Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Pierwsze dni w raju

nilek2609

Chwilę po 20 wylądowaliśmy na lotnisku pod Cancun i naszym oczom ukazała się ogromna kolejka do odprawy celnej, której mówiąc szczerze nieco się obawialiśmy. W Kolonii Monika wzięła do bagażu podręcznego worek z kilogramem białego proszku (do baniek) i z wielkim uśmiechem po testach narkotykowych przeszła kontrolę. Tutaj mogło to wyglądać całkowicie inaczej. Tak jak wcześniej, każde z nas zabrało po małym plecaku i poszliśmy na losowanie, jak zaświeci czerwona lampka to idziesz na osobistą, jak zielona to śmiało możesz iść dalej. I całe szczęście wykrakałem na siebie, Monika przeszłą bez problemu a mnie wzięli na bok i kazali otwierać plecak. Przynajmniej szybko poszło, celnik wsadził jedynie rękę do środka, wyciągnął dwie zupki chińskie i kazał mi spadać. 

IMG_20171124_073421_HDR

Wychodzimy z lotniska i czeka nas inny świat, trzydzieści stopni, po chwili byliśmy cali mokrzy, ale szczęśliwi i kompletnie bez planu. Było za ciemno na łapanie stopa, na lotnisku nie było opcji żeby się przespać, więc po godzinie krążenia odpaliliśmy GPSa i poszliśmy przed siebie. W końcu po półgodzinnym spacerze z plecakami, zaglądając za każdą reklamę czy nas nie będzie widać, znaleźliśmy zalesioną krzyżówkę gdzie rozbiliśmy namiot. Było na tyle ciepło że na początek rozłożyliśmy samą moskitierę, dopiero koło 6 rano dorzuciliśmy tropik bo postanowił spaść tropikalny "deszczyk". Jeszcze ze dwie godziny snu i wróciliśmy na lotnisko kupić bilety na busa do Tulum, niestety autostop przy lotnisku nie wchodził w grę. Ale za to za niewielkie pieniądze (w każdym razie na busa przy lotnisku)  komfortowo dojechaliśmy na miejsce. 

IMG_20171123_080131

Dzięki temu że w busie było wifi, udało nam się znaleźć tani camping zaraz przy plaży i tam dreptaliśmy z buta kolejne dwie godziny, ale warto było. Nie wiele się zastanawiając rozbiliśmy namiot przy domku typowego Hose, zostawiliśmy wszystko w namiocie (łącznie z dokumentami i pieniędzmi) i polecieliśmy na plażę. Nie potrafię opisać tego miejsca inaczej niż Raj, żadne słowa nie są w stanie tego opisać inaczej, poczuliśmy się jak w bajce.

IMG_20171123_134014

Spędziliśmy kilka godzin na plaży nurkując, momentami dalej nie dowierzaliśmy że jesteśmy na drugim końcu świata w tak pięknym miejscu. Tyle planowaliśmy tą podróż, aż w końcu się udało i nawet ten lekki strach przed nieznanym nam nie mógł w tym przeszkodzić.

IMG_20171123_145522

Kolejnego dnia poznaliśmy Amerykanina który wpadł tu na małe wakacje z dzieciakami i jakoś tak wyszło że spędziliśmy trochę czasu wspólnie. Dzięki niemu nie wydaliśmy fortuny na zakupy w okolicznych sklepach dla Gringo, tylko zabrał nas autem do jednego z marketów w mieście. Dopiero wtedy zobaczyliśmy różnicę w cenie, np zamiast 35 peso, za wodę płaciliśmy 7, więc przepłacaliśmy. A bez tego nie da się żyć, nawet zębów nie można myć wodą z kranu, bo klątwa Montezumy czycha na każdego. 

IMG_20171124_071111

Po zakupach porządne śniadanie, piwko, rurki w dłoń i dalej na plażę. Nie sensu żebym w tym momencie się rozpisywał bo bawiliśmy się jak typowe Janusze na plaży korzystając z ciepełka. Wieczorem zrobiliśmy grilla z czymś co miało zastąpić chodź trochę naszą kiełbasę, a było miejscowym totalnie niejadalnym chorizo, ale jak mus to mus, na głodniaka niema co chodzić, pieniędzy też szkoda. Będziemy mieli nauczkę na przyszłość żeby tego więcej nie kupować.

IMG_20171124_072252_HDR

Sobota to nasz ostatni dzień w Tulum, rano zebraliśmy plecali z campingu i ruszyliśmy w stronę wylotówki. Po raz kolejny czekał nas dłuższy spacer, ale po niecałej godzinie staliśmy przy ruchliwej drodze próbując stopować na nowym kontynęcie. Zapowiadało się obiecująco, ale po kilkunastu minutach skapitulowaliśmy na rzecz tacos w okolicznej knajpce. Daliśmy się nawet naciągnąć na smoothie z papai co odradzam i to bardzo, smakuje jak ściek. Przez to ciepło zapomnieliśmy co nam grozi po spożyciu miejscowej wody z kranu, tak jak lodu i nas lekko poniosło, więc po pierwszym łyku odpuściliśmy. Dobra rada na przyszłość, nie kupujcie niczego co nie jest butelkowane.

IMG_20171125_102404_HDR

Najedzeni wróciliśmy do łapania kilkadziesiąt metrów dalej przy "martwym policjancie" gdzie wszyscy zwalniają i kilka minut później w końcu ruszyliśmy z miejsca. Cofnął po nas Eduardo z rodzinką w rozśpiewanej terenówce i tu wcale nie przesadzam, przez ponad sto kilometrów śpiewał i tańczył za kierownicą z wielkim cygarem w dziobie. Z resztą nie tylko on, na każdym kroku widzieliśmy rozśpiewanych ludzi, z każdego zakątka dobiega muzyka, nie ważne czy auto, bank, czy nawet apteka.

GOPR0089

W Felipe Carrillo Puerto spędziliśmy zaledwie chwilę, ale dało się odczuć ten prawdziwy meksyk, zero turystów, sami miejscowi i sielankowe życie w tropikach. Każdy z uśmiechem, nawet tutejszy bezdomny wyglądał jak by się niczym nie przejmował. Posiedzieliśmy jeszcze kilka minut przy rondzie, przeszliśmy się po okolicy i za miasto.

GOPR0110

Kolejnym autem dojechaliśmy już do Bacalar gdzie zamierzaliśmy spędzić noc. Jeden ze znajomych dał nam namiar na to miasteczko, więc stwierdziliśmy że wpadniemy chociaż na chwilę, zobaczyć okolicę, może porobić bańki. Internet w parku jest, elektronike można ładować, ponoć nawet jest się gdzie przespać na dziko, ale tego jeszcze niesprawdziliśmy. Sama prespektywa spania w starym amfiteatrze jest dość ciekawa.

IMG_20171125_115435Okazało się że amfiteatr jest czymś w stylu dziury w ziemi, całkowicie odsłonięty, więc nocleg odpadał, do tego masa ludzi dookoła, a nam to średnio odpowiadało. Zjedliśmy smażoną świńską skórę z frytkami (brzmi źle ale smakuje rewelacyjnie), odpaliliśmy mapę i poszliśmy na poszukiwania spokojnego miejsca, kilka parkingów, terenów hotelowych dalej trafiliśmy do jakiegoś "Chronionego obszaru naturalnego". Miejsce dość przypałowe i lekko podmokłe bo nad brzegiem jeziora, ale schowaliśmy się tak że namiot nie rzucał się w oczy. A rano ruszyliśmy dalej zobaczyć okolice miejsca gdzie spaliśmy i przegraliśmy życie, bo mogliśmy się rozbić nad samym brzegiem. Później po szybkim pływaniu  o wschodzie słońca, ruszyliśmy upolować coś dobrego na śniadanie. Zgodnie z zasadą do trzech razy sztuka wybraliśmy trzecią najtańszą knajpkę, zjedliśmy omlety, od jakiejś babuszki przy drodze kupiliśmy jeszcze Tamale (ciasto kukurydziane gotowane na parze w liściu z dodatkiem cholernie ostrej salsy) i ruszyliśmy w miasto.

IMG_20171126_071513

Więcej zdjęć wrzucam do galeri na Facebookowym profilu..

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci