Menu

Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat

Moje małe i duże podróże

Krótki epizod w Albanii

nilek2609

6 września 2015

Wstałem bladym świtem z wielką nadzieją, że wczorajszy sztorm wyrzucił jakieś ciekawe pamiątki na brzeg, więc nie wiele myśląc nieco zaspany poszedłem na poszukiwania. Przeszedłem zaledwie kilka metrów i morze postanowiło mi zafundować orzeźwiającą pobudkę. Mimo że byłem cały mokry, szukałem dalej.

DSC_0630Nic nadzwyczajnego nie udało mi się znaleźć, zaledwie kilkadziesiąt muszelek, więc po godzinie wróciłem z powrotem na pięterko dobudzić dziewczyny. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, pożegnaliśmy się z pięknym widokiem i po 8 byliśmy z powrotem na wylotówce.

DSC_0628Jakieś 45 minut zajęło nam złapanie pierwszego auta, z kierowcą wróciliśmy kilka kilometrów do drogi którą wczoraj minęliśmy, czyli niecałe pięć kilometrów... Później zaledwie 100 metrów pieszo i zaprosił nas na kawę do swojej przyczepki Tito. Ciekawa postać, facet większość czasu spędza w swojej przyczepie rozmawiając z ludźmi i częstując ich kawą. Tylko jak ten człowiek się tam utrzymuje, skoro nic tak na prawdę nie robi?

DSC_0631Kilkaset metrów dalej dorwaliśmy drzewo pełne dojrzałych granatów, nie mogliśmy przejść obojętnie i od razu zerwaliśmy kilka, trafiło się nawet Kaki. Chwilę później złapaliśmy Włocha, który chciał nas podwieźć, ale zrezygnowaliśmy z niego na rzecz terenowego mercedesa z Polskim małżeństwem w środku, które z miła chęcią zabrało nas do Albanii.

DSC_0629Edward i Agnieszka przywieźli nas do Fushe Kruje i ruszyli dalej swoją trasą do Tirany, my natomiast postanowiliśmy zrobić małą przerwę na jedzonko, a Marcela w tym czasie złapała stopa do Dures. Kierowca razem z kolegą podrzucili nas do samego centrum w okolice portu i dość długo się żegnali z niezbyt wyraźnymi minami, najwyraźniej chcieli wyciągnąć od nas jakieś pieniądze za podwózkę. Na nieszczęście dla nich, nie potrafili się dogadać, co dość mocno ich irytowało, a my nie pozostawaliśmy dłużni i udawaliśmy głupich, że niby nie wiemy o co tak na prawdę im chodzi, aż w końcu odpuścili.

DSC_0637Po wyjeździe z Czarnogóry trafiliśmy po raz kolejny do innego świata, widać całkowicie inne podejście ludzi do nas, każdy trąbi, macha, czasem nawet przesyła buziaki, co jest całkiem miłe. Ale też jest druga strona medalu, większość, podobnie jak tych dwoje wcześniej domaga się płatności za przejazd z czym za każdym razem musieliśmy walczyć, ale jakoś się udawało. Kolejną ciekawostką tego kraju są wszechobecne stacje benzynowe, przykładowo stoisz sobie pośrodku niczego na jakimś skrzyżowaniu, a na 100-200 okolicznych metrach jest pięć stacji i podstawowe pytanie jakie każdy by sobie zadał brzmi: JAKIM CUDEM ONI SIĘ UTRZYMUJĄ, przecież to niema prawa tak działać...

DSC_06412Przeszliśmy się trochę po mieście, wymieniliśmy pieniądze w jednym z biur turystycznych i poszliśmy na zajebistego kebaba, później kawa i internety. Z "restauracji" próbowaliśmy się jakoś dostać do mariny portowej, przeszliśmy ponad dwa kilometry wzdłuż płotu szukając jakiegoś cichego wejścia, ale nic z tego nie wyszło, więc postanowiliśmy wyjść na
wylotówkę i spróbować szczęścia w innym mieście.

DSC_0642Przez pierwszy kwadrans odganialiśmy się od nachalnych kierowców, którzy postanowili sobie na nas dorobić, w końcu jednak zatrzymali się Pol i Meti, dwaj pozytywnie zakręceni goście, którzy zabrali nas swoim kabrioletem 160 km dalej do Vlory, gdzie po raz kolejny próbowaliśmy coś ugrać.

DSC_06472Pożegnaliśmy się chwilę po 21 i odjechali w siną dal, ale nie na długo bo kilka minut później okazało się że Marcela zostawiła u chłopaków w aucie swój telefon. Jak najszybciej dzwonimy, raz, drugi, trzeci i nic, nikt nie odbiera, ale po pięciu minutach słyszymy charakterystyczny gwizd Pola, podjeżdża z piskiem opon, oddaje telefon i z wielkim uśmiechem po raz kolejny się żegna.

DSC_0657

 

© Machaj aż po Nil, czyli autostopem przez świat
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci