Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Czarnogóra - pierwsze chwile na nowej ziemi

nilek2609

1 września 2015

Dla jednych początek szkoły, a dla nas kolejny dzień pięknej przygody. Powoli zaczęliśmy zbierać i pakować rzeczy, namiot rozłożyliśmy na czynniki pierwsze żeby wysechł, zjedliśmy śniadanie i poszliśmy obok napić się porządnej kawy na dobry początek dnia.

DSC_0477Pogoda rewelacyjna, więc niezbyt śpiesznie wróciliśmy na zatoczkę łapać stopa do Herceg Novi, gdzie po południu zabrał nas starszy Serb. W końcu jednak dotarliśmy na przejście graniczne, gdzie z wielkim uśmiechem przywitał nas jeden z celników i zaczął badawczo oglądać nasze paszporty.

DSC_04751Chwilę później z jeszcze większym bananem na dziobie zapytał czy mówimy po angielsku, po czym zwrócił się w moją stronę i zaczął pytać czy podobało mi się w Iraku... Myślałem że będzie robił jakieś problemy, ale jedynie się zaśmiał i życzył nam miłego dnia.

DSC_0485Z miejsca gdzie wysadził nas Serb, przeszliśmy kawałek do kolejnego miasteczka, gdzie zaczęliśmy łapać dalej. Zdążyliśmy porządnie się najeść i obserwowaliśmy całą okolicę, co nie sprawiało nam zbyt wielkiej radości z powodu okolicznych ludzi, którzy patrzyli na nas jak na gówno... Jedynie obcokrajowcy byli dla nas mili, odwzajemniali uśmiechy i w końcu zabrała nas parka Rosjan.

DSC_04941Minęliśmy przystań promową, kierowca pojechał jednak dalej okrężną drogą i w końcu mówi że jesteśmy na miejscu, on tu musi skręcać, a my mamy radzić sobie dalej sami. Zanim nas zabrali, mieliśmy zaledwie 30 km do celu, przejechaliśmy ponad 20, a mimo to zostało nam dalej ponad 20... Nie mając wielkiego wyboru poszliśmy przed siebie łapiąc co rusz nadjeżdżające auta o po kilku minutach zgarnęli nas Polacy :D

DSC_0486Kilka kilometrów dalej musieliśmy się pożegnać i szukać nowego transportu, zanim zdarzyłem naszykować kolejny karton, Monice udało się zatrzymać jakiegoś Serba, który zabrał nas do centrum Kotoru. Piękne stare miasto z masą turystów, więc postanowiliśmy skorzystać z okazji i co nieco dorobić na bańkach.

DSC_04963

Po trzech wiadrach było dość dobrze, zwrócił nam się jeden z noclegów w Mostarze, plus jakieś tam drobne na piwo. Gdzieś w połowie pokazu podeszła do nas Polska rodzinka, zaczęli nas przepraszać, tłumaczyć że widzieli nas jak łapaliśmy stopa, ale mieli pełne auto i nie mogli nas zabrać.

DSC_04981Chwilę później dołączyła jeszcze Policja i kazali zbierać cały ten majdan, bo bez opłaconej licencji nie mamy prawa pracować w ten sposób.. Byli jednak na tyle mili, że pozwolili chociaż dokończyć wiadro, więc jeszcze coś do kapelusza zdążyło dolecieć :D

G0453719Nie było by pewnie żadnego problemu, gdyby nie zakapowała na nas jedna z matek której bezstresowo wychowany dzieciak poślizgnął się na płynie. Kolejni policjanci, którzy nas mijali gdy kończyliśmy wiadro, nawet się nie zatrzymali, a babce jeszcze bardziej gul zaczął skakać.. Spędziliśmy tam jeszcze trochę czasu i przed 22 poszliśmy szukać miejsca do spania. Niecały kilometr dalej znaleźliśmy miejsce idealne, niezbyt czysto i zalatywało slamsem, ale przynajmniej bez nieproszonych gości.

DSC_05061

Powoli, ale ważne że do przodu...

nilek2609

Znowu zerwało mnie na równe nogi bladym świtem, nie było sensu wracać do spania, więc na spokojnie ogarnąłem bałagan który zrobiliśmy dookoła siebie przez te dwa dni, spakowałem na nowo plecak i czekałem aż śpioch w końcu wstanie :D

DSC_04521Po dziesiątej Monika zrobiła resztę i opuściliśmy hostel. Wpadliśmy jeszcze do jednej z aptek po  kilka medykamentów, które miały mnie postawić w stu procentach do pionu, co ciekawe, we wszystkich aptekach na terenie Bośni, można kupić antybiotyki bez recepty :)

DSC_0453Zjedliśmy jeszcze porządne śniadanie i powoli na wylotówkę. Na stacji benzynowej gdzie zamierzaliśmy łapać, trafiliśmy na mały "korek" autostopowy, z tego co się dowiedzieliśmy, to odbywa się niemiecki odpowiednik naszego Polskiego "Autostoprace" do Czarnogóry.

DSC_0456Nie było sensu tracić zbyt wiele czasu, więc po godzinie spędzonej z Niemcami postanowiliśmy przejść się kawałek dalej, żeby tylko nie stać w takiej zbitej kupie, bo szansa złapania czegokolwiek spadała do minimum. Zaledwie sto metrów dalej w ciągu kilku minut zatrzymaliśmy o dziwo parkę Niemców, z którymi zajechaliśmy do Buny, a chwile później jechaliśmy kolejnym do Stolac.

DSC_0457Mały spacer po okolicy i ruszyliśmy dalej, żeby chociaż trochę nadrobić czas stracony przez te kilka ostatnich dni. Póki co nie zajechaliśmy za daleko, ale ważne że w końcu posuwaliśmy się do przodu.

DSC_0458Na kolejne auto musieliśmy dość długo czekać, ale za to zajechaliśmy o wiele dalej niż poprzednimi i przez przypadek trafiła nam się przejażdżka przez plan filmowy, wszędzie dookoła pełno ciężarówek ze sprzętem, ludzie biegający z kamerami i Monica Bellucci O.o

DSC_0464O 18 dojechaliśmy do centrum Trebinje, skąd musieliśmy przejść się dobre dwa kilometry na wylotówkę i dalej w drogę. Niestety czekała nas totalna klapa, po trzech godzinach stania jak kołki po prostu odpuściliśmy na rzecz zimnego piwa i internetów w okolicznej stacji benzynowej. Posiedzieliśmy jakiś czas i poszliśmy się rozbić sto metrów dalej.

DSC_0465

Mostar

nilek2609

29-30 sierpnia 2015

Wstaliśmy parę minut po ósmej, a niecałą godzinę później zebraliśmy wszystkie graty i szliśmy powoli w kierunku zjazdu na Mostar.

DSC_04111Co kilkadziesiąt metrów robiliśmy małe przystanki próbując kogoś zatrzymać, ale nie było chętnych, więc w połowie drogi zmieniliśmy karton na coś bliżej i po chwili zatrzymał się starszy Pan, który podśpiewując zabrał nas do Tarcina.

DSC_04171W mieście czekał nas kilometrowy spacer i jakieś piętnaście minut później siedzieliśmy w kolejnym aucie jadącym już do Mostaru. Na miejscu jeszcze mały pitstop na kawę w restauracji, odpoczęliśmy chwile i kolejny kilometr spacerkiem do hostelu.

DSC_0434Od razu po wejściu zostaliśmy zaproszeni na "taras", ojciec właściciela przyniósł nam po szklance soku z granatu domowej roboty, chwile później jak zobaczył, że nie wyglądam zbyt dobrze to przyniósł mi jeszcze szklankę soku z cytryn,, i zaprowadził do pokoju.

DSC_04362Padło tylko pytanie czy chcemy balkon czy nie, wiadomo jaka była odpowiedź :D Pokój rewelacja, w pełni umeblowana dwójeczka z łazienką i to za 10 euro od łebka, więc tyle samo co w większości dormitoriów za miejsce na łóżku a tu taka niespodzianka :)

DSC_0438Do wieczora odpoczywaliśmy w pokoju, później małe zakupy i na zwiedzanie starej części miasta, gdzie mieliśmy zaledwie kilka minut drogi od Deniego. Zjedliśmy kolacje w jednej z "knajpek" i wróciliśmy do pokoju napić się piwka na dobry koniec dnia.

DSC_04393Rano nie było już tak kolorowo, wszystko wróciło z jeszcze większą mocą i od razu było wiadomo że po raz kolejny będziemy uziemieni... Monika jeszcze w Jajcach próbowała mnie przekonać żebyśmy wracali do Polski, z resztą podobnie było teraz...

DSC_04431Postawiłem jednak na swoim i zostaliśmy na miejscu. Podobnie jak wczoraj wyszliśmy na miasto, tym razem nie szwendaliśmy się jednak bez celu, zjedliśmy jedynie kolacje, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do siebie.

DSC_04501

Cienisty człowiek, opiekunka i wizyta z Sarajewie...

nilek2609

27-28 sierpnia 2015

Rano żeby nadrobić co nieco dnia postanowiliśmy wstać wcześniej, myślałem że coś się poprawiło, ale niestety dalej czułem się jak.... wiecie co mam na myśli, z resztą niewiele lepiej wyglądałem. Wyszło na to że musieliśmy spędzić tu jeszcze jeden dzień, a Sarajewo musiało poczekać.

DSC_03911Większość czasu spędziliśmy w pokoju, spałem, wstawałem, spałem i tak w kółko... Dopiero koło 18 stanąłem w miarę na nogi i Monika wyciągnęła mnie na małe zwiedzanie miasta, ale co to za zwiedzanie przy którym nie ma wielkiego WOW, tylko człowiek chodzący jak cień. Nie było zbyt wielkiego sensu chodzić dalej, więc wróciliśmy do hostelu obejrzeć jakiś film i do spania.

DSC_0385Tym razem ruszyliśmy się dopiero z końcem Check Outu, zrobiliśmy małe zakupy w markecie i poszliśmy nad brzeg rzeki zjeść śniadanie. Później szybkie leczenie domowymi sposobami (czytaj: pięćdziesiątka z dużą ilością pieprzu) z czego Monika miała niezły ubaw...

DSC_03861I w końcu mogliśmy ruszyć na wylotówkę, niespełna pół godziny później zgarnął nas Karim z obietnicą podrzucenia do stolicy. Niestety w połowie drogi coś się sknociło i nasz kierowca zmienił plany zostawiając nas 60 km przed Sarajewem, powiedział jedynie że musi wyskoczyć do innego miasta, a później po nas wróci i pojedziemy dalej...

DSC_03871Jednak jak się pewnie domyślacie nigdy nie wrócił, to było z resztą widać gdy wychodziliśmy z auta, kierowca pożegnał się z nami jakby nie miał już wrócić, więc niewiele myśląc poszliśmy na jedną z większych zatoczek w okolicy i zaczęliśmy łapać.

DSC_03941Po jakichś pięciu minutach zatrzymała się wyraźnie zakłopotana Bośniaczka, której chyba zepsuło się auto, podbiegłem i okazało się że odpadła jej osłona, niewiele myśląc wróciłem do plecaka po kilka tryrytek i pospinałem wszystko jak trzeba, byle by dojechała do celu. Wstaje zadowolony z siebie i małe zdziwienie, bo to nie było wszystko, dopiero teraz zobaczyłem że złapała jeszcze gume....

DSC_04001Kolejne kilka minut zabawy z zapieczonymi śrubami, szybka podmianka i auto wróciło do stanu używalności, a kobieta w ramach wdzięczności zabrała nas na przedmieścia Sarajewa, po drodze chwaląc się znajomym przez telefon że Polacy jej koło zmieniali :D

DSC_0401Chwile kręciliśmy się po okolicy ogarniając jak się stąd wydostać i w końcu znaleźliśmy jakiś tramwaj którym mogliśmy dojechać do centrum miasta. Przez całą drogę nie znaleźliśmy kompletnie nic wartego większej uwagi, więc poszliśmy tylko do jednej z knajpek spróbować słynnego ćevapi (nie polecam) i jakąś godzinę później, tym samym tramwajem wracaliśmy na przedmieścia szukać czegoś w kierunku Mostaru.

DSC_04031W tramwaju bez żadnej przyczajki i skrępowania chciały nas okraść trzy osoby, "skanując" przez całą drogę nasze plecaki i telefony... Gdzieś w połowie drogi z powodu wizyty kanarów musieliśmy się ewakuować, niestety tym razem nie kupiliśmy biletów. Ale za to na dobre nam to wyszło, bo złodziejski trójkąt nie ogarnął zbyt szybko że wychodzimy i nie zdążyli wyjść za nami.

DSC_04061Przeszliśmy jeden przystanek dalej i weszliśmy do kolejnego tramwaju jadącego na pętle, a później piechotką 1,5 km do stacji benzynowej na obrzeżach miasta. Niestety nie szło nam tak dobrze jak wcześniej i siedzieliśmy na stacji do 22... Później trzeba było skapitulować, bo na nowo zaczęło mnie rozkładać.

DSC_04051Tym razem wszystko na raz, oczy zaropiały, uszy zaczęły boleć jak cholera i do tego standardowe przypadłości uprzykrzające człowiekowi życie, łącznie z przyozdabianiem pobocza...  Jakoś udało mi się pozbierać, więc przeszliśmy się kilometr dalej i rozbiłem namiot w środku pola pod jakąś reklamą, zjadłem pakiet pigułek i poszliśmy spać. 

DSC_04072

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci