Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Zdobywając Rumuńską stolicę

nilek2609

1 maj 2014

Rano nie mieliśmy najmniejszej ochoty na pobudkę, każdy obracał się tylko z boku na bok chcąc spędzić ostatnie wygodne chwile w łóżku. Gdy w końcu każdy się zebrał ze swoim majdanem, to gromadką wesołych i niewyspanych trupów pomaszerowaliśmy na śniadanie. Gdy tylko wszyscy byliśmy gotowi, cały dobytek wpakowaliśmy do schowka i powędrowaliśmy w góry zobaczyć z bliska Rumuńskie Hollywood.

 

DSC_0198

Skąd była najlepsza panorama na całe miasto i okolice. Koło południa wróciliśmy do centrum przekąsić jeszcze coś przed dalszą drogą i trafiliśmy na wynalazki takie jak Covridogi, czyli bułkę ala rogalik, zapieczoną z szynką i mozzarellą w środku. Dobre, sycące i idealne na kieszeń autostopowicza.

 

DSC_0301

Przed 14 zorientowaliśmy się że jest trochę późno a my musimy dzisiaj dotrzeć do naszego hosta w Bukareszcie, więc postanowiliśmy złapać autobus miejski którym wydostaliśmy się poza miasto. Tak jak ostatnio, sytuacja się powtarza i w tym samym momencie łapiemy po aucie dla siebie, kierowca z którym jechała Monika z Mateuszem po 30km stwierdził że nas też może zabrać i dogadał się z naszym przez telefon żeby nas wysadził po drodze.

Dzięki niemu jechaliśmy do celu całą paczką, kolejną niespodzianką był nieplanowany postój w Sinai który zafundował nam kierowca. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu, ale obeszliśmy cały teren najpiękniejszego zamku w Rumuni. Szkoda że nie mogliśmy wejść do środka, a wszystko to przez gigantyczną kolejkę do kasy, przynajmniej będę miał powód żeby kiedyś tam wrócić.

 

DSC_0304

Późnym popołudniem dotarliśmy do Bukaresztu, po którym zaliczyliśmy jeszcze długą przejażdżkę po mieście i kilku ciekawych opowieści szczególnie o parlamencie w którym Kornel zajmował kilka lat temu wysokie stanowisko. Teraz wiedzie spokojne i dostatnie życie jako właściciel hotelu nie musząc się martwić o przyszłość...

 

DSC_0408

Kornel wysadził nas pod parlamentem z którego mieliśmy kilka minut drogi do naszego hosta, niby blisko a jednak daleko, a wszystko przez to że nie mogliśmy znaleźć odpowiedniej klatki którą jak się później okazało mieliśmy cały czas pod nosem. W końcu się udało i poznaliśmy Mathiasa, jedną z najbardziej pozytywnych osób od początku wyprawy. Na przywitanie poczęstował nas POLSKĄ Orzechówką, która nie była jedynym polskim akcentem w jego domu. Po krótkiej integracji zostawiliśmy wszystkie rzeczy i poszliśmy zwiedzać miasto w iście muzycznych nastrojach.

DSC_0345

W czasie zwiedzania trafiliśmy chyba do najlepszej restauracji w mieście, a że głód nam doskwierał, więc postanowiliśmy skorzystać nie myśląc o cenie. Pierwsze co nas zaskoczyło to ceny rodem z Polskich barów mlecznych, czyli po prostu grosze za dobre jedzenie, na dokładkę dobra muzyka, tańce na żywo i PAPUGI dotrzymujące towarzystwa, po prostu bajka. Po „obiadku” zrobiliśmy zakupy w ostatnim otwartym sklepie w okolicy i wróciliśmy do hosta na wieczorną imprezę. Mathias zaskoczył nas kolacją w stylu francuski, do której podał dobre rumuńskie wino i inne przysmaki, dzięki czemu byliśmy w siódmym niebie. Gdy każdy był już pełny Mathias zaczął „kombinować” czyli oczywiście polewać robiąc totalne miksy alkoholowe z których wyszła zabawa do rana.

 

 

DSC_0405

Na szlaku Draculi

nilek2609

30 kwietnia 2014

Rano pobudkę zafundowali nam okoliczni mieszkańcy którzy przyszli napełnić bańki wodą z okolicznego źródełka i wtedy dopiero zobaczyliśmy gdzie się tak naprawdę rozbiliśmy..

DSC_0107Nikt nie miał do nas pretensji, więc na spokojnie zjedliśmy śniadanie, ogarnęliśmy cały bałagan który zrobiliśmy na poletku i ruszyliśmy w stronę kauflanda żeby się umyć i naładować elektronikę :) 

Po całym tym porannym zamieszaniu ruszyliśmy za miasto łapać stopa do kolejnego zamku, co zajeło nam dosłownie chwile. Monika wraz z Mateuszem złapali tira w tym samym czasie co my, więc jedziemy "razem". Trafił nam sie kierowca nie znający za bardzo angielskiego ale i tak starał się nam pokazać i opowiedzieć jak najwięcej o okolicy, droga zleciała szybko i gdy dotarliśmy do kolejnego miasta, reszta już na nas tam czekała.

Na początek kupiliśmy kilka pamiątek od miłych babuszek handlujących pod zamkiem i ruszyliśmy na zwiedzanie.

10527694_698294953552931_638732114342877405_nResztę dnia spędziliśmy popijając piwko i korzystając z darmowego wifi, a pod wieczór obraliśmy kierunek powrotny. Do pierwszego auta które udało nam się złapać wpakowaliśmy obie Moniki, a my z Mateuszem szukaliśmy czegoś jeszcze dla siebie, co też nie zajęło wiele czasu. Starszy kierowca widząc nasze miny ala kot ze Shreka, zlitował się nad nami i zawiózł nas pod sam hostel.

DSC_0188Po zameldowaniu zrobiliśmy szybką akcje, prysznic, po kanapce i lecimy zwiedzać miasto bez plecaków :) shigishoara nocą jest naprawde pięknym miastem ale ma jeden minus - wszystko jest pozamykane po 23 o czym wcześniej nie pomyśleliśmy i koniec końców po powrocie czekały na nas zupki chińskie z radomia... Nie mogło też zabraknąć wieczornego Melanżu

DSC_0216

 

Spotkanie u Hrabiego Draculi

nilek2609

28-29 kwietnia 2014

Tym razem szybka pobudka, śniadanie i w drogę. Szwagier podwiózł mnie na główną drogę skąd miałem po chwili transport z powrotem do warszawy w której utknąłem tak jak kilka dni temu, ale tym razem postanowiłem się nie załamywać. Zrobiłem sobie dłuższy spacer, potem komunikacja miejska i znowu spacer aż zwątpiłem zacząłem łapać w centrum miasta, niby to głupota ale się opłaciła. Trafiły mi się trzy dziewczyny i cinquecento, a ja z plecakiem 75l na plecach... chwile nam zajęło zanim się jakoś upchnęliśmy ale nikomu to nie przeszkadzało. Dzięki moim dobrodziejką wylądowałem w Pruszkowie skąd obrałem kierunek na Łudź, do której dotarłem dwie godziny później i zacząłem szukać adresu który mi dała Monika. W końcu znalazłem adres i Monike czekającą z wielkim plecakiem.

Było już dość późno a chcieliśmy dzisiaj dotrzeć na Słowację, więc przydało by się pośpieszyć, co nam niestety nie wyszło bo w centrum wsiedliśmy nie do tego tramwaju co trzeba i wylądowaliśmy z całkiem innej strony miasta. Chwila zdenerwowania, ale wsiadamy w kolejny, tym razem w dobrym kierunku i lądujemy na jakimś przystanku gdzie moje oczy ujrzały piękny napis PIZZA, mała zmiana planów i robimy przerwę na obiad. Pół godziny później wracamy najedzeni na przystanek z myślą że uda nam się coś złapać, uzbrojeni w małą kartkę z napisem Kraków, niestety nie przynosiła ona żadnego efektu więc poszedłem szukać większego a w tym czasie Monice udało się zatrzymać Tira z tym na pace...

DSC_0014__Kopia

Kto wybrzydza, ten nie jedzie.. Decyzja dobra bo Tomek obiecał nas zabrać pod słowacką granicę gdzie ma rozładunek, gdy dojechaliśmy na miejsce nie chciał nas tak zostawiać w nocy więc obdzwonił połowę kumpli z firmy pytając kto gdzie jedzie i na 24 załatwił nam tira pod Budapeszt. 

Tak jak nam obiecał Tomek, chwile po 24 podjechał nasz kolejny kierowca i ruszyliśmy na Węgry. O 5:30 zostaliśmy wysadzeni na jakimś parkingu, pora na łapanie średnia ale postanowiliśmy spróbować naszych sił, co zajęło nam dwie i pół godziny, ale w końcu ruszyliśmy z miejsca. Dzięki uprzejmości kolejnego kierowcy, my wylądowaliśmy 17km od granicy z Rumunią, natomiast on spóźnił się na spotkanie bo chciał nas wysadzić w takim miejscu żeby nic nam się nie stało i wypytywał o nie połowę ludzi z okolicy. Z kolejnym autem nie było już tak ciężko, czekaliśmy może 20 minut chociaż ruch był marny jak na końcu świata. Daniel który się nam zatrzymał, był naszym pierwszym Rumuńskim kierowcą i zrobił na nas bardzo dobre wrażenie, co mnie pozytywnie zaskoczyło bo zawsze byłem błędnego przekonania że w Rumuni mieszkają sami cyganie (nawet oni mają z nimi problem). Przez całą drogę rozglądaliśmy się na wszystkie strony, poczuliśmy się jak 20 lat do tyłu. W miasteczkach małe domy i kamieniczki, niektóre w dość opłakanym stanie, dość często trafiały się cygańskie wille..

DSC_0040

Z Danielem przejechaliśmy pół kraju i wylądowaliśmy w Sibiu, skąd już tylko rzut beretem do celu, niestety szyki pomieszała nam pogoda która w 5 minut ze słonecznej zrobiła się taka..

DSC_0053Myśleliśmy że utkniemy pod tym wiaduktem na kilka godzin, ale się myliliśmy bo udało nam się zatrzymać auto do samego celu, aż pod zamek Hrabi Draculi, gdzie miała czekać na nas reszta ekipy... W Sighișoara poznaliśmy pozostałą czwórkę i poszliśmy razem zwiedzać zamek, trochę fotek i na miasto w poszukiwaniu zapasów na wieczór i nockę.

Kolejnym punktem były poszukiwania dobrego miejsca do spania co było dość trudne, nie było kompletnie gdzie rozbić namiotu, na początku wylądowaliśmy na romskich slumsach gdzie nie było za ciekawie, potem przeszukiwaliśmy jakiś lasek ale nie dało sie nigdzie rozbić. Finał skończył się na tym że rozbiliśmy namioty na wzgórzu które górowało nad całym miastem i zaczęliśmy sjestę.

DSC_0093 po małym piwku dla każdego :)

Podróży nadszedł czas

nilek2609

24-27 kwietnia 2014

Ostatnie przygotowania już za mną, zawartość plecaka sprawdzona i wygląda na to że wszystko co mi może być potrzebne mam spakowane więc można ruszać w drogę. Wstałem o "świcie", ostatnie śniadanie we własnym domu, pożegnałem się z mamą i o godzinie 6:00 byłem już na wylotówce z miasta. Pierwszym moim kierunkiem był Bytom w którym planowałem zostać u brata i jego rodzinki na noc, trzeba było nadrobić moją długą nieobecność w kraju i jednocześnie pożegnać przed wyprawą w nieznane.

Kolejnego dnia planowałem wstać tak jak wcześniej i szybko ruszyć w dalszą drogę, ale wiadomo jak to z rodzinką, wszystko na spokojnie... Więc na obrzeża miasta dotarłem dopiero po 10, ruch był średni ale mi się poszczęściło i trafiłem na miłego kierowcę z którym z początku miałem przejechać tylko kilka kilometrów które zmieniło się w prawie 100. Na koniec zostałem wysadzony pod Macdonaldem przy trasie na warszawe, gdzie spędziłem dłuższą chwile jedząc śniadanie i wysłuchując mojej przyjaciółki przez telefon, która usilnie starała się mnie odwieźć od pomysłu tej podróży na każdy możliwy sposób. Po godzinie stwierdziłem że koniec tego dobrego i trzeba ruszać dalej bo przed nocą się nie wyrobie. Wystarczyło tylko wyjść na drogę i chwile później było słychać głośny klakson za plecami, kierowca rozmawiał z kimś przez telefon, rzucił tylko szybkie pytanie gdzie jadę i wrócił do rozmowy. Jechaliśmy tak prawie godzinę bez słowa co mi nie za bardzo odpowiadało, bo z reguły jestem gadułą a takie siedzenie bez słowa jest dość nudne, więc zagaiłem go o jego cel podróży i gdzie mnie podwiezie. Z początku nie było za ciekawie ale jakoś się rozkręciło, kierowca miał się spotkać z jakimś kontrahentem w połowie drogi do warszawy, ale z mienił zdanie i stwierdził że równie dobrze może mnie tam zawieźć a tamta osoba nie będzie musiała przyjeżdżać. Dzięki czemu wylądowałem w Jankach, skąd graniczyło z cudem żeby się wydostać na stopa w kierunku Siedlec, wyszło na to że przez 3h jeździłem na gapę całą warszawską komunikacją miejską, ale w końcu się wydostałem. Zmarnowany i z niechęcią do stolicy zacząłem łapać, kilka minut i zabrało mnie moje pierwsze darmowe TAXI którym przejechałem 35km. Na dzisiaj zostało mi raptem jeszcze raz tyle by wylądować tym razem u siostry ale im bliżej celu tym dłużej musiałem czekać bo ponad godzinę, całe szczęście się opłaciło bo zabrały mnie dwie piękne dziewczyny i odwiozły pod same drzwi :)

W nocy sprawdzając poczte trafiłem na wiadomość od Kasi z którą mieliśmy razem ruszyć w dalszą podróż, że niestety będzie mogła ruszyć dopiero za tydzień. Kompletnie nie wiedziałem co mam robić bo zamierzałem spędzić pod warszawą tylko weekend, a nie ponad tydzień, ale z pomocą przyszła mi nasza kochana brać autostopowa na facebooku i szybko znalazłem kompankę na ten nie planowany extra tydzień. Kolejnego dnia napisała do mnie Monika że szuka towarzysza podróży do Rumuni, gdzie mamy się spotkać z jej znajomymi na majówce. Ustaliliśmy wszystkie plany i do poniedziałku...

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci