Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Lecimy na Cypr

nilek2609

 

13 kwietnia 2016

Nie mogliśmy spokojnie spać tej nocy, co jakiś czas któreś z nas budziło się w obawie że nie zdążyliśmy na samolot. W końcu jednak wstaliśmy chwilę po 7, ogarnęliśmy się i godzinę później siedzieliśmy w autobusie jadącym na lotnisko w Balicach.

20160413_123005Do odlotu została jeszcze ponad godzina, więc nieśpiesznym krokiem poszliśmy się odprawić. Monika jak zawsze przeszła kontrolę w ekspresowym tempie, do mnie za to po raz kolejny ktoś musiał się przyczepić. Na bramkach zatrzymali mnie celni, przetrzepali cały plecak, później resztę rzeczy, a na dokładkę dla lepszej zabawy skierowali mnie na bok na kontrolę osobistą...

20160413_140700Po kilku minutach mnie wypuścili nie mając się już do czego przyczepić, więc spakowałem spokojnie rzeczy z powrotem do plecaka i poszliśmy na kontrolę dokumentów. Tam kolejna nieprzyjemna niespodzianka, "miły pan" za ladą znalazł kolejny problem  i oskarżył mnie że mam podrobiony dowód osobisty... (czy ja aż tak źle wyglądam, że za każdym razem mnie się czepiają na lotniskach?)

20160413_144030Facet zaczął oglądać dowód pod każdym kątem, sprawdzał go oczkiem jubilerskim, aż w końcu wrzucił go na skaner do dokumentów, a wszystko przez dwa malutkie wyszczerbienia. Później przekazał go kolejnej osobie, zamknął swoją bramkę i poszli razem cholera wie gdzie. Wrócił kilka minut później, oddał dowód i po powrocie kazał jedynie wymienić dokument. 

20160413_150621Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i chwilę przed dziesiątą siedzieliśmy w samolocie, a 2,5 godziny później wylądowaliśmy w Paphos. Od razu poczuliśmy się jak w raju, idealna temperatura, piękna okolica, palmy i masa pozytywnie nastawionych ludzi.

20160413_150904Pokręciliśmy się chwilę po okolicy i zaczęliśmy łapać pierwszego stopa pod lotniskiem. Na dobry początek musieliśmy się przyzwyczaić do brytyjskiego stylu jazdy, później wystarczyło tylko napisać karton i ruszać. Kilka minut stania i zatrzymał się jeden z miejscowych, już myśleliśmy że nas zabierze, ale Pan jedynie poinformował nas, że łapiemy w złą stronę i odjechał.

20160413_151138Przeszliśmy się kawałek dalej i tym razem stanęliśmy w odpowiednim miejscu, co po kilku sekundach zaowocowało podwózką do centrum Paphos. Od śniadania minęło ładnych parę godzin, a w brzuchu pustka, więc zaczęliśmy szukać jakiegoś bankomatu, a później już tylko restauracji.

20160413_155222Po drodze zdążyliśmy się obkupić w sporą ilość magnesów na lodówkę (wiadomo, pamiątka musi być), odwiedziliśmy nawet "grobowiec Salomona" w którym miałem przyjemność skąpać się po kostki w wodzie. Było na tyle ciemno że nie zauważyłem tafli wody, z resztą kto by się jej tu spodziewał.

20160413_162234Zwiedziliśmy okolice twierdzy i poszliśmy zjeść pyszny obiadek nad brzegiem morza, wydając przy okazji ponad połowę budżetu na wyjazd... Plan był z goła inny, szukaliśmy czegoś dobrego za niewielką cenę, przeszliśmy kilka knajpek przeglądając menu i wybraliśmy najlepszą opcje. Zamówiliśmy dwa gyrosy za 5 euro ze "strefy dziecięcej" i zadowoleni czekaliśmy na zamówienie przeglądając internety. Kilka minut później kelner przyniósł dwa talerze pełne "szczęścia", do tego zimne piwo i byliśmy w raju, do momentu gdy poprosiliśmy o rachunek. Widząc kwotę do zapłacenia zrobiliśmy oczy jak 5zł, kelner chyba źle nas zrozumiał i dał nam normalne porcje po 18 euro. Niestety nie mieliśmy już wyjścia, danie zjedzone, danie zapłacone.

20160413_164347Po takim obiedzie musieliśmy przejść jakoś 6 km na drugi koniec miasta i szukać transportu jadącego na przeciwległy koniec wyspy. Jakąś godzinę zajęło nam dotarcie w okolice autostrady, ale spacer się opłacił. Po zaledwie kilku minutach łapania zatrzymał się człowiek jadący w przeciwnym kierunku i powiedział, że jak zatankuje to zabierze nas w kierunku Larnaki.

20160413_164623Dziesięć minut później zgarnął nas tak jak obiecał i podrzucił na przedmieścia Limassol. Znowu zaczęliśmy szukać dobrego miejsca do łapania. Niestety projektanci tutejszych dróg nie pomyśleli o autostopowiczach i musieliśmy łapać na krzyżówce, co oczywiście nie dawało zbyt dużych rezultatów. W związki z tym po kilku minutach przenieśliśmy się na sam wjazd. W tym samym momencie zatrzymało się Porsche Cayenne, którego kierowca postanowił nas podrzucić na drugi koniec miasta żeby lepiej się łapało. Co jak co, ale autostop działa tu rewelacyjnie, wszyscy wyglądają na zadowolonych z życia i chcą pomagać.

20160413_170921

Było już dość późno, więc po pół godziny postanowiliśmy odpuścić na dzisiaj i znaleźć jakiś cichy kącik na nocleg. Według mapy mieliśmy do przejścia 12 km do kompletnego odludzia i plaży bez miliona hoteli, co nie napawało radością, ale powoli zaczęliśmy się kierować w tamtą stronę.

20160413_185442Przeszliśmy zaledwie dwa, kolejne dziesięć próbowaliśmy jeszcze przejechać stopem, później stwierdziliśmy że wydamy trochę grosza i podjedziemy tam autobusem. Niestety na przystankach można było znaleźć jedynie numerki, bez jakiegokolwiek rozkładu... Czekaliśmy może z pół godziny, w końcu wsiedliśmy do pierwszego autobusu, który tylko pojawił się na horyzoncie.

20160413_185748Kierowca zatrzymał się na środku drogi, widząc nasze miny zaczął wypytywać gdzie się chcemy dostać, a że mapa prowadziła nas cały czas prosto, więc tak też powiedzieliśmy, zapłaciliśmy po 2,5 euro i poszliśmy usiąść. Po chwili kierowca woła mnie do siebie i wypytuje o więcej szczegółów, na początku myślałem że jest po prostu nieco wścibski, ale on chciał nam jak najlepiej pomóc. Na koniec powiedział że wysadzi nas kawałek od wjazdu na autostradę, wytłumaczył dokładnie cała drogę, po czym pokazał gdzie mamy dokładnie iść żeby móc rozłożyć namiot. Wysadził nas normalnie na drodze, upewnił się jeszcze raz że będziemy szli w dobrym kierunku i pożegnał nas wielkim uśmiechem.

20160413_190306Faktycznie facet miał racje, przeszliśmy się niecały kilometr od miejsca gdzie nas zostawił, ludzi prawie w ogóle, fajna plaża, kilka pomostów i błogi spokój. Chwila odpoczynku i rozłożyliśmy się z rzeczami na niedużym molo należącym do jednego z remontowanych hoteli. Nie było sensu rozkładać namiotu, temperatura była na tyle wysoka, że postanowiliśmy spać jedynie w śpiworach. Zjedliśmy jeszcze kolacje i poszliśmy spać. Lepszego miejsca nie mogliśmy sobie wymarzyć, po prostu "one milion star hotel" z kojącym szumem fal i delikatną morską bryzą.

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci