Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Palm Jebel Ali i piękny hotel Atlantis

nilek2609

4-5 października 2015

Na dobry początek dnia postanowiliśmy skorzystać z kilku dobrodziejstw jakie oferował nam nocleg w tym pięknym hotelu i poszliśmy zrobić kilka rundek na basenie. Była może 10 rano, ponad trzydzieści stopni na termometrze, więc idealny moment żeby nieco się orzeźwić, popływać i poleżeć trochę w słońcu.
DSC_0267

Szczepan poznał dwie starsze tureckie nimfy wodne z którymi mógł nieco pogadać i odświeżyć nieco zardzewiały turecki, swoją drogą całkiem nieźle mu szło, same kobiety były zaskoczone ;D.

DSC_0117Po 11 dołączyła do nas Monika i wspólnie obijaliśmy się do południa, jak typowe Janusze na wakacjach, później na chwilę do pokoju i metrem na stację Union coś przekąsić w Pakistańskiej knajpce.

DSC_01192Przesiadka na zieloną linie i się okazało że nieco pobłądziliśmy, linia prowadziła "donikąd", w każdym razie nie tam gdzie zamierzaliśmy jechać. Wróciliśmy z powrotem na Union i czerwoną linią pojechaliśmy na FGB i piechotą poszliśmy zobaczyć Burj Al Arab (wieżowiec w kształcie żagla).

DSC_01301Na miejscu odbijaliśmy się jak ping pongi od każdej uliczki szukając wejścia na publiczną plażę, najpierw jakiś plac budowy, później hotel i kilka innych z których dość szybko nas wyprosili, ale w końcu się udało.

DSC_0136Trafiliśmy idealnie na zachód w tej pięknej scenerii, do tego żagiel w tle, widok jak z widokówki. Większość czasu kręciliśmy się po plaży zbierając morskie pamiątki i jak to z naszym szczęściem bywa, trafiliśmy na inną parkę Polaków, którzy podobnie jak my wpadli do Dubaju na krótki urlop.

DSC_01732Później poszliśmy na jeden z okolicznych klimatyzowanych przystanków autobusowych poszukać jakiegoś autobusu do galerii Mall of Emirates, którą jako kolejną chcieliśmy zobaczyć.

DSC_01871Środek nie robił aż tak wielkiego wrażenia jak Dubai Mall, więc spędziliśmy tam zaledwie godzinę i metrem pojechaliśmy dalej w stronę palmy. Na początku myśleliśmy że dojazd jest taki jak wszędzie czyli metro albo autobus, a tam czekała nas mała niespodzianka, z metra mieliśmy przesiadkę na TRAMWAJ O.o.

DSC_01981I tak wylądowaliśmy na ogromnym parkingu, na którego końcu była kasa biletowa do Palm Jumeriah Monorail (kolejka jednotorowa), niestety Pani w kasie powiedziała że to już ostatni kurs dzisiejszego dnia i musielibyśmy pół godziny później wracać z powrotem, więc po prostu się nie opłaca.

DSC_02155Postanowiliśmy że przyjedziemy tam rano w drodze na lotnisko. Podobną trasą jak wcześniej wróciliśmy na Union, pokręciliśmy się po okolicy szukając dobrego miejsca na kolacje i w końcu mamy, najbardziej burżujskie miejsce, w końcu była to nasza ostatnia noc w tym wielkim mieście. Po kolacji zmęczeni, ale pełni i szczęśliwi wróciliśmy do hotelu.

DSC_01481Wymeldowaliśmy się po 11 i pierwsze kroki skierowaliśmy w kierunku naszej ukochanej pakistańskiej knajpki żeby zjeść porządne śniadanie. Później podobnie jak wczoraj pojechaliśmy metrem na 36 stacje, tramwajem na parking i w końcu mogliśmy kupić bilety na kolejkę. 

DSC_01521Za 25 AED (cena w 2 strony) w kilka minut dojechaliśmy na sam koniec palmy i wysiadka zaledwie kilka metrów od hotelu Atlantis, który chyba znają wszyscy, którzy kiedykolwiek oglądali zdjęcia albo programy TV z Dubajem w tle. 

DSC_0244Tym razem nie byliśmy przygotowani na to wszechobecne bogactwo, poruszaliśmy się tylko kilkoma drogami, pozostałe dla nas były niedostępne z powodu grubości portfela, a do innych mieli dostęp tylko goście hotelowi, więc de facto  mogliśmy zobaczyć zaledwie kilka miejsc.

DSC_0251Spędziliśmy tam może dwie godziny i wróciliśmy do stacji metra, skąd dojechaliśmy na Ibn Batute, później 40 minut czekania na autobus F55 jadący na lotnisko. W środku przeżyliśmy chwilę strachu, któreś z nas nie przestawiło zegarka i z początku myśleliśmy że się nie wyrobimy na lot, ale okazało się że jednak mamy godzinę ekstra.

DSC_0273Miejsce odpraw po prostu rewelacja, wygodne fotele, palarnia, na ścianach zegary z roleksa, więc jak wszędzie pełen przepych. Poczekaliśmy jeszcze kilka minut i poszliśmy się odprawić. tym razem Monika miała mały problem podczas odprawy, przez moją nieuwagę zostawiłem w jej paszporcie 5 AED i wyglądało jakby dawała łapówkę :D.

DSC_0259Zahaczyliśmy jeszcze o Duty Free żeby kupić jakieś napoje na lot i bardzo miło się zaskoczyliśmy, ceny mocno odbiegały od europejskich, za butelkę wody płaciliśmy 2zł, a nie 15 jak np w Szwecji. 

DSC_0270Niecałą godzinę później byliśmy już w powietrzu, gdzie czekało nas pięć godzin lotu z cholernym Bułgarskim pilotem, który chyba po raz pierwszy siedział za sterami... Gdy zbliżaliśmy się do lotniska w Sofii, pilot zamiast zwolnić i stopniowo obniżać lot jak to zwykle bywało, pędził jak szalony, a samolotem miotało jak szatan...
DSC_03032Jakimś cudem cali i zdrowi wylądowaliśmy pod pierwszym terminalem w Sofii, jak zawsze w Bułgarii czekał na nas syf i postkomunistyczny wygląd całej okolicy. Niestety musieliśmy tu spędzić kolejne sześć godzin w oczekiwaniu na lot do Holandii, więc znaleźliśmy jedynie dwie czyste ławki i położyliśmy się spać. Później już tylko chwila czekania i z Eindhoven przylecieliśmy do Katowic.

DSCN1425

Podsumowanie:

Samolotem: 12 000 km

Stopem: 40 km

Koszt: 1500 PLN 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci