Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Tuxtla Gutierrez i Kanion Sumidero

nilek2609

Żeby nie tracić czasu, na śniadanie poszliśmy od razu z plecakami. Wczoraj udało nam się ogarnąć pierwszego hosta w Meksyku, w mieście Tuxtla. Z początku mieliśmy się kierować do Puebli, ale Monika znalazła jakiś kanion w okolicy miasta i pokazy tańca, więc lekko zmieniliśmy plany. Po przejściu czterech kilometrów, okazało się że droga jest zablokowana przez policję,staraliśmy się łapać do czasu gdy jeden z kierowców powiedział nam że dalej strajkują nauczyciele i niema dojazdu do miasta. Dopiero o jedenastej razem z parką Gwatemalczyków udało nam się przekonać kierowcę pickupa, żeby jakoś spróbować ominąć ten protest. ale nic z tego, po dwóch kilometrach utknęliśmy w jeszcze większym korku...

IMG_20171209_114900

Poczekaliśmy jeszcze pół godziny z nadzieją, że może zaczną puszczać auta, ale nic z tego. Razem z Cheli i Andresem pożegnaliśmy kierowce i piechotą minęliśmy protestujących. Opłaciło się, w południe zabrała nas wszystkich jedna z osobówek, które zawróciły na blokadzie i dzięki temu wszyscy godzinę później byliśmy w Tuxtli. Kierowca zrobił o tyle fajną trasę, że wysiedliśmy zaledwie 300 metrów od domu naszego hosta, więc nie musieliśmy drałować. 

IMG_20171208_200228

Chwilę musieliśmy spędzić w okolicznej restauracji, żeby dać znać naszemu hostowi, że w końcu udało nam się dojechać. Wypiliśmy po piwie i akurat Luis odpisał że jest już na miejscu, więc mogliśmy wpadać. Z początku planowaliśmy zostawić jedynie plecaki i jechać zobaczyć ten wspaniały kanion, ale na wejściu wszystko się zmieniło. Od razu zdążyliśmy poznać całą rodzinę i jakoś tak wyszło że dzisiaj nie ruszamy się poza miasto.

IMG_20171208_202302

Wszystko jakoś tak fajnie zaczęło się układać, że chwilę później jedliśmy tutejsze chorizo, mieliśmy już nigdy nie tknąć tego świństwa, ale nas namówili. Tym razem okazało się pyszne, robione podobnie jak nasza jajecznica. Z tego co powiedział Luis, to mięsa w chedraui się nie kupuje, po pierwsze jest cholernie drogie, po drugie to niezbyt świeże, a po trzecie nie smaczne. Oni we wszystko starają zaopatrzyć się na targu miejskim. 

IMG_20171209_081305

Tym razem trzeba było jednak wyskoczyć do marketu, był po prostu najbliżej,a że nasz gospodarz lubi nowe dania, to Monika na dobry początek znajomości postanowiła upiec ciasto marchewkowe. Z początku baliśmy się że nie wyjdzie na tutejszych składnikach, orzechy włoskie zastąpiliśmy pekanem, kilku innych nie daliśmy. Jednak przed osiemnastą było gotowe i nie wyszło wcale takie złe, każdemu posmakowało, no może oprócz dzieciaków. Później ruszyliśmy na podbój miasta, Luis opowiedział nam co nieco o historii i okolicy. Ale najważniejszym punktem dzisiejszego wieczoru były tańce w Miramba Park.

IMG_20171209_081426

Usiedliśmy na jednej z ławek i obserwowaliśmy co będzie się działo.Luisa po chwili porwała jedna z kobiet, kolejna nas wycałowała, a reszta próbowała namówić do tańca. Trochę im to zajęło, w końcu jedna starsza Pani nie chciała przyjąć odmowy i musiałem wstać, zawstydzony trochę się pobujałem, bo tańcem tego nie można było nazwać. Jak to mówią, gringo nie potrafi tańczyć. Jednakże po jakimś czasie czar tego miejsca zadziałał, w głowie coś mi mówiło "a co mi tam, przecież nikt mnie tu nie zna" i zaciągnąłem Monikę na "parkiet". Mówi się że jeśli ktoś był w Miramba Park i nie zatańczył chociaż jednego tańca, to tak jak by go nigdy tu nie było. Po tańcach zrobiliśmy jeszcze małą rundkę pod monument, z pod którego rozpościerała się panorama na większą część miasta i stamtąd wróciliśmy już do domu.

IMG_20171209_114144_HDR

Kolejnego dnia specjalnie wstaliśmy po 7. Dzisiaj mieliśmy wspólnie z Moniką zrobić typowy Polski obiad dla dziewięciu osób, padło na mielone z mizerią i ziemniakami, więc dzień zaczęliśmy od wizyty na targu. Kupiliśmy jeszcze parę fantów w Chedraui, zakupy do domu, a my w colectivo i do Chiapa de Corzo. Wysiedliśmy z busa i nie wiedzieliśmy co dalej, na całe szczęście zaczepiły nas dwie dziewczyny, od razu zapytały czy chcemy zobaczyć kanion, a chwilę później zaprowadziły do biura gdzie mogliśmy kupić bilety.

GOPR0544

Zapłaciliśmy po 200 peso, kilkamiut czekania i busikiem zabrali nas do portu, skąd łodzią popłyneliśmy w głąb kanionu. Warto było wydać te pieniądze, u nas coś takiego kosztowałoby fortunę, o ile mielibyśmy takiemiejsce. Widoki rewelacyje, masa praków, nawet nasze czaple siwe tutaj zimują (a może i występują) razem z nami. Na początku trasy zawitaliśmy na małą skalistą plażę, gdzie wygrzewały się dziesiątki sępów, później kontrola opasek a środku rzeki i chwilępóźniej wpłynęliśmy do kanionu, którego ściany miejscami sięgają po tysiąc metrów, a głębokość prawie czterystu.

IMG_20171209_115037

Co jakiś czas nasz przewodnik zatrzymywał łódź w ciekawszych miejscach żebyśmy mogli spokojnie zrobić zdjęcia, coś przy tym opowiadając, niestety niewiele z tego rozumieliśmy. Trasa w jedną stronę ma około 40 km, kończy się kawałek przed elektrownią wodną, gdzie czekał nas sklepik najednej z łódek z przekąskami.

IMG_20171209_121823_HDR

W drodze powrotnej zawitaliśmy jeszcze do jednej z malutkich zatoczek, gdzie między gałęziami skakała małpa, a kilkaset metrów dalej leżał w trawie plastikowy krokodyl. Myśleliśmy że w końcu uda się nam jakiegoś zobaczyć w naturalnym środowisku, ale jednak jeszcze nie tutaj. Nieco ponad dwie godziny później busik odwiózł nas do centrum, skąd colectivo wróciliśmy do Tuxtli.

IMG_20171209_121938_HDR

Gdzieś w centrum miasta udało nam się złapać wifi, okazało się że nasz host musiał gdzieś wyskoczyć i jakiś czas go nie będzie w domu,ale jest reszta rodziny, więc mamy się czuć jak u siebie. Po powrocie od razu zabraliśmy się za przygotowanie obiadu, trochę czasu nam to zajęło, ale tylko z winy ichniejszego mało kalorycznego gazu, wszystko robiło się dwa razy dłużej. Ale w końcu było gotowe, baliśmy się nieco, że mieloe i mizeria będą dla nich mdłe, ale każdemu smakowało, nawet dzieci były zachwycone, a to jest najważniejsze. Najbardziej nas zaskoczyło, że tak polubili mizerię. Obstawialiśmy, że to będzie najmniej lubiana część dania, a było wręcz przeciwnie.

IMG_20171209_131012_HDR

Po obiedzie, razem z koleżanką Luisa pojechaliśmy do jednego z parków w centrum na pokaz filmu o Natali Lafourcade. Był to krótki dokument o jej karierze jako piosenkarki. Dość szybko nam poszło, zaledwie kilkanaście minut, spodziewaliśmy się czegoś innego, ale zawsze zostawał nam jeszcze spacer po innej części miasta. Do domu wróciliśmy pieszo, poznaliśmy kolejnych znajomych rodziny, zjedliśmy wspólnie po tradycyjnym tacos z tegoregionu. Które specjalnie przygotował szwagier Luisa, ponoć to jego specjalność. Wypiliśmy  jeszcze po kawie, chwila rozmowy i padnięci poszliśmy się położyć.

IMG_20171209_180620

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci