubił, znał trochę angielski więc zagadywał co chwilę, kupił nam nawet lody, a na sam koniec zatrzymał jakiegoś busa i prosił kierowcę żeby nas ze sobą zabrał do Khashuri.

DSC_00992Na naszą prośbę wysadzili nas na wylocie z miasteczka, skąd po chwili trafiła nam się osobówka do Borjomi. I tak wylądowaliśmy w samym centrum, przy miejscu którego nie mogliśmy ominą z wielkim napisem  "Turist Information". Zostawiliśmy plecaki, zabraliśmy kilka mapek okolicy i ruszyliśmy do okolicznego parku (wstęp 0,5 lari) na którego terenie są źródła ze słynną "uzdrawiającą" wodą z Borjomi.

DSC_0100Pogoda dzisiaj jednak nas nie lubi, zmienia się z chwili na chwilę, albo świeci słońce i jest dość gorąco, albo leje jak z cebra dorzucając dla grymasu dużą dawkę lodowych kulek... 

DSC_0109Podczas spaceru trafiliśmy przypadkiem na parkę Gruzinów którzy rozbili się z namiotem w okolicy, więc stwierdziliśmy ze do nich dołączymy z naszymi. Postanowiliśmy szybko wrócić do IT po nasze plecaki i tu wrócimy się rozbić, jednak pogoda znowu się wtrąciła w nasze plany i skończyło się na hostelu.

DSC_01161Było dość wcześnie, a my zostaliśmy totalnie uziemieni, nie dało rady wyjść nawet do sklepu, ilekroć się przejaśniło, to po kilku minutach ulewa na przemian z gradem wracała z podwójną siłą. 

Nie mając lepszych pomysłów, ogarnęliśmy wszyscy pranie i zajęliśmy się planami na kolejne dni, albo po prostu sobą, po czym po prostu poszliśmy spać...

 

Podrobione Uplisciche

nilek2609

6 czerwiec 2014

Jakiś czas temu szukaliśmy kogoś na małą integracje podczas trasy, kogoś z polski, z kim można będzie normalnie porozmawiać nie nadwerężając angielskiego, w końcu pojawiła się jakaś odpowiedź, więc jedziemy do Gori na spotkanie.

DSC_00142Podobnie jak ostatnio, najpierw musieliśmy wydostać się poza centrum, więc w grę wchodziło tylko metro, najszybsza i tania opcja, kolejna była marszrutka za jedną lari, dzięki której wylądowaliśmy pod autostradą, gdzie zaczęliśmy w końcu łapać.

DSC_0016Po kilku minutach zgarnął nas Elvar i podrzucił 30 km dalej, na pożegnanie dając swój numer z wyraźnym "jak będziecie wracać z Gori, dzwońcie do mnie, zapraszam na nocleg i imprezę".

DSC_0029Kolejne kilka minut, kolejny transport i lądujemy pod samym muzeum Stalina w Gori, gdzie miał czekać na nas Marcin. W końcu na siebie trafiliśmy, z daleka było widać podróżnika którego czas nie oszczędził (zabijesz mnie za to). Pogoda zaczęła powoli się psuć, więc byliśmy zmuszeni zostać dłużej w muzeum, nie specjalnie nam to pasowało, ale jako rekompensatę mieliśmy darmowe wifi.

DSC_0035Godzinę później byliśmy już na szlaku, szybkie zakupy i pędzimy na wylotówkę z miasta. Doszliśmy do okolicznego mostu i łapiemy, nagle podszedł do nas stary Gruzin z okolicznego warsztatu i proponuje nam podwózkę do Uplisciche swoją taksówką ZA DARMO :)

DSC_0047.JPGDojechaliśmy na miejsce, zostawił nam swój numer i gdy tylko skończymy zwiedzać, mamy do niego zadzwonić to po nas przyjedzie.

W niecałą godzinę obeszliśmy całe "skalne miasto" mając dziwne wrażenie że jesteśmy robieni w jajo, większość tych domostw wyrytych w skale wyglądała na dość świeże, jak replika zrobiona kilkadziesiąt lat temu, zamiast pamiątka z przed wieków.

DSC_00531Banja przyjechał po 2 godzinach i zabrał nas w plener na małą kolację, przywiózł same swojskie jedzenie, wielką butlę wina, wtedy nic więcej nam do szczęścia nie było trzeba.

Godzinę później, zaczęło robić się coraz ciemniej, więc stwierdziliśmy że musimy się powoli zbierać i ruszać w dalszą drogę, on jednak jednak stwierdził że nas nie może puścić, bo tej porze już nigdzie nie dojedziemy. Wróciliśmy więc na warsztat, gdzie zaczął wydzwaniać po wszystkich znajomych szukając dla nas noclegu, po godzinie mamy trafienie, wsiadamy w auto i tu niespodzianka, nie chciało odpalić... Nic się nie przejmując zadzwonili po taxi i tak chwilę później wylądowaliśmy w starym opuszczonym mieszkaniu jego kolegi, gdzie nikt nie mieszka od prawie 20 lat wnioskując po wiszącym na ścianie kalendarzu...

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci