Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Kierunek Belgrad

nilek2609

3 maj 2014

Dzisiejszy dzień zaczęliśmy na spokojnie od pobudki przed dziesiątą, prysznica i porządków w plecaku, po czym pożegnaliśmy się z nowymi znajomymi i udaliśmy się czym prędzej na plażę zjeść śniadanie. Spędziliśmy tu nasze ostatnie chwile nad morzem czarnym i ruszyliśmy w dalszą drogę. 

Nie musieliśmy długo czekać na transport do Constanty, który sam nas znalazł, pech chciał że później nie było już tak kolorowo bo kierowca wysadził nas w niezbyt dobrym miejscu w którym spędziliśmy dość długo jak na nasze wcześniejsze szczęście. W okolicy tylko kilka domów i myjnia samochodowa koło której próbowaliśmy łapać dzięki czemu zrobili sobie z nas małą atrakcję, staliśmy tam może pół godziny aż w końcu któryś z miejscowych stwierdził że chyba nas nie stać na autobus i wręczył nam 10 lei (ok 10 zł) ale odmówiliśmy, jakoś nam tak głupio było je przyjąć... Dzięki temu szczęście o nas sobie przypomniało i mieliśmy transport do autostrady z której po 5 minutach złapaliśmy kolejny na 340 km, pod samo Pitesti.

DSC_0492Kolejny raz coś poszło nie tak, wylądowaliśmy na zjeździe z autostrady przy którym nikt nie chciał się nam zatrzymać, chwilę później domyśliliśmy się że to pewnie przez ten radiowóz który stał po drugiej stronie drogi i odstraszał nam kierowców.

DSC_0494Spędziliśmy tam prawie dwie godziny chodząc tam i z powrotem bo pojawił się kolejny radiowóz który dla odmiany stanął po naszej stronie, dzięki czemu nie mieliśmy zbyt wielkiego pola manewru. W końcu chyba im się znudziła zabawa w kotka i myszkę więc odjechali, a my po chwili "wygraliśmy w lotto" i wylądowaliśmy w  Pitesti skąd od razu łapaliśmy w kierunku Belgradu.

DSC_0496
Dzięki uprzejmości żandarma do końca dnia udało nam się dojechać do Crajovej w której zaliczyliśmy nockę. Ruch zrobił się tragiczny a do tego nikt nie chciał się zatrzymywać bo późno więc nie było najmniejszego sensu marznąć.

W poszukiwaniu Raju

nilek2609

2 maj 2014

Dzisiaj czekała na nas bardzo wczesna pobudka, nasz host musi w końcu pracować więc po 8 się z nim pożegnaliśmy i ruszyliśmy planować gdzie ruszamy dalej. Okazało się że Monika z którą wyruszyłem z Polski musi już wracać do kraju, bo uczelnia na nią czeka, w takiej samej sytuacji był też Mateusz, więc stwierdziliśmy że się pozamieniamy i każda z par ruszy odmiennym szlakiem. My z Moniką postanowiliśmy ruszyć w dalszą drogę, zrobiliśmy jeszcze mały postój po środku parkingu przy parlamencie żeby ustalić gdzie się w ogóle wybieramy. Dookoła fruwały kartki z atlasu, pomysły rzucane na wiatr, aż w końcu porozumienie.. jedziemy do Vama Veche odpocząć od zabytków i ulicznych korków.

 

Zebraliśmy nasze manatki z drogi i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę obrzeży które były dość daleko, po 2 km stwierdziliśmy że to niema najmniejszego sensu i niema co się męczyć więc wskoczyliśmy w tramwaj którym dotarliśmy prawie tam gdzie chcieliśmy. Jeszcze mały spacer z kartką i niespodzianka, zatrzymało się koło nas auto z pytaniem czy wybieramy się do Constanty, szybka ocena sytuacji i wsiadamy, stamtąd będzie tylko 50 km do celu.

DSC_0416

 

Naszym kierowcą okazała się kolejna osoba mająca związek z parlamentem, takie chyba nasze szczęście, ten cały czas jednak w nim pracuje i ma biuro na ostatnim jego piętrze. Po dwu i pół godzinnej jeździe wylądowaliśmy nad morzem gdzie chcieliśmy zrobić krótki postój który przerodził się w dłuższą drzemkę na naszej "prywatnej plaży"

DSC_0439

która z innej perspektywy wyglądała tak:

DSC_0459

 

Dzięki czemu przez większość czasu byliśmy małą atrakcją dla klientów restauracji i ludzi spacerujących deptakiem, ale dla nas nie miało to najmniejszego znaczenia . Chwile po czwartej byliśmy już na głównej drodze z kartką Vama Veche czekając aż ktoś się nad nami zlituje i zaprosi do auta, no i stał się cud, zabrała nas rodzinka która jechała w odwiedziny, dzięki czemu wylądowaliśmy w samym centrum "miasteczka". 

DSC_0469

 

 Pierwsze kroki na nowym terenie zakończyły się zakupami i wywieszeniem polskiej flagi na plecak ponieważ widziałem na grupie że sporo osób miało do vamy przyjechać na majówkę. Może nie trafiliśmy na autostopowiczów ale zanim zdążyliśmy dojść do plaży, zaczepiły nas dwie Polki z Erasmusa i zaprosiły do wspólnego grillowania razem z przyjaciółmi. 

DSC_0473

 

Zabawa trwała w najlepsze prawie do rana i zakończyła się miłym akcentem, bo dzięki naszym erasmusom mogliśmy wziąć prysznic i mieliśmy ciepłe miejsce do spania zamiast nocki na zimnej plaży.

 

 

 

Zdobywając Rumuńską stolicę

nilek2609

1 maj 2014

Rano nie mieliśmy najmniejszej ochoty na pobudkę, każdy obracał się tylko z boku na bok chcąc spędzić ostatnie wygodne chwile w łóżku. Gdy w końcu każdy się zebrał ze swoim majdanem, to gromadką wesołych i niewyspanych trupów pomaszerowaliśmy na śniadanie. Gdy tylko wszyscy byliśmy gotowi, cały dobytek wpakowaliśmy do schowka i powędrowaliśmy w góry zobaczyć z bliska Rumuńskie Hollywood.

 

DSC_0198

Skąd była najlepsza panorama na całe miasto i okolice. Koło południa wróciliśmy do centrum przekąsić jeszcze coś przed dalszą drogą i trafiliśmy na wynalazki takie jak Covridogi, czyli bułkę ala rogalik, zapieczoną z szynką i mozzarellą w środku. Dobre, sycące i idealne na kieszeń autostopowicza.

 

DSC_0301

Przed 14 zorientowaliśmy się że jest trochę późno a my musimy dzisiaj dotrzeć do naszego hosta w Bukareszcie, więc postanowiliśmy złapać autobus miejski którym wydostaliśmy się poza miasto. Tak jak ostatnio, sytuacja się powtarza i w tym samym momencie łapiemy po aucie dla siebie, kierowca z którym jechała Monika z Mateuszem po 30km stwierdził że nas też może zabrać i dogadał się z naszym przez telefon żeby nas wysadził po drodze.

Dzięki niemu jechaliśmy do celu całą paczką, kolejną niespodzianką był nieplanowany postój w Sinai który zafundował nam kierowca. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu, ale obeszliśmy cały teren najpiękniejszego zamku w Rumuni. Szkoda że nie mogliśmy wejść do środka, a wszystko to przez gigantyczną kolejkę do kasy, przynajmniej będę miał powód żeby kiedyś tam wrócić.

 

DSC_0304

Późnym popołudniem dotarliśmy do Bukaresztu, po którym zaliczyliśmy jeszcze długą przejażdżkę po mieście i kilku ciekawych opowieści szczególnie o parlamencie w którym Kornel zajmował kilka lat temu wysokie stanowisko. Teraz wiedzie spokojne i dostatnie życie jako właściciel hotelu nie musząc się martwić o przyszłość...

 

DSC_0408

Kornel wysadził nas pod parlamentem z którego mieliśmy kilka minut drogi do naszego hosta, niby blisko a jednak daleko, a wszystko przez to że nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej klatki którą jak się później okazało mieliśmy cały czas pod nosem. W końcu się udało i poznaliśmy Mathiasa, jedną z najbardziej pozytywnych osób od początku wyprawy. Na przywitanie poczęstował nas POLSKĄ Orzechówką, która nie była jedynym polskim akcentem w jego domu. Po krótkiej integracji zostawiliśmy wszystkie rzeczy i poszliśmy zwiedzać miasto w iście muzycznych nastrojach.

DSC_0345

W czasie zwiedzania trafiliśmy chyba do najlepszej restauracji w mieście, a że głód nam doskwierał, więc postanowiliśmy skorzystać nie myśląc o cenie. Pierwsze co nas zaskoczyło to ceny rodem z Polskich barów mlecznych, czyli po prostu grosze za dobre jedzenie, na dokładkę dobra muzyka, tańce na żywo i PAPUGI dotrzymujące towarzystwa, po prostu bajka. Po „obiadku” zrobiliśmy zakupy w ostatnim otwartym sklepie w okolicy i wróciliśmy do hosta na wieczorną imprezę. Mathias zaskoczył nas kolacją w stylu francuski, do której podał dobre rumuńskie wino i inne przysmaki, dzięki czemu byliśmy w siódmym niebie. Gdy każdy był już pełny Mathias zaczął „kombinować” czyli oczywiście polewać robiąc totalne miksy alkoholowe z których wyszła zabawa do rana.

 

 

DSC_0405

Na szlaku Draculi

nilek2609

30 kwietnia 2014

Rano pobudkę zafundowali nam okoliczni mieszkańcy którzy przyszli napełnić bańki wodą z okolicznego źródełka i wtedy dopiero zobaczyliśmy gdzie się tak naprawdę rozbiliśmy..

DSC_0107Nikt nie miał do nas pretensji, więc na spokojnie zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy cały bałagan który zrobiliśmy na poletku i ruszyliśmy w stronę kauflanda żeby się umyć i naładować elektronikę :) 

Po całym tym porannym zamieszaniu ruszyliśmy za miasto łapać stopa do kolejnego zamku, co zajeło nam dosłownie chwile. Monika wraz z Mateuszem złapali tira w tym samym czasie co my, więc jedziemy "razem". Trafił nam sie kierowca nie znający za bardzo angielskiego ale i tak starał się nam pokazać i opowiedzieć jak najwięcej o okolicy, droga zleciała szybko i gdy dotarliśmy do kolejnego miasta, reszta już na nas tam czekała.

Na początek kupiliśmy kilka pamiątek od miłych babuszek handlujących pod zamkiem i ruszyliśmy na zwiedzanie.

10527694_698294953552931_638732114342877405_nResztę dnia spędziliśmy popijając piwko i korzystając z darmowego wifi, a pod wieczór obraliśmy kierunek powrotny. Do pierwszego auta które udało nam się złapać wpakowaliśmy obie Moniki, a my z Mateuszem szukaliśmy czegoś jeszcze dla siebie, co też nie zajęło wiele czasu. Starszy kierowca widząc nasze miny ala kot ze Shreka, zlitował się nad nami i zawiózł nas pod sam hostel.

DSC_0188Po zameldowaniu zrobiliśmy szybką akcje, prysznic, po kanapce i lecimy zwiedzać miasto bez plecaków :) shigishoara nocą jest naprawde pięknym miastem ale ma jeden minus - wszystko jest pozamykane po 23 o czym wcześniej nie pomyśleliśmy i koniec końców po powrocie czekały na nas zupki chińskie z radomia... Nie mogło też zabraknąć wieczornego Melanżu

DSC_0216

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci