Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

GTA San Salvador

nilek2609

Mimo że wstaliśmy przed piątą, dopiero trzy godziny później ruszyliśmy się ze stacji, było jeszcze zbyt wcześnie i mało aut jeździło, do tego żołądek dalej stawiał mocne opory. Na cztery auta dojechaliśmy do granicy z Salwadorem i poszliśmy się odprawić w punkcie migracyjnym. Pozytywnie nas zaskoczyli Gwatemalczycy,po raz kolejny nie zapłaciliśmy ani grosza za wyjazd, więc kolejne 5$ zostaje nam w kieszeni. Chyba nawet nie wiedzieli że mamy coś płacić. Z resztą patrząc na miny Salwadorczyków widzących nasze paszporty, oni jeszcze bardziej nie ogarniali, przejście które wybraliśmy nie było zbyt turystyczne.

IMG_20180117_163232_HDR

Brak pieczątki w paszporcie mnie nieco zmartwił, ale okazało się że w Gwatemali na wjeździe dają wjazdówkę na 90 dni do czterech krajów (Gwatemali, Salwadoru, Hondurasu i Nikaragui). Ruch na granicy był zerowy, przed wjazdem stała setka tirów, a tu zaledwie kilka i ani jednej osobówki, więc za 0,55$ pojechaliśmy autobusem do Metapan. Na miejscu zrobiliśmy przerwę w subwayu, w końcu mogłem w siebie wmusić jakieś jedzenie. Dalej nie było sensu jechać stopem, transport jest za tani i nie trzeba czekać. Za bilety do Santa Anny zapłaciliśmy jedynie dolara (50km), podobnie z jedzeniem, jedynie 2,5$ co było miłą odmianą po Gwatemali.

IMG_20180117_163117

W wioskach i mniejszych miasteczkach prawie nie widać broni, wszystko wygląda o wiele bardziej bogato niż w Gwatemali (na początku). Ale podobnie jak wcześniej centrum jest mocno nie szczególne, tu jako przykład podam miasto Santa Anna do którego przyjechaliśmy na pierwszą noc. Z tego co czytaliśmy, jest to drugie najniebezpieczniejsze miasto Salwadoru, aż tak złego wrażenia nie robi pod tym względem, chociaż ochrona trzyma cały czas palce na spuście. Tutaj też po raz pierwszy widziałem żeby policja oprócz zwykłej broni nosiła prawie trzydziesto-centymetrowe noże, więc dość konkretnie. Jakoś długa broń przestała na mnie robić tutaj wrażenie, w każdym kącie, odkąd wjechaliśmy do Meksyku ktoś stoi w nią uzbrojony...

IMG_20180117_175218

Jednym z autobusów miejskich dojechaliśmy do centrum miasta, skąd piechotą dość szybko doszliśmy do hotelu. Okolica dość specyficzna, ale nie wyglądała na aż tak tragiczną. Zostawiliśmy plecaki, zrobiliśmy zakupy i przeszliśmy się chwilę po okolicy, jednak przed zachodem słońca wróciliśmy do pokoju, nie było co kusić losu. Mieliśmy jednocześnie zamiar zrobić milion rzeczy, chociażby pranie czy przepakowanie plecaków, bo zaczynały ciążyć, ale nic z tego, padliśmy jak kawki. Rano zjedliśmy jedynie śniadanie i zaczęliśmy się zbierać po 8 w kierunku stolicy. Staliśmy tak przy jednym ze skrzyżowań i zacząłem się śmiać, po chwili mówię do Moniki że wyglądamy jak świadkowie Jehowy. Wykrakałem... Po 10 sekundach, nie wiadomo skąd zjawiło się kilku i pomogło znaleźć właściwy autobus na terminal. Skąd dalej luksusowym autobusem za 1,35$ pojechaliśmy do San Salvador.

IMG_20180118_140224

Po południu zostawiliśmy rzeczy w jednym z hoteli na strzeżonym osiedlu i ruszyliśmy w miasto. Odwiedzając po kolei miejsca takie jak Bazylika Corazon, Metropolitan Cathedral de San Salvador,Pałac Narodowy i Iglesia de Rosario, w sumie tylko to widzieliśmy. W mieście nie ma praktycznie nic innego do zobaczenia, centrum to jedno wielkie śmietnisko, chociaż widać że chcą coś z tym zrobić. Okolica pałacu i Plaza de la Libertad są w ciągłej budowie,ale to nie zmienia faktu, że wszędzie leżą tony śmieci. Z każdego kąta śmierdzi uryną powodując wielki odruch wymiotny, podobnie jak te małe rzeczki do których spływa często kanalizacja. Tu nawet zabrzańska Bytomka w porównaniu z tym ściekiem jest jak krystalicznie czyste górskie źródło. 

IMG_20180118_145111

FETOR tego miasta przekracza wszelkie wyobrażenia, wiele miejsc było paskudnych, ale jeszcze nie aż tak. Nawet jedzenie pozostawia wiele do życzenia, tutaj comedory jednak odpadają i zostają jedynie sieciówki, albo samodzielnie przygotowana "kolacja". Higiena w tych miejscach niestety pozostawia wiele do życzenia, więc albo płacisz nieco więcej, albo zaopatrujesz się w dobre tabletki i zapas papieru toaletowego... Nie było co siedzieć dłużej w centrum, skoczyliśmy jedynie dowiedzieć się czegoś o busach do Nikaragui i wróciliśmy do hotelu jakoś to ogarnąć.

IMG_20180119_174625_HDR

Kolejny dzień nie ułatwił zbyt wiele, podobnie jak sprzeczne informacje, do tego cholerne ministerstwo Nikaragui miało nas kompletnie w dupie i nie chcieli odpowiedzieć na żadne pytania dotyczące wjazdu (rozłączali czat). Postanowiliśmy postawić wszystko na jedną kartę i poszliśmy do innego biura tica bus wypytać o granice, oraz bilety z innych miast. Na szczęście dla nas, po kilku godzinach w końcu odpisali na jednego z maili i wiedzieliśmy na czym stoimy. Z tica wzięliśmy za 0,6$ autobus do La Libertad, a stamtąd już stopem do El Tunco, gdzie na pałe chcieliśmy ogarnąć jakiś workaway.

IMG_20180120_171449_HDR

W końcu jakieś ładne miejsce warte uwagi, piaszczysto-kamieniste czarne plaże, mało śmieci i palmy. Nawet ceny w tym miasteczku tak nie straszą. Pokręciliśmy się trochę po okolicy szukając miejsca na nocleg, wszystko wygląda tu o wiele bezpieczniej niż gdzie indziej, ale nie na tyle żeby rozkładać się na dziko z namiotem. Byliśmy w kilkunastu miejscach, aż w końcu zaproponowali dobrą cenę i warunki w prywatnym pokoju. Śmieszne jest to że bardziej się opłaca wziąć pokój niż camping, czy dormitorium. Plus podróżowania w dwie osoby.

IMG_20180120_174250_HDR

Polecam każdemu wpaść tu chociaż na jedną noc, jeśli chodzio zachody słońca to miejsce bije te z Puerto Escondido na łeb, na szyję. Oprócz tego nie ma tu zbyt wiele do roboty, zjedliśmy jakąś kolację, wróciliśmy do firewood pogadać trochę z barmanem i próbowaliśmy jakoś spędzić resztę dniaprzy piwku. Wysłaliśmy już papiery do Nicaragui, podobnie jak zapytania na workaway i można już było tylko czekać na rozwój sytuacji. Nie mając zbyt wielu możliwości, kolejnego dnia zdecydowaliśmy się na jeszcze jedną noc w tym miejscu, więc poranek zaczęliśmy od wielkiego prania. Później śniadanie i sjesta na plaży, od Meksyku nie mieliśmy okazji popływać. Gdy wróciliśmy koło 14, okazało się że dostaliśmy pozytywną decyzję z ministerstwa i 26 możemy wjechać do Nikaragui. Fajnie że odpowiedzieli tak szybko, ale co my przez te sześć dni mamy niby tu robić.. Z nimi nigdy nie wiadomo, jak piszą że decyzja jest wydawana do 7 dni, to człowiek spodziewa się odpowiedzi najszybciej za 8 dni, a tu taka niespodzianka. Jakieś dwie godziny później z braku pomysłów pojechaliśmy stopem na zakupy do La Libertad, zjedliśmy obiad w subwayu i wróciliśmy do El Tunco. 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci