Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Ostatnie chwile na cypryjskiej ziemi

nilek2609

16 kwietnia 2016

Dzisiaj dla odmiany za budzik robiła nam armia okolicznych kotów które koło ósmej zaczęły dość mocno informować o swojej obecności. W końcu wyściubiłem nos z namiotu żeby zobaczyć co się dzieje, okazało się że dość sporo osób siedzi już w wodzie, część spaceruje po plaży i zerka na namiot z miną "What the fuck".

20160416_074307

Nikt się do nas nie odezwał ani słowem, więc olaliśmy sytuacje, na spokojnie podsuszyliśmy namiot, spakowaliśmy plecaki i przenieśliśmy się bliżej centrum miasta po ostatnie pamiątki. Jeszcze lowostowe angielskie śniadanko, zapasy na resztę dnia i już po 11 szukaliśmy okazji w kierunku skał afrodyty.
20160416_0848441

Po drodze trafiliśmy na wielką plantację cytrusów, bez skrępowania weszliśmy do środka i zerwaliśmy kilka sztuk, niektórzy pewnie powiedzą że zachowaliśmy się jak "cebulaki", ale przynajmniej woda smakowała dziesięć razy lepiej. Te cytrynki które przyjeżdżają do Polski nie są nawet w połowie tak dobre jak tutejsze,nie wiem czy to kwestia czasu zbiorów czy odmiana, ale te były dość słodkie i bardzo soczyste.

20160416_085047Pięć minut łapania i jechaliśmy już do samego celu. W końcu mogliśmy trochę ponurkować,tylko tym razem trzeba było unikać jak ognia, bo aż skórę paliło. Rozłożyliśmy ręczniki pod jedną ze skał i rura do wody.

20160416_132111

W czasie gdy Monika wylegiwała się na plaży, ja stwierdziłem że nieco się po wspinam po okolicznych skałach. Jakoś w połowie drogi na skałę afrodyty słyszę krzyk z oddali "Patrzcie na tego gościa, bez butów tam wlazł , pewnie ruski", sprostowałem ich małą pomyłkę i się okazało że połowa ludzi na plaży to Polacy.

20160416_1705451

Koło piątej postanowiliśmy się zebrać z plaży, po drodze zahaczyliśmy jeszcze o przydrożny bar, gdzie uzupełniliśmy zapas wody i skierowaliśmy się w stronę plaży pod lotniskiem. Po kilku minutach łapania trafiliśmy zaledwie 4km od lotniska,nie było sensu szukać kolejnego auta w takiej ładnej okolicy.

20160416_1705591

Zeszliśmy zdrogi w okoliczne sady zbierając pomarańcze, nieco przeschle mandarynki, cytryny, a nawet udało nam się trafić na kilka truskawek. Później skrótem na kolejną drogę i tak znaleźliśmy się zaledwie kilometr od lotniska.

20160416_1715031Odbiliśmy wkolejną boczną uliczkę prowadzącą bezpośrednio do morza, gdzie na dokładkę trafiło nam się niewielkie poletkoz ziemniakami, chwila zastanowienia i stwierdziliśmy że kilka na kolacjęby się przydało. A jak  wiadomo niema nic lepszego od ziemniaków z ogniska.

20160416_171510

Wpakowaliśmy wszystko do plecaka i kierowaliśmy się dalej w stronę plaży. Chwilę później czekała nas jednak niespodzianka, za naszymi plecami pojawił się policyjny radiowóz który wyraźniejechał za nami, staraliśmy się jednak nie zwracać na to uwagi i szliśmy dalej.

GOPR0174

W końcu jednak nie wytrzymali i zajechalinam drogę, a my w myślach prosiliśmy tylko żeby nie widzieli tego jak podkradaliśmy te ziemniaki. Okazało się że chodzi im o coś całkowicie innego, od razu jeden z nich dość stanowco kazał namdać paszporty, zamiast tego dostali jedynie dowody, które zaczęli dość intensywnie sprawdzać.

GOPR0186

Wypytywali o każdą możliwą pierdołę, jeden z policjantów oddał nasze dokumenty wojskowemu, który najwyraźniej tam szefował, chwilę pogadali, spisali wszystko z dowodów i zaczęli wypytywać o kolejne rzeczy. Odpuścili dopiero po sprawdzeniu autentyczności naszych biletów powrotnych. Koniec końców okazało się że wzięlinas za imigrantów. Tego jeszcze nie grali :)

GOPR0190

Chwilę po 20 doczłapaliśmy plażą do idealnego miejsca na nocleg, zostawiłem rzeczy i poszedłem szukać czegoś na rozpałkę. Wszystko w okolicy było tak suche że po kilku minutach miałem drewna na potężne ognisko, ale pojawił się pewien problem, gdzie by tu je rozpalić, żeby nie spalić całej okolicy.

GOPR0206

W końcu padło na miejsce zaledwie półmetra od wody za jakimiś skalami, obłożyliśmy całość kamieniami dla pewności i zacząłem rozpalać. Zazwyczaj zajmowało mi to kilka minut i można było piec, tym razem problemem był wiatr, nie ważne jakbym kombinował, to i tak wszystko zaraz się gasiło. Dopiero po godzinie mogliśmy spokojnie usiąść i cieszyć się pożądnym ogniem, ale było warto.

20160416_1742081

W lepszym stylu nie można było zakończyć tej podróży. Zajadaliśmy się pomarańczami, ziemniaki powoli dochodziły w żarze, a my obserwowaliśmy niebo. Gdzieś przed jedynastą przenieśliśmy się 100 metrów dalej do niewielkiej altanki widokowej nad małym klifem, wzięliśmy butelko-prysznic, przepakowaliśmy plecaki i poszliśmy spać.

20160416_183213

Rano pobudka bladym świtem, wstaliśmy chwilę po piątej, a zaledwie 20 minut późnie byliśmy na lotnisku, szybka toaleta i na odprawę. Wszystko poszło dość sprawnie, później dokumenty, jeszcze stewardessy sprawdziły bilety i na pokład. A niecałe trzy godziny później powrót do szarej i zimnej rzeczywistości.

20160416_214047

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci