Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Kotor, Budva i początek błogiej sielanki w Petrovac

nilek2609

2 września 2015

Pobudkę wczesnym rankiem zafundował nam kierowca autokaru przy którym wczoraj rozbiliśmy namiot, odpalił silnik i zaczął go po trochu "piłować" dając tym samym do zrozumienia że mamy się stamtąd szybko ulotnić, bo nie może wyjechać.

DSC_05212W biegu zebraliśmy rzeczy i w jakieś 2-3 minuty byliśmy na zewnątrz, już zabieraliśmy się do wyciągania śledzi z namiotu, żeby jak najszybciej go przesunąć. Kierowca jeszcze chwilę nas poobserwował i odjechał, bez najmniejszego problemu...

DSC_0530Po tej szybkiej akcji musieliśmy przepakować rzeczy, ten artystyczny nieład nie chciał za bardzo współpracować z pakownością naszych plecaków, na szczęście nie trwało to zbyt długo, a już chwilę później leżąc na karimatach delektowaliśmy się pięknymi widokami zajadając śniadanie.

DSC_05311Doładowaliśmy trochę "akumulatory", w tym czasie dosechł namiot i koło dziewiątej wróciliśmy do miasta. Z początku szukaliśmy jakiegoś miejsca gdzie dało by radę zostawić plecaki na jakiś czas, ale niestety nie wyszło, więc poszliśmy do jednej z kawiarni napić się porządnej kawy i nadrobić trochę internety.

DSC_05351Później razem z plecakami ruszyliśmy na podbój starego miasta, nie było tego zbyt wiele, bo miasteczko jest dość małe, ale za to bardzo urokliwe. Chodziliśmy od uliczki do uliczki, mijając bramę za bramą, aż w końcu trzeba było powoli lecieć dalej.

DSC_0538W kilka minut byliśmy na wylotówce, pół godziny w pełnym słońcu z naszymi "domkami" na plecach dało nam popalić, ale w końcu uratował nas jeden z kierowców i tak wylądowaliśmy w centrum Budvy.

DSC_05421Rozstawiliśmy się z bańkami na próbę i po dość długim czasie zarobiliśmy zawrotne parę euro, ale przynajmniej mieliśmy świetną zabawę z gromadką dzieciaków.

DSC_05491Stamtąd przenieśliśmy się do małej miejscowości 20 km dalej, gdzie zamierzaliśmy zająć się błogim nic nierobieniem, leżeniem na plaży, obijaniem i wszystkim na co mieliśmy w tym momencie ochotę, bez jakichkolwiek ograniczeń czasowych.

DSC_0550Wyjątkowo szybko dojechaliśmy do Petrovac, starszy pan wysadził nas w pobliżu jednego z trzech okolicznych kempingów, pożyczył nam dobrej zabawy i odjechał, a my na dobry początek postanowiliśmy rozeznać się w cenach, w końcu do morza był tylko kawałek.

DSC_0555Zazwyczaj taka lokalizacja trochę kosztuje, a tu spotkała nas miła niespodzianka, wybraliśmy kamping zaledwie 200 m od plaży za bagatela 4,5 euro od osoby. Cena niewielka, grzechem było by nie skorzystać, szczególnie że nie musieliśmy za nic dopłacać, z czym różnie bywało w innych miejscach.

DSC_0558W recepcji spisali jedynie nasze dane i życzyli miłego wypoczynku, dość szybko znaleźliśmy miejsce idealne, rozstawiliśmy namiot, podłączyliśmy sprzęt i poszliśmy na plażę popływać w świetle księżyca. :)

DSC_05641

Czarnogóra - pierwsze chwile na nowej ziemi

nilek2609

1 września 2015

Dla jednych początek szkoły, a dla nas kolejny dzień pięknej przygody. Powoli zaczęliśmy zbierać i pakować rzeczy, namiot rozłożyliśmy na czynniki pierwsze żeby wysechł, zjedliśmy śniadanie i poszliśmy obok napić się porządnej kawy na dobry początek dnia.

DSC_0477Pogoda rewelacyjna, więc niezbyt śpiesznie wróciliśmy na zatoczkę łapać stopa do Herceg Novi, gdzie po południu zabrał nas starszy Serb. W końcu jednak dotarliśmy na przejście graniczne, gdzie z wielkim uśmiechem przywitał nas jeden z celników i zaczął badawczo oglądać nasze paszporty.

DSC_04751Chwilę później z jeszcze większym bananem na dziobie zapytał czy mówimy po angielsku, po czym zwrócił się w moją stronę i zaczął pytać czy podobało mi się w Iraku... Myślałem że będzie robił jakieś problemy, ale jedynie się zaśmiał i życzył nam miłego dnia.

DSC_0485Z miejsca gdzie wysadził nas Serb, przeszliśmy kawałek do kolejnego miasteczka, gdzie zaczęliśmy łapać dalej. Zdążyliśmy porządnie się najeść i obserwowaliśmy całą okolicę, co nie sprawiało nam zbyt wielkiej radości z powodu okolicznych ludzi, którzy patrzyli na nas jak na gówno... Jedynie obcokrajowcy byli dla nas mili, odwzajemniali uśmiechy i w końcu zabrała nas parka Rosjan.

DSC_04941Minęliśmy przystań promową, kierowca pojechał jednak dalej okrężną drogą i w końcu mówi że jesteśmy na miejscu, on tu musi skręcać, a my mamy radzić sobie dalej sami. Zanim nas zabrali, mieliśmy zaledwie 30 km do celu, przejechaliśmy ponad 20, a mimo to zostało nam dalej ponad 20... Nie mając wielkiego wyboru poszliśmy przed siebie łapiąc co rusz nadjeżdżające auta o po kilku minutach zgarnęli nas Polacy :D

DSC_0486Kilka kilometrów dalej musieliśmy się pożegnać i szukać nowego transportu, zanim zdarzyłem naszykować kolejny karton, Monice udało się zatrzymać jakiegoś Serba, który zabrał nas do centrum Kotoru. Piękne stare miasto z masą turystów, więc postanowiliśmy skorzystać z okazji i co nieco dorobić na bańkach.

DSC_04963

Po trzech wiadrach było dość dobrze, zwrócił nam się jeden z noclegów w Mostarze, plus jakieś tam drobne na piwo. Gdzieś w połowie pokazu podeszła do nas Polska rodzinka, zaczęli nas przepraszać, tłumaczyć że widzieli nas jak łapaliśmy stopa, ale mieli pełne auto i nie mogli nas zabrać.

DSC_04981Chwilę później dołączyła jeszcze Policja i kazali zbierać cały ten majdan, bo bez opłaconej licencji nie mamy prawa pracować w ten sposób.. Byli jednak na tyle mili, że pozwolili chociaż dokończyć wiadro, więc jeszcze coś do kapelusza zdążyło dolecieć :D

G0453719Nie było by pewnie żadnego problemu, gdyby nie zakapowała na nas jedna z matek której bezstresowo wychowany dzieciak poślizgnął się na płynie. Kolejni policjanci, którzy nas mijali gdy kończyliśmy wiadro, nawet się nie zatrzymali, a babce jeszcze bardziej gul zaczął skakać.. Spędziliśmy tam jeszcze trochę czasu i przed 22 poszliśmy szukać miejsca do spania. Niecały kilometr dalej znaleźliśmy miejsce idealne, niezbyt czysto i zalatywało slamsem, ale przynajmniej bez nieproszonych gości.

DSC_05061

Powoli, ale ważne że do przodu...

nilek2609

Znowu zerwało mnie na równe nogi bladym świtem, nie było sensu wracać do spania, więc na spokojnie ogarnąłem bałagan który zrobiliśmy dookoła siebie przez te dwa dni, spakowałem na nowo plecak i czekałem aż śpioch w końcu wstanie :D

DSC_04521Po dziesiątej Monika zrobiła resztę i opuściliśmy hostel. Wpadliśmy jeszcze do jednej z aptek po  kilka medykamentów, które miały mnie postawić w stu procentach do pionu, co ciekawe, we wszystkich aptekach na terenie Bośni, można kupić antybiotyki bez recepty :)

DSC_0453Zjedliśmy jeszcze porządne śniadanie i powoli na wylotówkę. Na stacji benzynowej gdzie zamierzaliśmy łapać, trafiliśmy na mały "korek" autostopowy, z tego co się dowiedzieliśmy, to odbywa się niemiecki odpowiednik naszego Polskiego "Autostoprace" do Czarnogóry.

DSC_0456Nie było sensu tracić zbyt wiele czasu, więc po godzinie spędzonej z Niemcami postanowiliśmy przejść się kawałek dalej, żeby tylko nie stać w takiej zbitej kupie, bo szansa złapania czegokolwiek spadała do minimum. Zaledwie sto metrów dalej w ciągu kilku minut zatrzymaliśmy o dziwo parkę Niemców, z którymi zajechaliśmy do Buny, a chwile później jechaliśmy kolejnym do Stolac.

DSC_0457Mały spacer po okolicy i ruszyliśmy dalej, żeby chociaż trochę nadrobić czas stracony przez te kilka ostatnich dni. Póki co nie zajechaliśmy za daleko, ale ważne że w końcu posuwaliśmy się do przodu.

DSC_0458Na kolejne auto musieliśmy dość długo czekać, ale za to zajechaliśmy o wiele dalej niż poprzednimi i przez przypadek trafiła nam się przejażdżka przez plan filmowy, wszędzie dookoła pełno ciężarówek ze sprzętem, ludzie biegający z kamerami i Monica Bellucci O.o

DSC_0464O 18 dojechaliśmy do centrum Trebinje, skąd musieliśmy przejść się dobre dwa kilometry na wylotówkę i dalej w drogę. Niestety czekała nas totalna klapa, po trzech godzinach stania jak kołki po prostu odpuściliśmy na rzecz zimnego piwa i internetów w okolicznej stacji benzynowej. Posiedzieliśmy jakiś czas i poszliśmy się rozbić sto metrów dalej.

DSC_0465

Mostar

nilek2609

29-30 sierpnia 2015

Wstaliśmy parę minut po ósmej, a niecałą godzinę później zebraliśmy wszystkie graty i szliśmy powoli w kierunku zjazdu na Mostar.

DSC_04111Co kilkadziesiąt metrów robiliśmy małe przystanki próbując kogoś zatrzymać, ale nie było chętnych, więc w połowie drogi zmieniliśmy karton na coś bliżej i po chwili zatrzymał się starszy Pan, który podśpiewując zabrał nas do Tarcina.

DSC_04171W mieście czekał nas kilometrowy spacer i jakieś piętnaście minut później siedzieliśmy w kolejnym aucie jadącym już do Mostaru. Na miejscu jeszcze mały pitstop na kawę w restauracji, odpoczęliśmy chwile i kolejny kilometr spacerkiem do hostelu.

DSC_0434Od razu po wejściu zostaliśmy zaproszeni na "taras", ojciec właściciela przyniósł nam po szklance soku z granatu domowej roboty, chwile później jak zobaczył, że nie wyglądam zbyt dobrze to przyniósł mi jeszcze szklankę soku z cytryn,, i zaprowadził do pokoju.

DSC_04362Padło tylko pytanie czy chcemy balkon czy nie, wiadomo jaka była odpowiedź :D Pokój rewelacja, w pełni umeblowana dwójeczka z łazienką i to za 10 euro od łebka, więc tyle samo co w większości dormitoriów za miejsce na łóżku a tu taka niespodzianka :)

DSC_0438Do wieczora odpoczywaliśmy w pokoju, później małe zakupy i na zwiedzanie starej części miasta, gdzie mieliśmy zaledwie kilka minut drogi od Deniego. Zjedliśmy kolacje w jednej z "knajpek" i wróciliśmy do pokoju napić się piwka na dobry koniec dnia.

DSC_04393Rano nie było już tak kolorowo, wszystko wróciło z jeszcze większą mocą i od razu było wiadomo że po raz kolejny będziemy uziemieni... Monika jeszcze w Jajcach próbowała mnie przekonać żebyśmy wracali do Polski, z resztą podobnie było teraz...

DSC_04431Postawiłem jednak na swoim i zostaliśmy na miejscu. Podobnie jak wczoraj wyszliśmy na miasto, tym razem nie szwendaliśmy się jednak bez celu, zjedliśmy jedynie kolacje, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do siebie.

DSC_04501

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci