Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Powoli, ale ważne że do przodu...

nilek2609

Znowu zerwało mnie na równe nogi bladym świtem, nie było sensu wracać do spania, więc na spokojnie ogarnąłem bałagan który zrobiliśmy dookoła siebie przez te dwa dni, spakowałem na nowo plecak i czekałem aż śpioch w końcu wstanie :D

DSC_04521Po dziesiątej Monika zrobiła resztę i opuściliśmy hostel. Wpadliśmy jeszcze do jednej z aptek po  kilka medykamentów, które miały mnie postawić w stu procentach do pionu, co ciekawe, we wszystkich aptekach na terenie Bośni, można kupić antybiotyki bez recepty :)

DSC_0453Zjedliśmy jeszcze porządne śniadanie i powoli na wylotówkę. Na stacji benzynowej gdzie zamierzaliśmy łapać, trafiliśmy na mały "korek" autostopowy, z tego co się dowiedzieliśmy, to odbywa się niemiecki odpowiednik naszego Polskiego "Autostoprace" do Czarnogóry.

DSC_0456Nie było sensu tracić zbyt wiele czasu, więc po godzinie spędzonej z Niemcami postanowiliśmy przejść się kawałek dalej, żeby tylko nie stać w takiej zbitej kupie, bo szansa złapania czegokolwiek spadała do minimum. Zaledwie sto metrów dalej w ciągu kilku minut zatrzymaliśmy o dziwo parkę Niemców, z którymi zajechaliśmy do Buny, a chwile później jechaliśmy kolejnym do Stolac.

DSC_0457Mały spacer po okolicy i ruszyliśmy dalej, żeby chociaż trochę nadrobić czas stracony przez te kilka ostatnich dni. Póki co nie zajechaliśmy za daleko, ale ważne że w końcu posuwaliśmy się do przodu.

DSC_0458Na kolejne auto musieliśmy dość długo czekać, ale za to zajechaliśmy o wiele dalej niż poprzednimi i przez przypadek trafiła nam się przejażdżka przez plan filmowy, wszędzie dookoła pełno ciężarówek ze sprzętem, ludzie biegający z kamerami i Monica Bellucci O.o

DSC_0464O 18 dojechaliśmy do centrum Trebinje, skąd musieliśmy przejść się dobre dwa kilometry na wylotówkę i dalej w drogę. Niestety czekała nas totalna klapa, po trzech godzinach stania jak kołki po prostu odpuściliśmy na rzecz zimnego piwa i internetów w okolicznej stacji benzynowej. Posiedzieliśmy jakiś czas i poszliśmy się rozbić sto metrów dalej.

DSC_0465

Mostar

nilek2609

29-30 sierpnia 2015

Wstaliśmy parę minut po ósmej, a niecałą godzinę później zebraliśmy wszystkie graty i szliśmy powoli w kierunku zjazdu na Mostar.

DSC_04111Co kilkadziesiąt metrów robiliśmy małe przystanki próbując kogoś zatrzymać, ale nie było chętnych, więc w połowie drogi zmieniliśmy karton na coś bliżej i po chwili zatrzymał się starszy Pan, który podśpiewując zabrał nas do Tarcina.

DSC_04171W mieście czekał nas kilometrowy spacer i jakieś piętnaście minut później siedzieliśmy w kolejnym aucie jadącym już do Mostaru. Na miejscu jeszcze mały pitstop na kawę w restauracji, odpoczęliśmy chwile i kolejny kilometr spacerkiem do hostelu.

DSC_0434Od razu po wejściu zostaliśmy zaproszeni na "taras", ojciec właściciela przyniósł nam po szklance soku z granatu domowej roboty, chwile później jak zobaczył, że nie wyglądam zbyt dobrze to przyniósł mi jeszcze szklankę soku z cytryn,, i zaprowadził do pokoju.

DSC_04362Padło tylko pytanie czy chcemy balkon czy nie, wiadomo jaka była odpowiedź :D Pokój rewelacja, w pełni umeblowana dwójeczka z łazienką i to za 10 euro od łebka, więc tyle samo co w większości dormitoriów za miejsce na łóżku a tu taka niespodzianka :)

DSC_0438Do wieczora odpoczywaliśmy w pokoju, później małe zakupy i na zwiedzanie starej części miasta, gdzie mieliśmy zaledwie kilka minut drogi od Deniego. Zjedliśmy kolacje w jednej z "knajpek" i wróciliśmy do pokoju napić się piwka na dobry koniec dnia.

DSC_04393Rano nie było już tak kolorowo, wszystko wróciło z jeszcze większą mocą i od razu było wiadomo że po raz kolejny będziemy uziemieni... Monika jeszcze w Jajcach próbowała mnie przekonać żebyśmy wracali do Polski, z resztą podobnie było teraz...

DSC_04431Postawiłem jednak na swoim i zostaliśmy na miejscu. Podobnie jak wczoraj wyszliśmy na miasto, tym razem nie szwendaliśmy się jednak bez celu, zjedliśmy jedynie kolacje, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do siebie.

DSC_04501

Cienisty człowiek, opiekunka i wizyta z Sarajewie...

nilek2609

27-28 sierpnia 2015

Rano żeby nadrobić co nieco dnia postanowiliśmy wstać wcześniej, myślałem że coś się poprawiło, ale niestety dalej czułem się jak.... wiecie co mam na myśli, z resztą niewiele lepiej wyglądałem. Wyszło na to że musieliśmy spędzić tu jeszcze jeden dzień, a Sarajewo musiało poczekać.

DSC_03911Większość czasu spędziliśmy w pokoju, spałem, wstawałem, spałem i tak w kółko... Dopiero koło 18 stanąłem w miarę na nogi i Monika wyciągnęła mnie na małe zwiedzanie miasta, ale co to za zwiedzanie przy którym nie ma wielkiego WOW, tylko człowiek chodzący jak cień. Nie było zbyt wielkiego sensu chodzić dalej, więc wróciliśmy do hostelu obejrzeć jakiś film i do spania.

DSC_0385Tym razem ruszyliśmy się dopiero z końcem Check Outu, zrobiliśmy małe zakupy w markecie i poszliśmy nad brzeg rzeki zjeść śniadanie. Później szybkie leczenie domowymi sposobami (czytaj: pięćdziesiątka z dużą ilością pieprzu) z czego Monika miała niezły ubaw...

DSC_03861I w końcu mogliśmy ruszyć na wylotówkę, niespełna pół godziny później zgarnął nas Karim z obietnicą podrzucenia do stolicy. Niestety w połowie drogi coś się sknociło i nasz kierowca zmienił plany zostawiając nas 60 km przed Sarajewem, powiedział jedynie że musi wyskoczyć do innego miasta, a później po nas wróci i pojedziemy dalej...

DSC_03871Jednak jak się pewnie domyślacie nigdy nie wrócił, to było z resztą widać gdy wychodziliśmy z auta, kierowca pożegnał się z nami jakby nie miał już wrócić, więc niewiele myśląc poszliśmy na jedną z większych zatoczek w okolicy i zaczęliśmy łapać.

DSC_03941Po jakichś pięciu minutach zatrzymała się wyraźnie zakłopotana Bośniaczka, której chyba zepsuło się auto, podbiegłem i okazało się że odpadła jej osłona, niewiele myśląc wróciłem do plecaka po kilka tryrytek i pospinałem wszystko jak trzeba, byle by dojechała do celu. Wstaje zadowolony z siebie i małe zdziwienie, bo to nie było wszystko, dopiero teraz zobaczyłem że złapała jeszcze gume....

DSC_04001Kolejne kilka minut zabawy z zapieczonymi śrubami, szybka podmianka i auto wróciło do stanu używalności, a kobieta w ramach wdzięczności zabrała nas na przedmieścia Sarajewa, po drodze chwaląc się znajomym przez telefon że Polacy jej koło zmieniali :D

DSC_0401Chwile kręciliśmy się po okolicy ogarniając jak się stąd wydostać i w końcu znaleźliśmy jakiś tramwaj którym mogliśmy dojechać do centrum miasta. Przez całą drogę nie znaleźliśmy kompletnie nic wartego większej uwagi, więc poszliśmy tylko do jednej z knajpek spróbować słynnego ćevapi (nie polecam) i jakąś godzinę później, tym samym tramwajem wracaliśmy na przedmieścia szukać czegoś w kierunku Mostaru.

DSC_04031W tramwaju bez żadnej przyczajki i skrępowania chciały nas okraść trzy osoby, "skanując" przez całą drogę nasze plecaki i telefony... Gdzieś w połowie drogi z powodu wizyty kanarów musieliśmy się ewakuować, niestety tym razem nie kupiliśmy biletów. Ale za to na dobre nam to wyszło, bo złodziejski trójkąt nie ogarnął zbyt szybko że wychodzimy i nie zdążyli wyjść za nami.

DSC_04061Przeszliśmy jeden przystanek dalej i weszliśmy do kolejnego tramwaju jadącego na pętle, a później piechotką 1,5 km do stacji benzynowej na obrzeżach miasta. Niestety nie szło nam tak dobrze jak wcześniej i siedzieliśmy na stacji do 22... Później trzeba było skapitulować, bo na nowo zaczęło mnie rozkładać.

DSC_04051Tym razem wszystko na raz, oczy zaropiały, uszy zaczęły boleć jak cholera i do tego standardowe przypadłości uprzykrzające człowiekowi życie, łącznie z przyozdabianiem pobocza...  Jakoś udało mi się pozbierać, więc przeszliśmy się kilometr dalej i rozbiłem namiot w środku pola pod jakąś reklamą, zjadłem pakiet pigułek i poszliśmy spać. 

DSC_04072

 

Ciężkie chwile w podróży...

nilek2609

26 sierpnia 2015

Chwilę po 8 młody Adnan wysłał mi wiadomość na facebooku że śniadanie na nas czeka u góry, więc szybko obudziłem Monike i poszliśmy wrzucić coś na ząb.

G0393643Kilka minut odpoczynku i Adnan zabrał nas na małe zwiedzanie miasta połączone z podrywem, ale o tym za chwilę... Okolica okazała się całkiem przyjemna, niezbyt duże miasteczko z kilkoma ciekawymi miejscami wartymi zobaczenia.

DSC_0338Zaliczyliśmy nawet szybką "kąpiel" w rzece przepływającej przez miasto, co jak się okazało kilka godzin później nie było zbyt dobrym pomysłem, szczególnie dla mnie...

DSC_03412Ale wróćmy do podrywu, mianowicie nasz kochany przewodnik postanowił co nieco nas "wykorzystać" i podczas małej przerwy dosiedliśmy się do dwóch dziewczyn w parku, z początku myśleliśmy że to jego jakieś znajome, którym chciał nas przedstawić. Później jednak okazało się, że wcale ich nie znał i dzięki naszej "pomocy" zamierzał poderwać jedną z nich :D

DSC_0351Koło 14, gdy wracaliśmy powoli do domu,  doszło do nas że rodzina u której dzisiaj nocowaliśmy jest w mieście znana i dość mocno poważana, widać to było na każdym kroku idąc przez miasto.

DSC_0343Pół godziny później przyjechała głowa rodziny i razem z synem wywieźli nas 10 km za miasto na parking dla tirów żeby nam się lepiej łapało. Ale przed odjazdem postanowili nam jeszcze pomóc i załatwili nam kolejny transport z przemiła starszą kobietą o imieniu Jelena.

DSC_03632Pani Jelena dość zaskoczona prośbą postanowiła nam pomóc i na dobry początek zabrała nas do restauracji na kawę, gdzie chciała poznać nas lepiej i naszą historię. Później zdradziła nam że od 2 lat pracuje nad nową książką o życiu i ciekawych ludziach których spotkała na swojej drodze. Mamy się w niej znaleźć :D

DSC_03452Wypiliśmy kawę i podrzuciła nas 12 km dalej, niby niewiele, ale zawsze to kawałek. Z miejsca gdzie nas wysadziła, zeszliśmy nieco niżej na przystanek autobusowy i po jakiejś godzinie złapaliśmy kolejne auto. 

GOPR3639Hasan przez całą drogę opowiadał nam historię Bośni, wiele o byłej Jugosławii i oczywiście wojnie która zrobiła duże spustoszenie w okolicy. Polecił też kilka ciekawych miejsc które możemy zobaczyć i w końcu wysadził za miastem Kljuc. 

DSC_03722Tym razem nie czekaliśmy dłużej niż 10 minut i złapaliśmy pierwszego tira w Bośni do samiutkich JAJEC. Godzina drogi i o 19:30 byliśmy na miejscu, niestety tam nasz plan legł w gruzach, na Plitwicach złapało mnie lekkie przeziębienie, ale po dzisiejszym spacerze w lodowatej rzece totalnie mnie rozłożyło na łopatki..

GOPR36381Zrobiliśmy szybkie zakupy i zaczęliśmy szukać taniego hostelu w okolicy, niby adres znaleźliśmy w sieci, ale nie dało się go namierzyć, mimo tego że zaczęliśmy nawet pytać przechodniów. W końcu "męskie przeziębienie" mnie pokonało, ległem gdzieś przy drodze, a Monika szukała dalej i w końcu znalazła właściwy budynek. Zameldowaliśmy się i od razu ległem w łóżku z myślą że jak zregeneruje nieco siły, to jutro stanę jakoś na nogi jak to zazwyczaj bywało.

DSC_0364

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci