Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Wpisy otagowane : Chorwacja

Kupari - kiedyś piękne uzdrowisko, dziś ruina...

nilek2609

9-10 września 2015

Po raz kolejny przebudziłem się jako pierwszy, żeby nie budzić dziewczyn, na dobry początek poszedłem przejść się nieco po okolicznej "mikro" plaży, ale to jednak nie było to, cały czas nawoływał mnie jeden z budynków, w którym wczoraj prawie utknęliśmy. 

DSC_0733Nie myślałem nad tym zbyt wiele, od razu skierowałem kroki do jednego z wejść hotelu Goricina i zniknąłem w środku. W dzień budynek wyglądał strasznie, a co dopiero wczoraj w nocy, gdy chodziliśmy korytarzami przy świetle niezbyt mocnej latarki...

DSC_06862Tym razem nie była jednak zbyt często potrzebna, bo światło wchodziło przez większość wybitych okien, jedynie w piwnicy trzeba było sobie jakoś radzić. Budynek robił ogromne wrażenie, na każdym z pięter masa pokoi pełnych zniszczonego sprzętu hotelowego, zardzewiałe windy, tynk odpadający ze ścian, łuszcząca się farba i co tylko można sobie wyobrazić.

DSC_0695Postawcie się w naszej sytuacji, lądujecie w środku nocy, gdzieś po środku tego wielkiego budynku, nie macie pojęcia gdzie jest wyjście i czego możecie się spodziewać za rogiem. Gdyby wtedy w środku był ktoś jeszcze oprócz nas i nagle pojawił się gdzieś obok, to chyba wszyscy narobiliśmy srogo w gacie.

DSC_0709Chyba zgodzicie się ze mną, że miejsce jest idealne do nakręcenia jakiegoś mocnego horroru, albo stworzenia pokoju ucieczek w ogromnej skali z masą różnych scenariuszy. Takie coś robiłoby ogromne wrażenie, szczególnie że jest tam jak w labiryncie.

DSC_0729Z dolnych pięter udało mi się dojść na poddasze do sterowni windami, a stamtąd przez jedno z okien wyszedłem na dach żeby z wysokości podziwiać ten piękny widok. Nogi niezbyt pewnie stąpały po zniszczonych dachówkach, ale nie wiele mnie to interesowało, po prostu parłem do przodu szukając nowych wrażeń.

DSC_0728W środku czas zleciał mi bardzo szybko, dopiero jak zobaczyłem na zegarku że jest po dziewiątej, doszło do mnie że spędziłem tam prawie trzy godziny. Nie przeszkadzało mi to jednak żeby po wyjściu przenieść się do nieco mniejszego budynku obok i sprawdzenia co ciekawego ten w sobie kryje.

DSC_0691Pół godziny później wróciłem do dziewczyn, zjedliśmy wspólnie śniadanie i koło jedenastej ruszyliśmy na stację benzynową obok głównej drogi. Wypiliśmy po kawie i chwilę później staliśmy na drodze polując na pierwsze auta.

DSC_07202Chorwaccy kierowcy jak zwykle nas nie zawiedli swoim podejściem, tak jak za każdym razem i teraz dało się odczuć że jesteśmy traktowani jak gorszy sort, a mówiąc dosadnie "jak gówno".

DSC_0685Tym razem staraliśmy się na to nie zwracać zbytnio uwagi i po prostu robić swoje. W końcu przyniosło to jakieś rezultaty, chwilę po 15 dziewczyny złapały terenówkę na Albańskich blachach. Z początku nie byliśmy zbyt przekonani żeby jechać z jakimkolwiek mieszkańcem tego kraju, ale jakoś trzeba było się do tego przekonać i zacisnąć wargi, szczególnie że na miejscowych nie za bardzo mogliśmy liczyć.

DSC_06962Nie spodziewaliśmy się że facet aż tak nam może pomóc w powrocie do domu, przejechaliśmy z nim całą Chorwację, kawałek Bośni, Słowenię i w końcu po północy wylądowaliśmy w Austrii, gdzie zaczął rozglądać się za jakimś noclegiem.

DSC_0690Ceny za każdym razem zwalały z nóg, nawet jego, więc mu powiedzieliśmy żeby nami się nie przejmował, my jakoś sobie damy radę, a on musi się wyspać żeby mógł jechać spokojnie dalej.

DSC_0727Takim oto sposobem zawitaliśmy w centrum Grazu, gdzie w końcu wynajął pokój, a my zabraliśmy rzeczy i zaczęliśmy się kręcić po okolicy szukając jakiegoś miejsca do spania dla siebie, ewentualnie przeczekania jakoś nocy.

DSC_0731Dworzec niestety odpadł na samym początku, bo na noc go zamykali, w metrze wielki brat miał oko na każdy najmniejszy zakamarek, z resztą i tak nie mieliśmy jak wejść przez bramki. Odpadła nawet ostatnia deska ratunku, czyli przyjazny każdemu podróżnikowi McDonald's.

DSC_0732W końcu jednak znaleźliśmy jakiś hostel, gdzie na wejściu każdy z nas dostał po kubku gorącej kawy i pozwolili nam przeczekać do rana w lobby. Gdy przyszło do płacenia, recepcjonista tylko się uśmiechnął i życzył nam spokojnej nocy. Oprócz tego dostaliśmy klucze od jednej z łazienek, gdzie mogliśmy się do porządku ogarnąć i zmienić ciuchy na coś cieplejszego bo niska temperatura coraz bardziej dawała o sobie znać, a co to dopiero będzie w Polsce.

DSC_0734Resztę czasu spędziliśmy szperając w czeluściach internetu, dopiero przed ósmą opuściliśmy hostel, żeby punktualnie zjawić się przy aucie, tak jak umawialiśmy się z kierowcą. Kilka minut czekania i lecimy w dalszą drogę, tym razem jedynie duchem bo ciała po pół godziny spały jak zabite.

DSC_0742Dojechaliśmy do Drezna, gdzie po przejechaniu wspólnie ponad półtora tysiąca kilometrów musieliśmy się pożegnać. Stąd podróż była już tylko czystą formalnością, w ciągu chwili znaleźliśmy się w kolejnym aucie, tym razem ze starszym Niemcem, który podrzucił nas na pierwszą stację benzynową po Polskiej stronie.

DSC_0755W końcu mogłem się dorwać do najlepszego jedzenia za którym zawsze tęsknie wyjeżdżając z kraju, tudzież wracając, mowa oczywiście o HOT DOGach :D. o 22 złapaliśmy kolejne auto, tym razem rodaka, który wziął nas do Bolesławca, stamtąd już tylko niewielki kawałek dzielił nas od Wrocławia. Temperatura nie zachęcała, ale na ostatniej prostej z pomocą przyszedł jeden z busów który przywiózł nas prawie pod samą autostopową przystań, a gdy tylko weszliśmy do Narni, czas stanął w miejscu..

DSC_0756Podsumowanie:

Przejechane - 5250 km

czas - 26 dni

koszt - ok 1500 zł

 

24 godziny później...

nilek2609

8 września 2015

Pełni szczęścia opuściliśmy w końcu teren Albanii i razem z parką Niemców postanowiliśmy jechać dalej do Stolacu nad Zatokę Kotorską. Tam z centrum odebraliśmy Janka, stopika z którym umówiliśmy się jakiś czas temu na małą integracje i wspólnie pojechaliśmy zrobić małe zakupy na wieczór.

DSC_0665Później już bezpośrednio pojechaliśmy na jedno z pól namiotowych które wybrał nasz kierowca, niestety okazało się wybiegiem dla kóz i to dosłownie, a jedyne czego własnie teraz było nam trzeba, to spanie w kozich bobkach. Niewiele myśląc przenieśliśmy się zaledwie kilka metrów dalej na betonowy pomost przy wodzie i tam rozłożyliśmy w czwórkę nasze obozowisko.

DSC_0662Po 72 godzinach bez snu, zamiast w końcu odpocząć i do porządku się wyspać, postanowiliśmy świętować wyjazd z Albanii, z tej okazji otworzyliśmy piękną, litrową butelkę rumu dzięki której powoli zaczęło schodzić z nas całe napięcie, w końcu dzięki procentom zasnęliśmy jak małe dzieci.

DSC_0667Słońce nie dało nam zbyt długo pospać, obudziliśmy się chwilę po ósmej, zjedliśmy śniadanie i wbiliśmy na kozie pole namiotowe żeby w końcu po kilku dniach wziąć porządny prysznic. Później spakowaliśmy plecaki, posprzątaliśmy po sobie na pomoście i poszliśmy do okolicznej kawiarni skorzystać z internetu przy gorącym latte.

DSC_0661Stamtąd poszliśmy napić się zimnego piwka nad brzegiem morza, gdzie chcieliśmy jeszcze trochę odpocząć, zastanawiając się nad naszą dalszą podróżą i znaleźć kolejny cel do zdobycia. Później kolejna knajpka, w końcu była pora obiadowa, więc trzeba było wrzucić coś na ruszt, ale nie tak jak zwykle, tylko dla odmiany na bogato, więc oprócz wielkich porcji kurczaka z frytkami zamówiliśmy dwie duże porcje kalmarów. Masę razy słyszałem jak ludzie zachwalali to małe stworzonko, a że jesteśmy w miejscu gdzie występuje, to na pewno będzie świeże i smaczne, świeże nie było a co do tego drugiego też nie byłbym taki pewien, każdy stwierdził z dość krzywą miną, że jest ohydne... No cóż, wszystkiego w życiu trzeba kiedyś spróbować.

DSC_0669Chwilę po 18 ruszyliśmy w stronę przeprawy promowej, przeszliśmy jakoś dwa i pół kilometra i dosłownie przed portem zorientowałem się, że w połowie drogi przy jednym z punktów widokowych który wcześniej mijaliśmy, zostawiłem jedną z naszych reklamówek.

DSC_06641Niewiele się zastanawiając kazałem reszcie czekać i poszedłem w tamtym kierunku, po przejściu jakichś stu metrów zobaczyłem rower stojący obok budynku, podleciałem do dziadka stojącego obok i jakby to było całkiem normalne powiedziałem że pożyczam rower i za pięć minut zwrócę. Nie czekałem nawet na jakąkolwiek odpowiedź, po prostu pojechałem w siną dal. 

DSC_06721Przejechałem półtora kilometra, zabrałem zgubę, która na szczęście jeszcze tam była i zadowolony pedałuje z powrotem. Podziękowałem jeszcze starszemu Panu wielkim uśmiechem i chwilę później byłem już na przystanku gdzie czekała na mnie reszta.

G0574169

Pożegnaliśmy się z Jankiem, który postanowił jechać w nieco innym kierunku niż my, a chwilę później siedzieliśmy już na promie. Po zaledwie trzydziestu minutach dobiliśmy na drugą stronę i zabraliśmy się w końcu za łapanie stopa.

DSC_06762Nie trwało to zbyt długo, może 30-40 minut, jak zgarnął nas starszy Francuz, który dość miło nas zaskoczył tym, że rozmawiał z nami po Polsku. Dzięki jego pomocy wylądowaliśmy w centrum Herceg Novi, skąd chwilę później wziął nas jakiś chłopak do dość znanego miejsca wśród poszukiwaczy przygód i ludzi kochających "urban exoloring" (zwiedzanie opuszczonych miejsc).

DSC_06661Tak więc zawitaliśmy w ogromnym opuszczonym kompleksie hotelowym Kupari (okolice Dubrownika), miejsce o tej porze robiło naprawdę wielkie wrażenie, sceneria jak z horroru. Rozejrzeliśmy się nieco po okolicy i postanowiliśmy wejść do jednego z budynków w poszukiwaniu dobrego miejsca na nocleg, przeszliśmy kilka pięter, korytarzy i stanęliśmy jak wryci, robiło się coraz bardziej creepy, a my nie potrafiliśmy zlokalizować wyjścia.

DSC_06771Coraz bardziej włos jeżył się na głowie, ale w końcu znaleźliśmy drogę na zewnątrz. Kilka minut później zagadali do nas Matias, Leo i Anton, których poznaliśmy wczoraj na campingu pod Kotorem i podobnie jak my zamierzali spędzić tutaj noc. Poczęstowali nas jedzeniem, wypiliśmy po piwku i dla lepszego klimatu rozpaliliśmy "małe" ognisko pośrodku placu, co po 10 minutach skończyło się niespodziewaną wizytą policji. Kilka minut rozmowy i było po problemie, kazali jedynie zgasić ognisko i odjechali. Posiedzieliśmy wspólnie do północy, później rozłożyliśmy karimaty i poszliśmy spać.

DSC_06801

Jeziora Plitwickie i piękna Bośniacka gościnność...

nilek2609

25 sierpnia 2015

Po luźnej końcówce wczorajszego dnia włączył się w nas tryb lenia i nie mieliśmy ochoty na opuszczenie pola namiotowego przed 11, dopiero wtedy zebraliśmy graty i wyszliśmy łapać na główną drogę.

DSC_02271Kilkanaście minut później, razem z parką Izraelczyków wylądowaliśmy pod główną bramą park, gdzie wszyscy stanęliśmy jak wryci, na szarym końcu cholernie długiej kolejki do kas...

DSC_02381Wszystko było drogie jak pierun, bilety też nie należały do najtańszych, prawie stówka za osobę, ale doszliśmy do wniosku że niema co oszczędzać i warto tyle wydać na wejściówki, a nawet i dwa razy więcej.

DSC_02462I okazało się że warto było, przepiękne miejsce pełne wodospadów, krętych ścieżek z bajecznym widokiem. Spędziliśmy tam ponad pięć godzin robiąc przy tym ładne kilka kilometrów, ale niestety deszcz pokrzyżował nam trochę plany i zdążyliśmy zwiedzić zaledwie połowę...

DSC_0266Do tego trzeba było jeszcze dzisiaj dojechać do Bośni, więc czas nas trochę gonił, a deszcz wcale nie ułatwiał sprawy. Zamiast stać gdzieś przy wyjeździe z parku, musieliśmy się schować pod jednym z dachów skąd nie byliśmy praktycznie widoczni.

DSC_02721Na kilka minut przestało padać, więc postanowiliśmy skorzystać z okazji i próbowaliśmy coś złapać, niestety ruch prawie zerowy, większość aut wyjechała wcześniej, do tego znowu zaczęło lać i to ze zdwojoną siłą.

DSC_02782Mimo tego przenieśliśmy się kilkaset metrów dalej na przystanek autobusowy, gdzie po kilku minutach dostaliśmy propozycje podwózki od taksówkarza do kolejnego miasteczka, czyli jedyne 7km za bajeczne 200 KUN (110zł)...

DSC_0291Dopiero o 20 zatrzymał się jakiś starszy Pan, powiedział że widział nas już wcześniej i zaoferował że podwiezie nas kilka kilometrów dalej na drogę do Bośni.

G0193334Ruch na skrzyżowaniu niewielki, pora dość późna, kierowcy nie byli zbyt chętni żeby nas zabrać, więc na wszelkie sposoby staraliśmy się przykuć jakoś ich uwagę, więc wpadłem na pomysł łapania na znak drogowy :D..

DSC_0293Chwilę tak stałem i zadziałało, zatrzymały się dwa auta, z których jedno okazało się nieoznakowanym radiowozem z dwójką niezbyt zadowolonych policjantów w środku.

DSC_03212Na dobry początek dostałem ostry opierdziel za znak drogowy, który myśleli że wyrwałem, później dostało się Monice za to że mi na to pozwoliła, jakoś im się wytłumaczyło że znalazłem znak w rowie i po prostu postanowiłem sobie go na chwile pożyczyć.

G0273462A chwilę później w końcu dowiedzieli się skąd jesteśmy, zrobili dość wymowną minę, machnęli ręką, życzyli miłego wieczora i po prostu odjechali. Ale niestety znak musiałem odstawić na swoje miejsce.

G0293503Kilka minut po całym zdarzeniu zatrzymał się Adnan i zaoferował nam podwiezienie do Bihaciu gdzie mieszkał, tam też nieśmiało wyszedł z propozycją żebyśmy zatrzymali się na noc w jego domu. 

GOPR3346Z tego co pamiętałem z opowieści Moniki, to Bośnia jest bardzo biednym krajem, a tu nagle zjawia się on i lądujemy w 300-400 metrowej willi, jemy wspólnie z jego rodziną porządny Bośniacki obiad.

GOPR3459Później przez kolejne kilka godzin rozmawiamy o naszych krajach, podróżach i wszystkim co się dzieje aktualnie na świecie, a po północy prowadzą nas do "pokoju" gdzie mieliśmy spędzić noc, Krótko mówiąc mamy do swojej dyspozycji cały parter, w tym łazienkę z Jacuzzi i przykaz że mamy się czuć jak u siebie :D.

DSC_03332I NIECH MI KTOŚ POWIE ŻE AUTOSTOP NIE JEST PIĘKNYYYY!!!

 

Wnuczka Josipa Tito

nilek2609

24 sierpnia 2015

Rano przyszła Sandra i zaprowadziła nas z powrotem na parking z którego wczoraj zabrał nas jej mąż. Po raz kolejny trzeba było się zmierzyć z Chorwatami i "namówić" ich jakoś żeby nas zabrali. 

DSC_02121Z Iwoną i Asia pożegnaliśmy się po niecałej godzinie, nam nie szło zbyt dobrze, więc spędziliśmy tam jeszcze pół godzinki i poszliśmy 3 km dalej na kolejny parking. Zjedliśmy śniadanie w McD, poszło kilka wiadomości na CSie do ludzi w Bośni, żeby ogarnąć jakiś nocleg na początek i wróciliśmy do łapania. 

DSC_02091Chwilę po południu zagadał do Moniki jeden z Chorwackich busiarzy i zaproponował jej podwózkę, ale gdy tylko pojawiłem się na "radarze", biedny się speszył i zaczął wymyślać że za chwilę zjeżdża i nie może nas jednak zabrać :D. Całe szczęście że jednak się nie zdecydował bo 15 minut później los uśmiechnął się do nas ze zdwojoną siłą i zatrzymał się obok piękny Jaguar z dobrze wyglądającą kobietą w środku, która z wielkim uśmiechem zaprosiła nas do środka.

DSC_02154Na początku nie mieliśmy pojęcia do czyjego auta właśnie wsiadamy, ale kto by się tym przejmował, ważne że jedziemy do przodu. Z każdym kolejnym kilometrem kobieta coraz mocniej się do nas przekonywała i zaczęła opowiadać powoli o swoim życiu, wtedy dopiero dowiedzieliśmy się z kim mamy przyjemność jechać...

DSC_02112Okazało się że Kelly jest wnuczką Josipa Tito, dla tych którzy go nie kojarzą, podpowiem że był przez bardzo długi okres prezydentem Jugosławii. Po drodze zabrała nas jeszcze na drugie śniadanie i prawie trzech godzinach wspólnej jazdy musieliśmy się z nią pożegnać w Grabovac gdzie odbijała w stronę Bośni, a my szukaliśmy czegoś pod Plitvickie Jeziora. 

DSC_02202Tam nie czekaliśmy dłużej niż 10 minut i zgarnęła nas jakaś parka. W międzyczasie dostaliśmy smsa od znajomych z Polski, z namiarami na dobry i w miarę tani camping w okolicy, a Włosi którzy nas mieli zostawić pod Plitvicami, postanowili nadrobić 30 km i nas tam zabrać. 

DSC_02172Na miejscu ogarnęliśmy najlepsze z możliwych miejsc na namiot w bliskim sąsiedztwie gniazdka elektrycznego, które od razu przejęliśmy. Do wieczora mieliśmy jeszcze sporo czasu, więc mogliśmy się zająć tym na co nie było wcześniej czasu, np doprowadzić namiot do porządku i wymienić pęknięte tyczki :D. Później już tylko zakupy w campingowym markecie i na zwiedzanie okolicy... 

DSC_02212

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci